|
Skład: Johan Bergquist - śpiew, instrumenty klawiszowe, gitara basowa; Andreas Brodén - gitary - perkusja
Produkcja: Elevener
Spoglądając na obecną scenę muzyczną chciałoby się rzec: "AOR, AOR, AOR". 2008 rok obfituje w dobre płyty z tego gatunku muzycznego. Czasami trafiają się pozycje ponadczasowe, takie jak chociażby sensacyjny debiut młodego H.E.A.T. Trafiają się również płyty solidne, a czasami takie, które określilibyśmy jako tylko dobre. I gdzieś pomiędzy tymi dwoma kategoriami uplasowałbym ciekawie i oryginalnie nazwanego Elevenera.
Ten nowy, nieznany wcześniej projekt wbił się ostatnimi czasy na czołówki angielskojęzycznych serwisów muzycznych. Przyciągnął do siebie sporą uwagę i stało się to zapewne dzięki temu, że Elevener grają tak, jakby muzyczna rzeź, która nastąpiła w latach '90, nigdy nie miała miejsca i zarazem tak jakby obaj tworzący projekt panowie spali długim snem zimowym przez ostatnie 20 lat. Osobami, które są odpowiedzialne za When Kaleidoscopes Collide są dwaj Skandynawowie. Pierwszy z nich Johan Bergquist zajął się śpiewem, klawiszami oraz basem. Wbrew pozorom jak gdzieniegdzie można przeczytać, nie był nigdy członkiem Hammerfall (tak to już jest jak recenzenci podkradają sobie nazwajem informacje), a tym co łączy jego nazwisko z tą kapelą jest gościnny udział na jednym wydawnictwie, kiedy to znalazł się w gronie osób zajmujących się dodatkowym programowaniem klawiszy. W rzeczywistości występował w M.ILL.ION, z którym to przypomnę, że wydał już w tym roku płytę. Wcześniej zajmował się głównie klawiszami i jak słychać na When Kaleidoscopes Collide jest dość wszechstronnym muzykiem. Wiele osób zastanawia się pewnie, jak muzyk ten radzi sobie z mikrofonem. Nie jest źle, choć mogło być lepiej. Chwilami jego głos jest bezbarwny, ale można w nim usłyszeć trochę smutku i wzbudza to nostalgiczny nastrój. Do AORu taki wokal nadaje się znośnie, w bardziej energicznych gatunkach muzycznych byłoby raczej kiepsko. Drugą składową formacji jest Andreas Brodén, który obsługuje gitarę oraz perkusję. Dodam, że obaj panowie są podobno przyjaciółmi z dzieciństwa. Jeżeli chodzi o Elenevera to Brodén dobrze sobie radzi i w wyraźny sposób oddaje ducha minionej AORowej epoki. Trzeba jednak przyznać, że balans pomiędzy klawiszami nie jest idealny, że kieruje się zbytnio w kierunku klawiszy. Brodén ma zatem mniej do powiedzenia i pokazania, niż tego oczekiwałem. Gdybym miał zcharakteryzować muzykę tej kapeli, to musiałbym wymienić zapewne kilka innych formacji. Z "młodego pokolenia" byłyby to między innymi Work Of Art, czy też Khymera. Gdyby z kolei cofnąć się trochę w czasie, to wtedy w zestawieniu pojawiłyby się Toto, Survivor oraz Journey. Płyta zaczyna się całkiem przebojowo niezłym kawałkiem o nazwie This Heart Of Mine. Klawisze są wszechobecne i określiłbym je jako jeden z dwóch powodów, dla których numer potrafi mnie poruszyć. Drugim są refreny przypominające to, co mieliśmy okazję usłyszeć parę miesięcy wcześniej przy okazji delektowania się Work Of Art. Podobieństwo jest zadziwiające, może panowie naczytali się świetnych recenzji płyty tej frontiersowej załogi. W dalszej części nadchodzi czas na Say If You Want i wreszcie można usłyszeć, że gitarzysta jednak żyje. Klawisze nie robią na mnie już takiego wrażenia, chórki są odrobinę za wysoko zaśpiewane i numer wypada gorzej od poprzednika. Z drugiej jednak strony jest w nim więcej energii. Podziałała tu najwyraźniej zasada zwąca się zgrabnie "coś za coś". Klawiszowe intro do Shooting Star brzmi całkiem obiecująco, a numer jest wreszcie oczekiwanym killerem. Balans pomiędzy instrumentami zachowany jest tym razem idealnie, a muzyka, która wypływa z głośników z łatwością może porwać i zadziałać na wyobraźnię. Brodén ładnie radzi sobie z płynnymi aranżacjami. Jako fan AORu nie potrafię przejść obojętnie obok tego utworu. I Still Remember klasyfikuje się jako popowa balladka, która miałaby szanse zaistnieć jakieś 20 lat temu. Mi do szczęścia brakuje więcej mocy, melodii z kolei jest wystarczająco dużo, aby wzbudzić spory apetyt. Nieźle wypada A Thousand Girls. Klasyczne Journey wciąż żyje w świadomości młodych twórców i numer określiłbym jako skierowany do fanów tej kultowej załogi. Trochę ostrzej i dynamiczniej jest przy okazji All I Did, które brzmi rewalacyjnie jak na AORową stylistykę i jedyne, co mogę mu zarzucić, to chórki, które można było lepiej zrobić. Pomijając ten mankament, piosenka jest niemal idealna. Intro do Her Eyes jest małym dziełem sztuki, a formacji należą się za nie brawa. Szkoda, że refrenom zabrakło trochę mocy, gdyż byłby to pierwszorzędny killer. Ale i tak jest dobrze, fani AORu będą się tym kawałkiem słusznie podniecać. All Of My Life to kolejna niezła, choć nie powalająca balladka. Elevener potwierdza swój potencjał wraz z Waking Up Without You. Jest to pogodny AORowy numer. Można powiedzieć, że "podręcznikowy" i pewnie przez to mało oryginalny, mnie to jednak nie przeszkadza. Ta typowość jest w tym wypadku zaletą. Numerem, który w całości mi się podoba jest Could It Be You. Taka radosna i żywa muzyka z łatwością mnie porywa i zachęca do tego, aby powracać do słuchania tego albumu. Końcówkę stanowi niezłe, dość zdecydowane There She Goes, w którym to pojawiają sie odwołania do skandynawskiego AORu i które za każdym razem jak go słucham, skłania mnie do smutnej refleksji. Gdyby album jako całość był bardziej zdecydowany, to pewnie bardziej by mi się podobał.
Prawdopodobnie, gdyby nie rewelacyjne osiągnięcia konkurencji, projekt Elevener oceniałbym wyżej. Trzeba brać poprawkę na to, że Brodén i Bergquist nie są jedynymi zawodnikami w stawce. Album na tle innych tegorocznych wydawnictw określiłbym jako dość solidny. Można powiedzieć, że nie miałem wobec płyty szczególnych oczekiwań i miło mnie zaskoczyła. Krążek (a przynajmniej kilka piosenek) spodoba się fanom muzyki AORowej i tym właśnie osobom gorąco ją polecam. Wielbiciele mocniejszych brzmień mogą ją sobie spokojnie odpuścić i wiele na tym nie stracą.
Oficjalna strona zespołu: www.myspace.com/elevenelevenagain
Guciomir lipiec 2008
|