|
Skład: John Arch - śpiew; Jim Matheos - gitary; Joe DiBiase- gitara basowa; Steve Zimmerman - perkusja; Victor Arduni - gitary
Produkcja: Fates Warning i Brian Slagel
To zadziwiąjące jak można z bardzo już konkretnego stylu, jaki wypracowała grupa Iron Maiden, zrobić coś tak świeżego i tak porywającego. Brzmienie gitar na całym albumie jest bardzo specyficzne dla lat '80 ubiegłego wieku , głos Johna Archa to niemal kopia Dickinsona, a jednak coś odróżnia Fates Warning od choćby Ironów. Tym czymś jest klimat tej płyty. Bardzo dynamiczne, melodyjne ale i nieco zakręcone motywy melodyczne wytwarzają nastrój mroźnej nocy podczas księżycowej pełni. Okładaka albumu oddaje to doskonale.
Traveller In Time to dosyć monumentalna kompozycja z Maidenowymi zaśpiewami i klimatem rodem z horroru science fiction. Solidny początek, ale dalej dzieją się jednak znacznie lepsze rzeczy. Orphan Gypsy to wizytówka tej płyty, raczej dynamiczny utwór rozgrywa się w bardzo charakterystycznym dla zespołu monumentalnym stylu. Melodyjny refren może śmiało konkurować z najlepszymi kawałkami Iron Maiden. Dalej jest jeszcze lepiej. Without A Trace to bardzo dynamiczna kompozycja która skojarzy się nie tylko z Ironami ale i także z Queensryche z tego okresu. Co ciekawe, w momencie kiedy zdaje się nam, że wiemy jak wokalista pociągnie linię wokalną, następuje coś raczej nieoczekiwanego, bo skoki między tonacjami molową i durową odbywają się tu w piorunujacym tempie. Without A Trace jest też jednym z dwóch moich ulubionych tutaj kawałków. Drugim z moich faworytów jest The Apparition z riffem żywcem wyjętym z Rime Of The Ancient Mariner Ironów. Znowu zmiany tempa i świetne melodie. Klimat wampirycznej nocy dalej zachowany. Dzieje się tak pewnie też dlatego, że grupa gra bardzo ostro z odpowiednim nerwem. Sekcja rytmiczna to te oczywiste galopady, co w naturalny sposób się tu sprawdza. Kyrie Eleison to również świetny dynamiczny numer. Znalazł się on na soundtracku do filmu "River's Edge" i zobrazowany został teledyskiem, gdzie fragmenty filmu poskładano tak, że ma się wrażenie, że to zapis jakiegoś koszmarnego snu. Całość zamyka Epitaph - kolejny monumetalny fragment, bardzo klimatyczny i świetnie zaaranżowany.
No i oto otrzymujemy płytę, na której są utwory wytrzymujące porównanie z najlepszymi kompozycjami Iron Maiden, a myślę, że i fani wczesnego Queensryche znajdą tu coś dla siebie. Płyta doskonała i wcale nie taka przewidywalna, moja ulubiona z dyskografii Fates Warning.
Oficjalna strona zespołu: www.fateswarning.com
LSDisease kwiecień 2004
|