|
Skład: Krzysztof "Uriah" Ostasiuk - śpiew, instrumenty klawiszowe; Piotr Bajus - gitary; Romuald Kamiński - gitara basowa; Andrzej Sikora - perkusja
Produkcja: Andrzej Puczyński
Już w latach '80 istniało w Polsce kilka zespołów poruszających się w klimatach pomiędzy AOR-em a melodyjnym hard rockiem, jednak publiczność w Kraju nad Wisłą nie przepadała jakoś za takim graniem. Wśród niedocenionych formacji z rodzimego podwórka wymienić należy przede wszystkim powstałe w 1984 r. Fatum.
Nazwę chłopaki faktycznie przyjęli fatalną, bo przez całą historię istnienia zespołu prześladowały go częste zmiany składu, a i przedwczesna śmierć wokalisty w karierze pomóc przecież nie mogła. Ale po kolei... Grupę powołali do istnienia w Warszawie muzycy Janusz Pyzowski, Andrzej Blicharz i Roman Kamiński. Do czasu nagrania debiutanckiej płyty Mania Szybkości w 1988 r. trzykrotnie zmienił się perkusista, podobnie rzecz się miała z gitarzystami - dwóch wioślarzy, w tym Jarek Hertmanowski (Hetman) musiało odejść czasowo z zespołu ze względu na powołanie do służby wojskowej. Wokalistą został Krzysztof "Uriah" Ostasiuk i to za jego sprawą brzmienie ekipy zostało wzbogacone o instrumenty klawiszowe, przez co stylowo grupa odeszła od granego początkowo heavy metalu i skłoniła się ku melodyjnemu hard rockowi. Mimo pewnych sukcesów (występy na festiwalach w Jarocinie i Opolu, aparencje w TVP, koncerty w kraju i zagranicą, nagranie muzyki do jednego filmu itp.) w 1990 r. formacja rozpadła się, by w trzy lata później powrócić na scenę w nieco odmienionym składzie. Nagrano kolejny krążek (Demon), ale w 1995 r. raz jeszcze muzycy rozeszli się. Druga reaktywacja zespołu miała miejsce w 2000 r., skład reformował się w miedzyczasie, szykowano materiał na nową płytę, ale w kwietniu 2002 r. zmarł w szpitalu wokalista Krzysztof Ostasiuk. Grupa istniała jeszcze do 2006 r., po czym zawiesiła działalność. Postanowiłem opisać debiutancki krążek chłopaków, planowałem zrobić to już wieki temu, lecz jakoś zawsze inne sprawy stawały na przeszkodzie. Mania Szybkości ukazywała się trzykrotnie, w 1988 r. album wydała firma Wifon, w 2005 r. reedycja ujrzała światło dzienne dzięki wytwórni Artvox, a w 2010 r. ponownej reedycji dokonała Yesterday Records. Płytę otwiera tytułowe nagranie Mania Szybkości. Naszpikowane klawiszami, przypomina mocno wczesne dokonania Bon Jovi, ale i musi budzić skojarzenia z polską twórczością owego okresu, z zespołami takimi jak Bajm czy Lombard. Ostasiuk śpiewa bardzo czystym głosem i od razu słychać, że nie znalazł się on za mikrofonem przypadkowo. Praca gitar Bajusa najlepiej słyszalna jest oczywiście w solówce, przy czym na uwagę zasługuje i napędowy riff tej kompozycji. Zielony Skarb zaskakuje wysokim poziomem produkcji i naprawdę trudno uwierzyć, że ten numer nie powstał za oceanem. Gdyby tak słowa leciały po angielsku, moglibyśmy ten utwór eksportować w świat. Wstęp i zwrotki znakomite, moim zdaniem jednak położono zupełnie refren, a szkoda, bo w tej muzyce refreny odgrywają rolę wiodącą. Podoba mi się za to tutejsza solówka, nie dam głowy sobie uciąć, ale słyszę tu inspiracje solówkarskim stylem Piotra Zandera (Lombard, Zanderhaus). Długa, rozciągnięta do siedmiu i pół minuty ballada Błaganie, mimo całkiem ciekawego tekstu jakoś nigdy nie trafiła w mój gust. Niestety, pomimo upływu lat mój stosunek do tej ścieżki nadal się nie zmienił, wciąż lubię tylko gitarową solówkę (tradycyjnie na wysokim poziomie). Ale ja się nie znam, zapodajcie owo nagranie swojej dziewczynie i zapytajcie, co ma na ten temat do powiedzenia. Serią uderzeń w werbel i ostrym gard rockowym riffem rozpoczyna się Frajer, do którego podobno nakręcono teledysk (nigdy go nie widziałem, niestety). Dość typowy kawałek jak na lata '80 i dość typowy jak na polską muzykę z tamtego okresu. Tekst piosenki bardzo życiowy, zazwyczaj nie wsłuchuję się w liryki, jednak tutaj z racji mowy rodzimej trudno byłoby słowa ignorować i koncentrowac się li tylko na samych melodiach. Kobiety lecą na kasę, nie od dziś wiadomo... Pierwsze klawiszowe nuty ze Znowu Pech dziwnie przywodzą mi na myśl paraperciarnię z płyty Van Halena MCMLXXXIV. Potem kawałek robi się bardziej "polski", zaczyna przypominać coś pomiędzy Bajmem a Lady Pank. Ścieżka mimo iż w wymowie pesymistyczna, niesie ze sobą nutkę optymizmu na odmianę nieprzychylnego losu. Wyróżniłbym tu pod względem melodycznym pracę gitary basowej, choć nie wysuniętej na przód, jednak odgrywającej tu sporą rolę. W Pokonać Strach wyczuwam inspiracje dokonaniami takich kapel jak Honeymoon Suite zza oceanu i Bajm z lokalnego podwórka. Fajnie grają tu gitary, dobrze pasują do tego wokale Ostasiuka, sekcja rytmiczna towarzyszy reszcie bez zarzutu, no i moje ucho znów cieszy zgrabniutkie gitarowe solo. Nie Mówcie Nam może zachwycać przestrzennymi brzmieniami podrasowanych pogłosami gitar i klawiszy. Poprawnie zagrana ścieżka, aczkolwiek od linii wokalnych oczekiwałbym większej przebojowości. Przed finiszem mamy Kac-88, utwór utrzymany w stylistyce gdzieś pomiędzy Lombardem a Bajmem, wzbogacony dodatkowym smakołykiem w postaci serii fajnych gitarowych solówek (trochę na styl Jana Borysewicza) i to już od wstępu. W ogóle dużo tutaj gitarowych zagrywek, co czyni numer bardzo apetycznym dla kogoś takiego jak ja. Płytę zamyka Bezlitosne Fatum, gdzie początek żywo kojarzy mi się ze Stranger In A Strange Land Iron Maiden. Sama kompozycja jednak bliższa jest już twórczości rodzimego Bajmu. No właśnie, trochę może dziwić fakt, że zespół Beaty Kozidrak odniósł komercyjny sukces, a grające przecież zupełnie podobnie Fatum już takiego szczęścia nie miało.
Krążek nadzwyczaj jak na lata swego powstania i na kraj pochodzenia udany. Mogę go z czystym sumieniem polecić fanom grania spod znaku melodyjnego hard rocka, podszytego momentami popem. Płytę w pierwszej kolejności docenią miłośnicy wczesnego Bon Jovi i wielbiciele Bajmu. Inteligentne użycie klawiszy, fajne zagrywki gitar i unikatowy jak na polskie warunki głos wokalisty.
Brak oficjalnej strony zespołu
Guitarrizer marzec 2011
|