|
Skład: Ted Pilot - śpiew; Ken Mary - perkusja; Kendall Bechtel - gitary; Ed Archer - gitary, instrumenty klawiszowe; John Macko - gitara basowa
Produkcja: Terry Brown
Kilka lat po dobrze przyjętym debiucie amerykańska grupa Fifth Angel nagrywa Time Will Tell, płytę pod wieloma względami dużo dojrzalszą od poprzedniczki. Przede wszystkim formacja wypracowała sobie własny styl, łatwo rozpoznawalny, oryginalny. Zadbano też o bardziej zróżnicowany repertuar i znacznie poprawiło się brzmienie zespołu, za co w głównej mierze odpowiedzialny jest doświadczony producent Terry Brown.
Muszę przyznać, że zmiana gitarzysty prowadzącego wyszła grupie na dobre. Solówki odgrywane przez Kendalla Bechtela stoją na równie wysokim poziomie technicznym jak te grane przez Jamesa Byrda, a przy tym są bardziej przemyślane i zarazem melodyjne. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że na tym krążku nie ma ani jednej słabej gitarowej solówki. Mało tego, są one tak dobre, że niejedna kapela mogłaby ich pozazdrościć. Zresztą właśnie to przyciągnęło mnie do tego zespołu i sprawiło, że jest to jedna z moich ulubionych grup. Nadmienię jeszcze, że również głos wokalisty pasuje do muzyki jak ulał, ma on w sobie nutkę sentymentu, brzmi marzycielsko. Wszystkie utwory na albumie są składne i dopracowane w każdym szczególe, niemniej jednak najlepiej wypada pierwsza połowa płyty. Chociażby zapodane na początek Cathedral jest bardzo wyważoną kompozycją, okraszoną dodatkowo wyśmienitymi solówkami. Właśnie takie kawałki uwielbiam. To samo można powiedzieć o Midnight Love, Seven Hours czy tytułowym Time Will Tell, gdzie uwagę przykuwają doskonałe riffy. Broken Dreams jest z kolei przepiękną i niebanalną balladą. Rewelacyjnie wypada tu głos Teda Pilota, świetnie brzmią czyste gitary. W secie zamieszczono też znakomity cover utworu Lights Out z repertuaru zespołu UFO - tym, co się od razu rzucza w uszy, to idealne dopasowanie charakterystyki brzmieniowej tej piosenki do reszty płyty. Gdybym nie wiedział, że to cover, byłbym święcie przekonany, że to autorska kompozycja formacji. W połowie krążka ukrywa się mój ulubiony kawałek z tego albumu - Wait For Me. Powalający riff na wstępie, potem jeszcze perfekcyjne solówki, ze smakiem odśpiewany refren, to silne punkty utworu. Do tego jeszcze quasi barokowe struktury, które przywodzą mi na myśl dokonania Yngwie Malmsteena z początku lat '90. Nie da się ukryć, że mam tendencję do kilkakrotnego z rzędu odsłuchiwania tej piosenki... Wysoką klasę ma jeszcze kolejny kawałek, Angel Of Mercy. mamy tu dokładnie te same składniki receptury na hit, jak w poprzednich kompozycjach. Ballada So Long jest również miła dla ucha, chociaż pozostaje nieco w cieniu, gdy zestawia się ją z Broken Dreams. Na płycie są jeszcze dwa inne utwory, mianowicie We Rule i Feel The Heat, które wprawdzie nie są bynajmniej złe, aczkolwiek w porównaniu z resztą kompozycji nie powalą nas na kolana.
O ile pierwszą płytę "aniołków" polecałbym tylko zagorzałym fanom, o tyle do sięgnięcia po ten krążek namawiam dosłownie wszystkich. Jak dla mnie jest to jedna z najlepszych pozycji ze złotych czasów hair metalu. Płytę tę darzę należnym jej szacunkiem i nie dam na nią powiedzieć złego słowa.
Brak oficjalnej strony zespołu
Guitarrizer kwiecień 2004
|