Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

FATES WARNING - Perfect Symmetry [1989]
Wydawca: Enigma / Metal Blade / Capitol Records

  1. Part Of The Machine
  2. Through Different Eyes
  3. Static Acts
  4. A World Apart
  5. At Fates Hands
  6. The Arena
  7. Chasing Time
  8. Nothing Left to Say
Perfect Symmetry

Skład: Ray Alder - śpiew, chórk; Jim Matheos - gitary; Joe DiBiase- gitara basowa; Mark Zonder - akustyczna i elektroniczna perkusja; Frank Aresti - gitary, chórki
gościnnie: Kevin Moore - instrumenty klawiszowe; Faith Fraeoli - skrzypce

Produkcja: Roger Probert

Po odejściu z zespołu Johna Archa formacja Fates Warning obrała nieco inny kierunek muzyczny. Na płycie No Exit wydanej rok przed Perfect Symmetry wyraźnie słychać, że grupie zamarzyło się napisać kolejny rozdział do muzyki zwanej rockiem progresywnym. Ten album kontynuuje wcześniejsze założenia, ale jest o wiele bardziej składny niż poprzednie wydawnictwo. Do zespołu dołączył nowy perkusista Mark Zonder, który przy okazji przyniósł ze sobą parę zabawek ;).

Album rozpoczyna się bardzo dziwnie i w sumie zaskakująco. Początkowo myślałem, że coś nie tak z moim nagraniem, bowiem dźwięk dochodzi jakby zza ściany. Po 20 sekundach jednak wszystko się klaruje i mamy do czynienia z wzorową, czytelną produkcją. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasuwa po dźwiękach płynących z odtwarzacza, to Rush. Bardzo podobny styl jak ten na płytach Permanent Waves i Moving Pictures słynnego tria. Myślę, że tym samym album powinien trafić do fanów kanadyjskiej formacji. Wokalista to bardziej kopia Dickinsona, czy Geoffa Tate i tak należy to chyba traktować. Niby John Arch podobnie artykułował, ale miał trochę inną barwę głosu (bliżej Bruce'a). Ray Alder śpiewa wyżej, co zdecydowanie przesuwa punkt ciężkości w stronę Tate'a. Part Of The Machine to o tyle ciekawy kawałek, że po posępnej zwrotce następuje melodyjny refren. Mam skojarzenia z płytą Spectre Within, ale tutaj mamy do czynienia z o wiele bardziej dojrzałym zespołem. No i przyszedł czas na największy hit albumu. Zobrazowany teledyskiem Through Different Eyes daje pogląd na to, co zespół zaprezentował na następnym krążku Paralles. Zaczyna się melodyjnym intro, które przechodzi płynnie w przestrzenną, nieprzesterowaną partię gitary. Brzmi to niesamowicie kojąco, żeby nie powiedzieć pięknie (choć to słowo samo się tutaj nasuwa). Kawałek to tak wyborny, że przypadnie z pewnością do gustu fanom melodyjnego hard rocka. Numer mógłby też spokojnie zagościć na płycie Empire czy Operation Mindcrime Queensryche. Tymczasem kolejne na krążku Static Acts zupełnie zmienia klimat. Robi się ponownie tajemniczo. Solowe partie gitary, przeplatane połamanymi riffami, przechodzą w delikatne balladowe granie, które trwa do refrenu, ostrzejszego i zdecydowanie metalowego. W zasadzie ten numer daje nam dobry pogląd na Perfect Symmetry. Sporo delikatnych partii gitar przeplatanych ostrymi prawie thrashowymi riffami. Posępnie zaczyna się też A World Apart. W zasadzie bez niespodzianek. Znowu balladowa zwrotka, ale tutaj pewna mała dygresja. Otóż Mark Zonder gra z niezwykłym wyczuciem na talerzach, co może nie jest dziwne biorąc pod uwagę klasę tego muzyka, ale myślę, że w takim balladowo-metalowym sosiku nie łatwo jest zaciekawić słychacza grą na perkusji. A jednak jemu się udaje. Sam kawałek, no coż, nie ma się do czego przyczepić. To piękna, prawie romantyczna muzyka, przerywana co jakiś czas ostrym pokręconym riffem. No i w końcu przyszedł czas na prawdziwy majstersztyk, czysto progresywny At Fates Hands. Przyznam, że to jeden z moich ulubionych utworów Fates Warning. Pewnym urozmaniceniem jest tutaj partia wiolonczeli, na której zagrała Faith Fraeoli. Brzmi to po prostu ładnie i kojarzy mi się z Losing It Rush. Kawałek to mimo swojego smutnego wydźwięku bardzo melodyjny i urzekający pomysłową aranżacją. Zresztą Rush słyszę też w dalszej, ostrzejszej części numeru (Jacobs Ladder), co jest dużym plusem. Mark Zonder przechodzi samego siebie udowadniając, że spokojnie może grać "pod" Pearta. Brzmienie talerzy, palce lizać. No i w tym kawałku pojawia się jeszcze jeden gość, pan znany wszystkim maniakom Dream Theater. Kevin Moore urozmaica "W Rękach Losu" świetną partią klawiszy. W końcu przyszedł czas na krótki hicior w stylu Queensryche z Operation Mindcrime czy nawet Rage For Order. The Arena to dobry melodyjny metal, jakiego nie powstydzili by się Iron Maiden. Oczywiście dla wielu obok Through Different Eyes to najbardziej przebojowy motyw krążka. Dobrze, że takie kawałki też się tu znalazły. Chasing Time jest utworem o tyle znanym, że tak została zatytułowana składanka "Best Of" zespołu (wydana w 1995 roku). Sam numer to czysta ballada z kolejną partią wiolinową. Można posłuchać, aczkolwiek 24 karatowe złoto to nie jest. Na zakończenie albumu zespół serwuje nam 8 mintowy kawałek Nothing Left To Say. Pokomplikowane partie gitar i połamane rytmy stanowią takie swoiste intro, po którym, a jakże, następuje balladowy motyw. Robi się melancholijnie. Nie pierwszy raz na albumie, choć tak się składa, że już ostatni ;). Dla mnie ten numer kojarzy się z Anybody Listening Queensryche, choć niestety nie jest aż tak przebojowy... do momentu kiedy zespół przywala ostrzej.

Prog metal w wykonaniu Fates Warning jest przekonujący, nie da się ukryć. Chociaż album nie kończy się jakoś rewelacyjnie i tak jest jednym z najbardziej udanych prog metalowych wydawnictw. Dla mnie jest to płyta wyjątkowa, bowiem kontrast narzucony przez muzyków jest absolutnie czymś niespotykanym. Jedynie Mekong Delta podobnie robiła, ale tam z kolei nigdy w jednym utworze się tyle nie działo, a poza tym Fates Warning grali bardziej melodyjnie, bardziej pod hard rock, co nie jest bez znaczenia dla fana takich grup jak choćby wspomniane już Rush, Queensryche, Iron Maiden czy Dream Theater. Perełka godna polecenia każdemu, kto lubi wysmakowaną muzykę metalową.

Oficjalna strona zespołu: www.fateswarning.com

LSDisease
luty 2008