|
Skład: Steve "Zetro" Souza - śpiew; Gary Holt - gitary; Rick Hunolt - gitary; Jack Gibson - gitara basowa; Tom Hunting - perkusja
Produkcja: Andy Sneap
Wszystkie znaki w piekle wskazują na to, że data drugi luty 2004 roku będzie, a właściwie to już jest bardzo ważnym terminem w historii muzyki metalowej. Zapamiętajcie ją proszę wszyscy. Bo czy komuś to się podoba czy nie, tego właśnie dnia thrash metal narodził się na nowo. Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że do tego czasu ukazały się krążki (choćby takie Omega Conspiracy Agent Steel), które mogły przywracać wiarę w ten gatunek metalu. Wszyscy jednak czekali, co też pokaże odrodzona niedawno legenda tego rodzaju grania - Exodus.
Należy wziąć pod uwagę, że był to powrót po 12 latach. Ze wszech miar udany. Już poprzedzająca album EP-ka War Is My Shepherd mogła wlać nadzieję w serca fanów, jednak to Tempo Of The Damned dał odpowiedź na pytanie, jak powinien wyglądać thrash metal w XXI wieku. Pierwszy utwór Scar Spangled Banner i konsternacja: no do cholery - Amerykanie grający antyamerykański hymn? A tak właściwie - czemu nie? Souza z charakterystycznym głosem łobuza, bluzgający na potęgę militarną świata. Z kolei War Is My Sheppard odwraca kota ogonem. "Wojna jest moim pasterzem". Robi się coraz bardziej ciekawie. Kolejnym plusem na nowym materiale okazało się całkiem zgrabne, ba, rewelacyjne powiązanie melodyjności z agresją. Duża w tym zasługa Andy'ego Sneapa, który naprawdę odwalił kawał dobrej roboty. Najlepszy tego przykład znajdziemy w kawałku Blacklist. Uderzały z niego: niesamowity, iście slayerowy klimat i fantastyczny, melodyjny riff. W Shroud Of Urine obok świetnego riffu (czy tylko ja słyszę tu echa Children Of The Grave? ) uwagę przykuwa bardzo melodyjne solo. Forward March. Jest to perełka ze świetnym zwolnieniem, znakomitym refrenem i genialną częścią instrumentalną. Po raz kolejny Holt i Hunolt wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności. Po raz kolejny udaje się nawiązać tę telepatyczną więź i stworzyć coś, co powoduje opadnięcie kopary. Aż tu nagle konsternacja i bezpośrednie nawiązanie do poprzedniej płyty - mowa o Culling The Herd - świetny, kołyszący i cholernie bujający thrash w sosie bluesowym ze świetnymi wokalami i takąż solówką. Throwing Down zupełnie nie exodusowy, równie kołyszący ze świetnymi wokalami Souzy i kapitalną wymianą solówek. Następny kawałek Impaler, choć wydaje się nieco gorszy, absolutnie nie przeszkadza w słuchaniu, ba z czasem osiąga apogeum po 1:44 pędząc niczym bajkowy struś "beep, beep" i znów drę ryja, wrzeszcząc: "Impaaaaaaaaaaaaler!". Tytułowy numer Tempo Of The Damned zwieńcza całą płytę, utrzymując marsz wyklętych na kursie. Podsumowując: ta płyta, podkreślmy raz jeszcze: znakomita płyta, oferuje dużo klasycznego, ale i nowoczesnego, znakomicie brzmiącego i podanego thrashu, świetne, swobodne przejścia od typowego thrashowego łojenia w klimaty typowo bluesowe. Zauważmy jeszcze jedną, niezmiernie ważną rzecz. To wydawnictwo wynika wprost z Force Of Habit. I będę upierał się przy tej tezie. Podobne tempa, podobnie chwytliwe kompozycje, podobne bujanie i gitarowe wyżyny duetu "H-Team". Chciałbym także zauważyć, że żaden z recenzentów "Tempo..." nie raczył napisać o związku tych dwóch płyt. Przeczytałem gdzieś, że to Metallica swoim czarnym albumem zapoczątkowała falę post thrashowych krążków. Że to Exodus jest jednym z tych, co podążyli udeptaną przez Metallikę ścieżką. Faktem jest to, że czarny album Metalliki wszedł do kanonu metalu i nawet rocka w ogóle. Ale na "czarnym" krążku było raczej więcej heavy niż thrashu. Zgadzam się, że tak się z grubsza to określa - słusznie czy nie, to inna sprawa.
Kończąc już moje wywody napiszę jeszcze tylko tyle, że zupełnie nie spodziewałem się tak znakomitego materiału. Z całą świadomością konsekwencji stawiam temu albumowi notę 10/10.
Oficjalna strona zespołu: www.exodusattack.com
Vincent sierpień 2010
|