|
Skład: Jeff Limbo - śpiew; Hank Sherman - gitary; Pete Steiner - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Bob Lance - perkusja
Gościnnie:Svein Dag Hauge - dodatkowe gitary; Kjetil Bjerkestrand - dodatkowe partie instrumentów klawiszowych; Egil Eldoen - chórki; Frank Adahl - chórki; Lis Dam - chórki
Produkcja: Svein Dag Hauge
To zadziwiające ile w małej Danii jest wspaniałych kapel. Wystarczy przecież wspomnieć o międzynarodowej sławie Pretty Maids, czy też nawet White Lion, którego wokalista pochodzi właśnie z Danii. Jest jeszcze wiele innych mniej znanych zespołów, do których zaliczam Fate. W rodzinnej Danii muzycy mieli kilka dużych hitów, szczególnie tych pochodzących z pierwszej płyty. A Matter Of Attitude jest ich drugą płytą. Chłopaki rozwijają tutaj styl wypracowany na debiucie.
To klawisze są tym, co buduje styl tego zespołu. Wypełniają one wszystkie wolne przestrzenie, często też współgrają z gitarowymi riffami. Brzmienie grupy bardzo przypomina Bad Habit czy Da Vinci, z tym że jednak jest tu więcej gitar niż u obu tych kapel. Nawet wokalista Joe Limbo przypomina swego odpowiednika z Bad Habit. Warte wspomnienia jest, że członkiem Fate na A Matter Of Attitude jest gitarzysta Hank Sherman, później znany z "evil" Mercyful Fate (jeden z oryginalnych członków zespołu). Daję głowę, że niewielu fanów MF to wie, a rękę, że dla wielu może to być śmiertelny cios, hehe. Płytę otwiera I Won't Stop i rzeczywiście aż chciałoby się, by numer nigdy się nie skończył. Wspaniała melodia, która nas utwierdza, że wszystko jest możliwe, że jesteśmy wszystkiego w stanie dokonać. Radość, energia, witalność - wszystko w jednym utworze. Definitywnie jeden z hymnów lat 80-tych. Wystarczy powiedzieć że, płytę warto mieć ze względu na ten tylko numer. Dalej też jest fantastycznie. Świetna półballada Limbo And Go Go (co to za tytuł????). Zespół po wolnym wstępie przyspiesza, by znów zwolnić i tak kilka razy świetne... Wielkim popisem klawiszowca Pete'a Steinera jest Point Of Return. Dynamiczne klawisze są tu jednymi z najlepszych jakie słyszałem. Bardzo przypomina ta piosenka w kilku miejscach Europe z okresu Out Of This Word. Hunter to z kolei najbardziej amerykański utwór na płycie. Refren świetnie się nadawał do chóralnego odśpiewywania na koncertach. Warto też wspomnieć ostatni kawałek Do It, który nijak nie pasuje do pozostałych. Jest to jak myślę żart, zaśpiewana w stylu Davida Lee Rotha (z EP-ki Crazy From The Heat) wywodząca się z wodewilu piosenka. Trzeba przyznać, że Joe Limbo świetnie odnajduje się w tej konwencji. Reszta to po prostu masa klawiszy, melodyjne "gładkie" solówki, pulsujący bas... i jest bardzo, ale to bardzo przebojowo, czyli tak jak uwielbiam.
Dla kogoś kochającego taką, przyznaję, dość lekką muzykę, ta płyta będzie jedną z ulubionych w kolekcji. Mam nadzieję, że jest jeszcze kilku maniaków takiego grania w Polsce i nie piszę tej recenzji tylko dla siebie, hehe. Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt pochodzących z bardzo przecież płodnej Skandynawii. Płyta na każdą okazję, do samochodu, sklepu, szkoły, na sylwestra i co sobie wymyślicie. Obowiązek!!!!
Oficjalna strona zespołu: www.fateband.dk
Vandervelde styczeń 2004
|