|
Skład: Taime Downe - śpiew; Mark Michals - perkusja; Brent Muscat - gitary; Greg Steele - gitara rytmiczna; Eric Stacy - gitara basowa, chórki
Produkcja: Ric Browde
Królowie sleaze rocka! Tak przynajmniej możemy wyczytać na oficjalnej witrynie poświęconej californijskiej legendzie. Zespół wystartował dosyć późno, bo w 1986 roku, dość szybko jednak dorobił się pierwszego longplaya i obok Guns N' Roses promował w tym samym czasie debiutancki krążek. Co prawda płyta nie zyskała takiego rozgłosu jak Appetite For Destruction, ale sprawiła, że zespół obrósł swego rodzaju kultem. Zrobiono aż 3 wideoklipy do tego albumu i choć największym sukcesem komercyjnym okazał się ich następny album, Wake Me When It's Over, to jedynka pokazuje, czym był rock and roll w latach '80.
Album rozpoczyna jeden z promocyjnych utwórów Don't Change That Song. Na początku wideoklipu agresywna damulka znęca się nad jakimś facetem
(nawiązanie do słynnego filmu "Faster, Pussycat Kill! Kill!", od którego zespół wziął nazwę) i rusza rock and rollowa maszyna z punkowym nerwem i niesamowicie agresywnym wokalem Taimego. Maniera tego wokalisty ociera się momentami o stylistykę thrash metalowego Exodusa, co mnie niesamowicie cieszy. Muzyka brudna (nie w sensie brzmienia, po prostu riffy są siarczyste), muzyka bezczelna i takie oblicze zespołu mi najbardziej odpowiada. Granie proste ale konkretne, a w konkretach ogień. Niech mnie nikt nie pyta, czy kawałki są tutaj przebojowe, bo to oczywiste. Do Bathroom Wall też zrobiono wideo, w sumie kawałek mniej zadziorny od poprzednika, ale Taime i tak nie pozwala zapominać, że mamy do czynienia z heavy rockowym graniem (wokalnie kasował większość podobnie śpiewających muzyków w owym czasie). To się podoba, bo jeśli chcesz muzyki nie-metalowej
a jednak ostrej, to nie ma lepszego wyboru niż Faster Pussycat. Serio. Jeszcze mniej zadziorny jest jednak No Room For Emotions. Nie napiszę, że to jakaś ballada, bo tak nie jest, nie napiszę, że to delikatny numer, bo to ostatnie słowo jakie pasuje do Faster Pussycat. Po prostu tutaj trochę po stonesowku gadają gitary i mniej jest punkowego nerwa. Pamiętam jak w jakimś wywiadzie Brent Muscat powiedział, że napisał ten kawałek z myślą o czymś bardzo pozytywnym, w momencie kiedy Downe dołożył swój tekst pod tytułem No Room For Emotions. To był pierwszy i nie ostatni zgrzyt w zespole pomiędzy oboma panami, ale zostawmy te ich osobiste animozje. Cathhouse to trzeci i już ostatni wideoklip do tej płyty, a sam utwór zawiera oryginalną miksturę rock and rolla z pianinkiem w tle oraz ostrego punka zahaczającego momentami o to, co prezentowali słynni prowokatorzy z Dead
Kennedys. Tutaj przy okazji taka mała uwaga. Ci, którzy czytają o tym punku i zgrzytają zębami, mogą być spokojni, gdyż efekt końcowy nie różni się zbytnio od stylistyki Guns N' Roses, tyle że muzyka Fasterów jest zagrana z większym nerwem. Kawałek Babylon to w zamyśle drwina z popowego zespołu Wham!, prawda jest jednak taka, że kawałek brzmi bardzo podobnie jak popularny wówczas przebój Beastie Boys Fight For Your Right To Party. Momentami niemal identycznie, np rwane rapowo kolejne sylaby tekstu. Ale to na szczęście mimo wszystko rock and rollowy numer. No i przyszedł czas na mojego osobistego faworyta. Smash Alley nie odbiega od reszty albumu w jakiś szczególny sposób (i nie było takiej potrzeby, gdyż dzięki temu mamy do czynienia z praktycznie samymi dobrymi utworami), ale tempo tego kawałka jest trochę wolniejsze. Więcej miejsca na mięsiste riffy i to chyba dlatego szczególnie przypadł mi do gustu. To też moim zdaniem najbardziej agresywny numer na płycie z tekstem... aaa o tekstach będzie, ale jeszcze nie teraz. Skupmy się na Smash Alley. W sumie rozpisywanie się na temat tak prostego kawałka ma tyle sensu, co robienie
przekroju poprzecznego szklanki, ale jeśli kogoś nie zrównają z podłogą te riffy w refrenie i bezczelny wokal Taimego, niech lepiej przestanie słuchać tej płyty. Reszta będzie zadowolona, bo jak tutaj nie przyklasnąć zespołowi, który w erze pudru i szminek tak potrafi przysmażyć. Dla odmiany Shooting You Down nie zwraca specjalnie mojej uwagi, chociaż o jakimś szczególnym spadku formy mowy być nie może. Po prostu ten kawałek nie zapada tak w moją pamięć jak inne, ale to takie moje całkiem subiektywne odczucie. Za to City Has No Heart jak dla mnie rewelacja. Najbliższe skojarzenie, jakie mi się nasuwa, to Hanoi Rocks. Myślę, że bez wymienienia tutaj nazwy tego zespołu ta recenzja byłaby niekompletna, wszak można powiedzieć, że są oni ojcami gatunku zwanego sleaze rockiem. Oczywiście Faster Pussycat grają ostrzej niż ekipa Monroe'a, ale dokładnie w tym samym rock and rollowym stylu, z wyodrębnioną przy okazji zagrywką na jednej strunie zahaczającą o te przesterowane akordy. Utwór buja, zresztą jak cały album, choć temu akurat kawałkowi najbliżej do numeru otwierającego płytę. Ship Rolls In to też jakby Hanoi Rocks przepuszczone przez maszynkę do mięsa, co generalnie mi pasuje. Może akurat to nie jest jakiś "hajlajt" tego krążka, ale całkiem przyzwoity numer. Kawałek, który zamyka płytę, to dla mnie prawdziwa bomba. Jeden z moich ulubionych numerów Fasterów w ogóle. Niby spokojny riiff na początku, ale wejście w refrenie i niemal wrzask Taimego to coś tak mocnego, że ratujcie szyby przed pęknięciem ;). Kawałek jest świetny, zapamiętywalny od pierwszego przesłuchania i co ważne, mimo prostoty dokładnie każdy akcent rozłożono, aby nie było zbędnej nutki. Kawałek traktuje oczywiście o pijaństwie a Taime śpiewa "Mam przed sobą butelkę, to jak frontalna lobotomia...". No więc czas trochę o tekstach. W pierwszym kwałku mamy sugestywne porównanie przyjemności czerpanej ze słuchania muzyki z seksem. Zrobione jest to w zabawny i inteligenty sposób. Nie będę się nad tym dłużej rozwodził, zajrzyjcie do tekstu, od razu załapiecie ;). Część utworów opowiada o 'urokach' życia w Los Angeles. Taime na krótko przed założeniem zespołu przyjechał do Californi ze Seattle i zapewne Miasto Aniołów zrobiło na nim duże wrażenie. City Has No Heart czy Smash Alley to kawałki o tym, a w tym drugim znajdziemy w zasadzie wszystko, z czego słynie LA :). Innymi słowy, jak znajdziesz się kiedyś w tym mieście, miej prezerwatywy w jednej kieszeni, pistolet w drugiej ;). Jest tu naturalnie sporo o seksie, np. we wspomnianym Don't Change That Song, ale także w kawałku Cathouse.
Jeśli ktoś ma alergię na hasło sex, dugs and rock'n'roll, to niech lepiej po ten krążek nie sięga. Dla mnie to jedna z najlepszych płyt lat '80 i znalazłaby się w moim top 10 hard rockowych albumów owej dekady. Myślę, że panowie zrobili coś absolutnie wyjątkowego, bo z jednej strony zagrali klasycznego rock and rolla, z drugiej zagrali go agresywnie i połączyli z hedonistyczną specyfiką lat '80. Królowie sleaze rocka? Jak dla mnie na pewno. Płyta warta każdych pieniędzy.
Oficjalna strona zespołu: www.fasterpussycat.com
LSDisease czerwiec 2008
|