Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ENUFF Z'NUFF - Strength [1991]
Wydawca: Atco / Atlantic Records / Wounded Bird Records / Stoney Records / BCD Music Group

  1. Heaven Or Hell
  2. Missing You
  3. Strength
  4. In Crowd
  5. Holly Wood Ya
  6. The World Is A Gutter
  7. Goodbye
  8. Long Way To Go
  9. Mother's Eyes
  10. Baby Loves You
  11. Blue Island
  12. The Way Home / Coming Home
  13. Something For Free
  14. Time To Let You Go
Strength

Skład: Donnie Vie - śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe; Derek Frigo - gitara prowadząca; Chip Z'Nuff - gitara basowa 4, 8 i 12-to strunowa, gitary, chórki; Vikki Foxx - perkusja
Gościnnie: Johnny Frigo - skrzypce, altówka w [3, 7]; Dennis Karmazyn - wiolonczela w [3, 7]; Paul Lani - mellotron w [3, 12]

Produkcja: Paul Lani, Donnie Vie i Chip Z'Nuff

Po trzech latach od wydania debiutu chłopaki z Enuff Z'Nuff powracają ze swoim drugim dziełem, pod wieloma względami od niego dojrzalszym. Nowy materiał jest jeszcze bardziej przebojowy, choć sprzedaje się słabiej od "jedynki". Można winę zrzucać na panoszącą się wtedy muzykę alternatywną i rozwijający skrzydła grunge, tak czy inaczej hard rock wtedy mocno tracił na popularności.

Skład formacji nie zmienił się, za to na płycie pojawiło się kilku gości ze swymi raczej mało hard rockowymi instrumentami. Mało brakowało, by na krążku pojawili się też dwaj panowie, którymi zespół inspirował się w swojej twórczości - Robin Zander z Cheap Trick miał zaśpiewać w duecie z Donniem w balladzie Time To Let You Go, a jedną piosenkę na potrzeby albumu dostarczyć miał Paul McCartney. Do współpracy z różnych względów nie doszło. Wydawnictwo rozpoczyna się od rock'n'rollowej kompozycji Heaven Or Hell. W sumie nie odbiega ona zbytnio od "otwieracza" z debiutu, jeśli chodzi o struktury, natomiast wokalista śpiewa tu nieco inaczej, choć wciąż z sobie charakterystyczną barwą głosu. Nie zabrakło zapożyczeń od The Beatles i pomijając same refreny, jest to mocno słyszalne choćby w specyficznie odśpiewywanych chórkach. Jest nieźle, aczkolwiek moim skromnym zdaniem najlepsze pozycje będziemy mieć dopiero od połowy albumu. Schemat z debiutu powtarza także piosenka o tytule Missing You. Znów bujający bluesior, którego najlepiej słuchać z wieczora, a jeszcze lepiej w jakiejś knajpie popijając drinka. To po prostu taki knajpiany utwór i by go docenić, trzeba albo być w barze, albo przynajmniej mieć barowy nastrój. Kilka nagrań w podobnym klimacie miewał w swej solowej karierze David Lee Roth... Tytułowe Strength to taka beatlesowska ballada i gdyby ktoś powiedział mi, że to skomponowal Lennon, byłbym gotów w to uwierzyć. Panowie z Enuff Z'Nuff fakycznie musieli zasłuchiwać się Beatlesami, bo jak inaczej tłumaczyć fakt tak oczywistych podobieństw w twórczości obu grup. Mnie najbardziej ruszają tutaj smyczkowe wstawki zagrane przez gości takich jak Johnny Frigo i Dennis Karmazyn - coś pięknego. Wysoki poziom trzyma kolejne w secie In Crowd. Tu już blizej do typowego hard rocka z tamtego okresu. Czuć, że to już początek lat '90, bo nie ma przeładowania klawiszami i główna robota należy do gitar. Zespół wpasowuje się stylistycznie gdzieś pomiędzy Lillian Axe a White Lion. Jest dość melodyjnie, ale i melancholijnie zarazem. Holly Wood Ya mimo swej prostoty może się podobać. Tym razem w charakterystyczny dla siebie sposób chicagowska ekipa łączy style The Beatles i Cheap Trick. Nie słucham takich rzeczy na co dzień, ale raz na jakiś czas posłuchać czegoś takiego nie zaszkodzi. Wolę następne w kolejności The World Is A Gutter, gdzie hard rock miesza się udanie z wpływami muzyki pop. Podoba mi się też to, jak teraz śpiewa Donnie - robi to bez tej delikatnej i wszedobylskiej chrypki; wcale bym się nie obraził, gdyby śpiewał tak przez cały czas. Goodbye musiało być balladą i jest. Więcej klawiszy aranżowanych na pianino i znów powracają beatlesowskie nastroje. Ostrzej robi się dopiero za sprawą solówki, ale nie trwa ona długo. Dalej jeden z moich faworytów z tego krążka, rock'n'rollowe Long Way To Go. Chwytliwy riff napędowy i bardzo żywiołowo śpiewający wokalista. Wspaniały numer na jakąś zabawę - przypomina stare, dobre czasy, gdy muzyka nie była taka przybita i bezjajeczna jak współcześnie. Mother's Eyes to jeden z utworów wybranych na single promujące album. Trochę usypia mnie kołysankowy początek, ale reszta jest całkiem przyzwoita. Gdyby takie MTV poświęciło więcej czasu antenowego na tę ścieżkę, kto wie, możę płyta sprzedawałaby się lepiej. Drugi singiel jeszcze lepszy - Baby Loves You. Momentami zespół zbliża się do stylistyki U2, lecz jest w tym i coś z Billy'ego Idola. Lubię to nagranie takim, jakim ono jest, chociaż chętnie widziałbym tu jeszcze jakieś wstawki, smaczki i tym podobne przyprawy. Powrót do nastrojów balladowych następuje wraz z Blue Island. Kompozycja poprawna, zachowująca wszystkie standardy swego gatunku, powinna przypaść do gustu przedstawicielkom płci pięknej. The Way Home / Coming Home zgodnie ze swym tytułem składa się z dwóch części. Pierwsza to pianistyczna ballada mogąca kojarzyć się z The Beatles, Bryanem Adamsem, ale i chicagowskimi, knajpianymi bluesami. Część druga już ostrzejsza, chociaż nie ma tu galopów, jest za to bluesujące kołysanie. Nieźle wypada tu ze swoimi możliwościami głosowymi Donnie Vie, zresztą w ogóle muzycy przyłożyli się tutaj mocno, jeśli mowa o tworzeniu nastroju. Dalej mamy numer o tytule Something For Free z obiecującym początkiem i nieco słabszą resztą, aczkolwiek przy odpowiedniej promocji i z niego można by zrobić przebój. Rzecz dla sympatyków nieco rozciągłego, bluesującego hard rocka z nieco bardziej dynamicznymi refrenami. Płytę zamyka ścieżka Time To Let You Go, która może się spodobać publiczności rozmiłowanej w muzyce country. Dla mnie to trochę za proste granie (niektóre takie kawałki mi się podobają, ale zdarza się to rzadko). Ujdzie, choć nie umywa się do nagrań wcześniejszych.

Po wydaniu Strength Enuff Z'Nuff pożegnało się z wytwórnią Atco Records, mając jeszcze resztki "zielonych" w kieszeni muzycy zdołali później podpisać kontrakt płytowy z Arista Records. Kolejne płyty też nie były komercyjnym sukcesem, w dodatku szeregi formacji opuścił w 1993 r. Vikki Foxx. To jednak w niczym nie ujmuje płycie tej i następnym pod względem artystycznym, bo to naprawdę bardzo udane krążki. Fani hard rocka powinni je znać.

Oficjalna strona zespołu: www.enuffznuff.com

Guitarrizer
listopad 2010