|
Skład: Tobias Sammet - śpiew; Tobias Exxel - gitara basowa; Felix Bohnke - perkusja; Jens Ludwig - gitara; Dirk Sauer- gitara
Produkcja: Norman Meiritz i Sascha Paeth
Serce się raduje. Tak brzmiała moja pierwsza myśl po wysłuchaniu najnowszej produkcji Edguy. Śledząc historię niczym niewyróżniającej się z początku niemieckiej grupy nie trudno zauważyć, jak ich potencjał muzyczny eskaluje z każdym albumem. Krążek King Of Fools ujrzał światło dzienne niedawno, bo 10 lutego 2004 jako singiel i choć może nie wzbudził wielkiego entuzjazmu wśród fanów mocnego grania spoza Niemiec, nie wyobrażam sobie, że mógłby nie zostać zauważony.
Krążek składa się z pięciu interesujących utworów. Tytułowy King Of Fools wprowadza w klasyczne metalowe brzmienie, rzekłabym godne czcigodnych panów z Manowar. Hard Rockowa zagrywka na klawiszach i mocne, zdecydowane wejście elektrycznych strun. Już po jednym wysłuchaniu, powtarzające się słowa melodycznego refrenu zapadają w pamięć i przyznam się sama, że często nucę je przy każdej okazji. Piosenkę można uznać za przewodnią, programową całego albumu - "We don't follow king of fools" śpiewa Tobias Sammet. Można to interpretować jako potwierdzenie i tak już spełnionej deklaracji, bo zespół nie kopiuje tego, co słyszy się na co dzień, zadziwiając raczej swoją, archaiczną już, formą muzyczną. Kolejny utwór rozpoczyna jakby wyjęta z kontekstu, sielankowa melodia klasycznej orkiestry symfonicznej, która po 40 sekundach ustępuje miejsca żywiołowej gitarze. New Age Messiah niemal w całości utrzymany jest w stałym, zawrotnym tempie i wyraźnie nawiązuje do tradycji Heavy Metalu lat '80. Wartki rytm, żywa solówka gitarowa, tekst z elementami samouwielbienia, plugawego słownictwa i bluźnierstw. Czegóż więcej chcieć. Przyznam się, że mam skłonność do wyszukiwania różnego rodzaju przesłań, ale jak inaczej odczytać wstęp nawiązujący do muzyki klasycznej, jeśli nie jako deklarację utrzymania się przy klasycznej, Heavy Metalowej formie? The Savage Union to popis umiejętności wokalnych Sammet'a. Częste zmiany skali i "wyciąganie" końcówek wersów wprawia w podziw. Utwór utrzymany w żywiołowej konwencji łatwo "wpada w ucho" już po pierwszym z nim kontakcie. W zasadzie trudno uwierzyć, że utwór ten powstał w tak nieprzychylnych dla Hard Rocka i Heavy Metalu czasach. Ta świadomość cieszy niezmiernie podczas delektowania się tą zaiste zacną muzyką. Dalej już tylko zasiąść z chłodnym piwkiem na wygodnym fotelu naprzeciw sprzętu grającego, zamknąć oczy (uważać by nie wlać sobie piwa do nosa) i rozkoszować się dźwiękami Holy Water. Do tego utworu brak mi po prostu słów. Wspaniała kreacja muzyczna ze smyczkami w tle, takie połączenie kocham najbardziej. Myślę, że moja osobista sympatia do tego utworu udzieli się każdemu, kto choć raz zakosztuje "Świętej Wody". Trudno wyzwolić się spod wręcz hipnotyzującej MOCY tego utworu. Zniewalający akompaniament skrzypiec i wiolonczel w tle dodatkowo gloryfikuje wielkość, bez wątpienia, DZIEŁA niemieckiej grupy. Konwencja, wydaje się spotkana gdzieś wcześniej, ale styl i wykonanie zasługują na wyróżnienie. Bezsprzecznie jest to najlepszy fragment płyty, mój osobisty faworyt. Jak większość Rockowych albumów, tak i ten nie może obejść się bez nastrojowego "kawałka". Zamykający najnowszy krążek Edguy utwór Life And Times Of A Bonus Track wywołuje rozrzewnienie wśród namiętnie słuchających melodii i uśmiech między "tekściarzami". Proste połączenie fortepianu i głosu wokalisty, zwykle opiewające losy nieszczęśliwej miłości, w tym przypadku łamie muzyczną zasadę decorum i mówi o... no właśnie, tematykę pozostawiam do rozszyfrowania podczas przesłuchiwania albumu, gdyż jest ona zaprawdę ironiczna.
Jedyne, co mi pozostaje po tak wyrafinowanej uczcie muzycznej, to odwołać do przesłuchania choć raz King Of Fools. Sama świadomość, że takie zespoły jak Edguy powstają w dzisiejszych czasach i zasilają swoją twórczością dorobek europejskiego Hard'n'Heavy niezmiernie podnosi na duchu, co obecnie przyda się chyba każdemu wiernemu fanowi spod znaku Ibaneza.
Oficjalna strona zespołu: www.edguy.nu
Nienor marzec 2004
|