|
Skład: Chitral Somapala - śpiew; Daniel Flores - perkusja, klawisze, śpiew; Frank Rohles - gitary; Peter Hahn - gitara basowa
Produkcja: Markus Teske
Czego można byłoby spodziewać się po załodze złożonej z muzyków znanych z progresywno-metalowej przeszłości? Zapewne czegoś progresywnego i w miarę ostrego. Gdybym chciał się o to założyć i postawił pieniądze pod zakład, to przegrałbym je jednak z kretesem. Faro wbrew moim przypuszczeniom okazali się grupą grającą melodyjny hard rock. Czyżby dla muzyków miałby to być mały skok w bok? Być może. Tak czy inaczej, eksperyment o nazwie Dawn Of Forever należy uznać za udany.
Wokalem i twarzą Faro jest urodzony w Sri Lance Chitral Somapala, znany szerzej z występów w progresywnym Avalon, a ostatnio Domain. Jego potężny, charyzmatyczny głos nadaje ton wielu kompozycjom i jest jedną z silniejszych cech kapeli. Daniel Flores był z kolei związany z Mind's Eye oraz Tears Of Anger. Na kształt
materiału największy wpływ miał z pewnością gitarzysta i zarazem kompozytor Frank Rohles. Jeżeli chodzi o muzykę, to na płycie najwięcej słyszymy hard rocka zagranego na modny, niemiecki sposób. Wymieńmy chociażby Fair Warning czy też Dreamland, aby stworzyć odpowiedni obraz. Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili myślałem, że Faro są niemiecką załogą i zdziwiło mnie niezmiernie, gdy okazało się, że zespół ma tylko jednego Niemca w składzie, w dodatku ledwo na basie. Living In Extremes zaczyna płytę w bardzo przebojowy sposób, kiedy to gitarzysta atakuje słuchacza zdecydowanym, zgrabnym riffem. Utwór w dalszej części niestety zwalnia, przez co można odnieść wrażenie, że rewelacyjny riff nie został w pełni wykorzystany. Szkoda. Niemniej jednak numeru bardzo dobrze się słucha, a kompozycję oceniam jak bardzo udaną. I Remember ma w sobie pewne delikatne progresywne naleciałości, choć dominującym czynnikiem jest z pewnością melodyjny hard rock. Podobnych połączeń można było doświadczyć przy okazji Dreamland. Muzycy świetnie sobie radzą w takim repertuarze, grana przez nich muzyka brzmi bardzo zdecydowanie i pewnie. Surrender to utwór osadzony w minionej epoce, mający trochę AORowych i hair metalowych cech. Gdyby refreny były bardziej charyzmatyczne, to pewnie ubóstwiałbym kompozycję. A tak po prostu ją lubię. Na Dawn Of Forever musiały znaleźć się obowiązkowe ballady i na pierwszą z nich natrafiamy na czwartym miejscu. Coast To Coast bo o nim mowa, spodobało mi się już po drugim przesłuchaniu. Nie pamiętam już, co przeszkadzało mi za pierwszym razem. Później odkryłem jednak potężną melodyjność przyczajoną w ścieżce. Numer nadaje się do bujania i przypomina mi wyciskacze łez Fair Warning (i od wielu z nich jest lepszy). You're On The Run obowiązkowo przyspiesza, a siła numeru tkwi zapewne w wokalu Somapali. Chórki brzmią średnio, choć podobają mi się klawiszowe podkłady, które przewijają się przez całą ścieżkę. We Entertain Ya uderza w inne klimaty, przypominając mi mieszankę szwajcarskiego Transit z niemieckim Craaft. Przesztrzegałbym jednak przed zbytnim napalaniem się na ten kawałek, gdyż z pewnością mógłby być lepszy. Na jedno czy dwa piwka jest on jednak w sam raz. Material World to kolejna zmiana klimatu. Czasami zawodzące ballady wypadają nieźle, a czasami nie. Według mnie Faro spudłowali, ale kto wie, może innym będzie się numer podobał. Shot Down otwierają indiańskie zaśpiewy, słyszymy zapewne szamana wykrzykującego swoje "heja heja". Kompozycja stawia na przestrzenność brzmienia, a klimatem kojarzyć się może z pościelówami Bonfire. Numer jest łagodny, a przynajmniej za taki może uchodzić dopóki Chitral Somapala nie zaczyna śpiewać bardziej intensywnie. Żeby nie zanudzić słuchacza wyciskaczami łez, Faro serwują nam utwór, który określiłbym jako hair metalowy. I Am What I Am mógłby równie dobrze zostać wydany w '89 roku i pewnie nikogo by to nie zdziwiło. Przypadło mi go gustu ostrzejsze brzmienie gitary oraz obowiązkowo przebojowe refreny. Kiedy usłyszałem The Beats, poczułem się wyraźnie zaintrygowany, gdyż piosenka wydostała się ze spodziewanych przeze mnie schematów. Przede wszystkim podkład rytmiczny jest stosunkowo lżejszy od riffu, a po drugie kompozycję wzbogacają dziwne chórki, które równie dobrze mogłyby znaleźć się na jakiejś mrocznej, gotyckiej ścieżce. Ciekawie wypada takie połączenie. Long Way Home jak sama nazwa wskazuje, jest balladą. Którą to już? Czwartą, a może piątą? Z pewnością na krążku jest zbyt wiele wyciskaczy łez i można by niektóre usunać bez zbytniego żalu. Long Way Home miałoby jednak pewne szanse, aby pozostać na krążku, aż tak okrutny nie bywam.
Dawn Of Forever to dobra płyta. Brakuje jej czegoś, co powodowałoby, że miałbym ochotę często do niej wracać. Całość brzmi jednak solidnie i skłamałbym, gdybym napisał, że debiut Faro mi się nie spodobał. Z pewnością jednak cieszyłbym się bardziej, gdyby było na nim więcej rockerów, gdyż tu właśnie widzę potencjał grupy.
Oficjalna strona Chitrala Somapali: www.somapala.com
Guciomir marzec 2009
|