|
Skład: Fabri Kiareli - śpiew, gitary, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Mao Granata - perkusja; Alessandro Del Vecchio - śpiew w [5]; Luke Ballabio - środkowe gitarowe solo w [7]
Produkcja: Fabri Kiareli
Fani solidnego, gitarowego hard rocka w stylu lat '80 mogą cieszyć się z kolejnego wydawnictwa otwarcie nawiązującego do tego okresu. Miłą niespodziankę zrobił im Fabri Kiareli, włoski wokalista i gitarzysta, który postanowił w 2010 r. przypomnieć się solowym (w zasadzie) krążkiem o tytule Rise, wydanym pod szyldem F.E.A.S.T.
O tym muzyku, szczerze mówiąc, nie słyszałem nigdy aż do wydania Rise. Podobno w młodości spędził on dużo czasu mieszkając w Meksyku i chciwie chłonąc amerykańskie płyty z lat '80, potem wrócił do Włoch i zaczął udzielać się w heavy rockowych zespołach, raczej mało w Polsce znanych. Przy okazji Kiareli wyrobił sobie dobrą reputację jako gitarzysta i wokalista - udzielał się w chórkach podczas sesji studyjnych i podczas koncertów. Promocyjna notka prasowa charakteryzuje opisywany krążek jako miks melodyjnego hard rocka opartego na dokonaniach Dokken, Ratt, White Lion i Def Leppard (Leppardów jakoś tu jednak nie słyszę). Za to od razu szybko dodałbym tu wczesne albumy Ozzy'ego Osbourne'a, Steelheart, Whitesnake (z okresu 1987, czasem z czasów Good To be Bad), XYZ i nadmienił, że momentami muzyka z hard rocka wchodzi nawet w heavy metal. Partie większości instrumentów Fabri gra sam, podobnie rzecz się ma z liniami wokalnymi (nasuwają mi się pewne analogie z Dannym Danzim, który też działał głównie w pojedynkę). No, to formalności mamy za sobą, czas przyjrzeć się zawartości krążka. Już zapoznanie się z Fire And Dynamite dało mi pewien pogląd na to, kim inspirował się Kiareli, przynajmniej jeśli chodzi o gitary. Jeden z głównych riffów żywcem kojarzy się ze słynnym Crazy Train Osbourne'a, jest tylko nieco przearanżowany i szybciej zagrany. Tak więc gitarowo mamy tu sporo zapożyczeń od Randy'ego Rhoadesa, w mniejszym stopniu i od jego następcy, Jake'a E. Lee. Wokalnie z kolei Fabri najwidzoczniej zapragnął kopiować Coverdale'a (choć i są fragmenty, że dosłyszymy się Dona Dokkena czy Terry'ego Ilousa). Niezłe otwarcie, zaiste, ale dalej też płyta trzyma odpowiedni poziom. Feed The Hunger brzmi jak żywcem wyjęte z lat '80. Ostre, hard rockowe gitary mieszają się tu z partiami akustycznymi i klawiszowymi akordami. Z pewnością na brak melodii narzekać nie można i cieszy fakt, że w dzisiejszych czasach wciąż istnieją maniacy, którzy gotowi są takie rzeczy dostarczać fanom ich łaknącym. Numer polecam głównie sympatykom Whitesnake i pierwszej płyty Wicked Sensation. Następne w kolejce Love Renegade wciąż pozostając w stylistyce Białego Węża wędruje zarazem w klimaty wczesnego Ozzy'ego i tym razem uświadczymy tu więcej stylu drugiego wiosłowego Osbourne'a - pana Lee. Są momenty, że ścieżka brzmi niemal heavy metalowo, ale znów, porcja melodyki jest tak duża, że miłośnicy grania z lat '80 ze smakiem przełkną tę potrawę. Przy okazji wspomnę, że na całym albumie mamy znakomitą, gitarową (i nie tylko) robotę. Przy bluesowo bujającym Dangerous Love małe muzyczne deja vu - kawałek żywo przypomina mi słynny numer z jedynki Steelheart, Can't Stop Me Loving You. Wcale się za to nie zamierzam obrażać, bo akurat go uwielbiam. Wokalnie znów mieszanka Coverdale'a, Soeterboeka z Wicked Sensation, ale i, jak się można domyślać, Matijevica. Zdecydowanie jedno z moich ulubionych nagrań na Rise. Mocną pozycją jest Follow The Way, gdzie mikrofonem Kiareli podzielił się z Alessandro Del Vecchio i wyszło to cholernie dobrze. Podkłady gitarowe zrobili sobie panowie trochę na wzór Dokken, zresztą i wokalnie próbują naśladować Dona, choć dysponują odmienną barwą głosu. Ten numer też mi się niesamowicie podoba. Czymże byłaby hard rockowa płyta bez ballady... Cold Hearted to oczywiście pościelówka, z racji swego początku silnie kojarzy się z AOR-em. Może spodobać się również miłośnikom ballad Rainbow. Nie będę się nad nią długo rozwodził, bo jeszcze mi się ona spodoba ;). Wstep do (Ain't Done) 'Til It's Over może być mylący, gdyż sugeruje, źe zaraz będziemy mieć jakiegoś bluesa. Nic takiego, numer rozkręca się w rockera typowego dla stylu XYZ. Muszę przyznać, że w tym zręcznym kopiowaniu wzorców z lat '80 Kiareli jest naprawdę dobry. Nawet wokale pod Ilousa znakomicie mu wyszły. Szybsza kompozycja o tytule Win Or Lose utwierdza mnie znów w przekonaniu, że i klimaty typu neoklasycyzujący heavy/power metal w stylu Malmsteena i Axela Rudiego Pella nie są Fabriemu obce. Zwłaszcza fanom Pella może się ścieżka spodobać. Mnie w sumie też jakoś szczególnie nie gryzie, choć na kolana przed nią nie padnę. Ciekawym nagraniem jest Stormwind, gdzie łączą się wpływy Dokken, White Lion, a do tego jakoś nagle w głosie wokalisty pojawia się taki "niemiecki" akcent, jak u kapel zza Odry. Chwilami przeradza się to w heavy metalowy hymn, ale że nie mieliśmy czegoś takiego na tej płycie wcześniej, za tę odmianę jestem sprawcy całego zamieszania wdzięczny. Ten epicki patos, może w trochę nieco innej formie, obecny jest i w balladzie Broken Dreams. No, zupełnie jakbym słyszał jakąś balladę HammerFalla, słowo daję. Słodko tutaj, ale muszę się przyzać, że o dziwo mnie się to podoba. Chyba wymiękam na stare lata ;). Shock Me wyróżnia się z zestawu swoim funky-groove'ującym rytmem. Wokalnie coś jak David Coverdale, zwłaszcza z nowszych czasów, jak na Good To Be Bad. Gitarowo znajdzie się i coś z szybszego bluesa a'la Gary Moore. Przedostatnia pozycja z setu, Burning Fever to wypisz-wymaluj Whitesnake. Numer przypomina kilka ścieżek z klasycznego już snejkowego 1987, a najbardziej chyba utwór Give Me All Your Love. Fani Węża, to zdecydowanie kawałek dla Was. Bardzo zaskakuje piosenka The Meaning Of Life, którą zamieszczono na samym końcu albumu. No, któżby się spodziewał, że i jakieś wpływy z Queensrÿche na tym krążku odnajdziemy. Tego Q'ryche z końca lat '80 i początku '90, a jakże. Panie Kiareli, ma pan u mnie za klonowanie pomysłów ekipy Geoffa Tate'a dodatkowy plus.
Liczba trzynastu kompozycji okazała się dla płyty szczęśliwa, w każdym bądź razie trudno zarzucić coś którejkolwiek z nich, a już tym bardziej samemu krążkowi. Rise zawiera solidną dawkę melodyjnego hard rocka, której nie powinni pominąć fani Whitesnake, Dokken, Steelheart, XYZ i kilku pierwszych płyt Ozzy'ego Osbourne'a. Gorąco polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.feastrock.com
Guitarrizer styczeń 2011
|