|
Skład: Taime Downe - śpiew; Brett Bradshaw - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Brent Muscat - gitary, sitar, chórki; Greg Steele - gitary, instrumenty klawiszowe, mandolina, chórki; Eric Stacy - gitara basowa
Produkcja: John Jansen
Faster Pussycat, legenda sleaze/glam rocka, preferująca jednak nieco ostrzejsze rytmy niż np Poison czy Hanoi Rocks, postanowiła albumem z 1992 roku dobitnie to przypieczętować. O ile dwa poprzednie krążki były bardzo obiecujące, o tyle tutaj cały geniusz zespołu eksplodował w sposób fenomenalny i zaskakująco świeży. Czy jednak napewno aż tak zaskakujący?
W roku 1992 wszystko było możliwe, na fali zespołów grunge pokusa posiadania bardziej posępnych kompozycji wydawała się na tyle silna, że część legendarnych zespołów hard rockowych przerzuciła się bez bólu na cięższe minorowe kawałki. Paradoksalnie o ile jako taki grunge zniszczył to co najlepsze było w rock and rollu, o tyle płyty nagrane wówczas przez zespoły hard rockowe są tak dobre i mocne, że brzmią ponadczasowo. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nonstop To Nowhere to numer w starym glam rockowym stylu. Nie jest zbyt agresywny, bardzo melodyjny i podniosły, chociaż w pewnym momencie pojawia się tutaj nutka tej paranoi i nonkomformizmu bardzo charakterystyczna dla zespołu. Nonstop To Nowhere zyskał sobie pewną popularność, chociaż wideoklipem zobrazowano następny na krążku The Body Thief. To mocna hard rockowa kompozycja, trochę funku się tutaj pojawia w partiach rytmicznych, w refrenie za to słychać dużo Red Hot Chilli Peppers, z tym że Taime Downe jest znacznie lepszym wokalistą niż stękajacy Kiedis. Jack The Bastard trzyma ten poziom. Sporo agresji i to nie jest wcale takie nieco na wyrost wygrażanie w stylu Mötley Crüe. Za to Big Dictionary to ukłon w stronę Aerosmith. Na szczęscie panowie znali umiar i nie rozwlekli tego kawałka, jak zapewne zrobiłaby ekipa Tylera. W sumie lekki wesoły numer, takie coś też tu się musiało pojawić. Madam Ruby's Love Boutique znowu czaruje funkowo, ale wszystko ma bardzo nikczemny i złowrogi wydźwięk. To zasługa Taime, który nawet najłagodniejszym kawałkom potrafił nadać niespotykaną moc (przynajmniej jak na glam). Only Way Out też nie
rozczarowuje. Przede wszystkim dlatego że mamy tu bardzo dobrą melodię, jest też trochę punkowej energii w refrenie. Wszystko było przemyślane i zagrane zostało z niezłym czadem. Maid In Wonderland to hipnotyczny numer. Wydaje się, że chłopaki przedobrzyli z aranżacją (nakładki wokalne łącznie z intensywnym podkładem dają wrażenie chaosu), niemniej jednak słucha się tego całkiem dobrze. Friends ma robić za balladę i tak też należy to odbierać. Na całe szczęście nie jest to typowy cukiereczek przyprawiający o mdłości, bowiem to taki barowy stonesowski numer (z tego okresu lat '70, kiedy grał już z nimi Ronnie Wood). Cat Bash to żart muzyczny, aczkolwiek nie do końca należy go tak odbierać. W istocie miał być to żart, ale z dziennikarzy muzycznych i innych krytyków zespołu. Zrobione jest to w dość agresywnym stylu. Podkład tego kawałka brzmi niczym intro do mrocznego Mr. Lovedog, ale wcześniej jest jeszcze Loose Booty. Rozkołysany funkowy kawałek z niespotykanie brutalnym tekstem (o tekstach jeszcze będzie). Kawałek imprezowy, ale raczej nie polecam grać go przy niewiastach;) Mr. Lovedog zaczyna się monumentalną partią gitary przywodzącą na myśl zespoły grunge'owe. W zasadzie to taki wczesny gruge a' la Mother Love Bone (czyli w sumie bardziej hard rock). Nie ma się co dziwić i te porównania są o tyle zasadne, że Mr. Lovedog jest poświęcony zmarłemu wokaliście Mother Love Bone - Andrew Woodowi. Taime Downe pochodzi z Seattle i zanim przeprowadził się do LA, miał kontakt z tamtą pączkującą wówczas sceną. Tekst ten jest żartobliwy, nie do końca należy traktować go poważnie, muzycznie sporo sie tutaj dzieje. Jest niesamowita partia klawiszy poprzedzająca solo gitarowe. Jest chór dziecięcy w końcówce. Bardzo podniosły, świetny utwór. Po nim czas na Out With A Bang... być może jeszcze lepszy. To najostrzejszy kawałek na płycie. W sumie przypomina nieco Body Thief i Jack The Bastard (podobnie agresywne podejście) i też świetnie spina album. Utwór jest w istocie o amerykańskich, oryginalnych gangsterach z lat '20 ubiegłego wieku. A tak wogóle, to płyta opowiada o seryjnych mordercach, gwałcicielach, pedofilach, martwych gwiazdach i gangsterach, iście piorunująca mieszanka. Do japońskiego wydania dołączono dodatkowo dwa utwory Too Tight i Charge Me Up. Oba mogłyby ukazać się na właściwym wydaniu albumu, bowiem nie odbiegają specjalnie od reszty materiału. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o zamieszczenie coveru You're So Vain, zrobionego podczas tej samej sesji, fanstastycznego, nieco ironicznego, doskonale pasującego do oblicza zespołu (ukazał się za to na wydawnictwie Belted, Bucklet And Booted zawierającym też dodatkowe kompozycje z Whipped). No i koniecznie radzę poszukać wersji z pełna okładką, którą też zamieszczamy. Każdy kto widział okrojony projekt wie dlaczego ;)
Komu polecić album. W zasadzie pytanie powinno brzmieć: "na jakie okazje", bowiem nie widzę powodu,dla którego wielbiciele nawet szeroko pojętej muzyki rockowej mieliby się nie zapoznać z tym dziełem. Whipped to płyta i do słuchania i do imprezowania. Można sobie puścić w ciemnym pokoju i wczuć się w ten klimat, można też kręcić tyłkiem na parkiecie. Co kto woli.
Oficjalna strona zespołu: www.fasterpussycat.com
LSDisease październik 2007
|