|
Skład: Michael Eden - śpiew; Thorsten Koehne - gitara; Paul Logue - gitara basowa; Pete Newdeck - perkusja; Ferdy Doernberg - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Dougie White, Carsten Schulz, David Readman - chórki w [8]
Produkcja: Dennis Ward
Za pierwszym razem gdy słuchałem tej płyty, uznałem ją za jedno z najlepszych wydawnictw 2007 roku. Przez parę dni kręciła się ona non stop w moim odtwarzaczu. Później jednak odłożyłem ją na półkę i trochę o niej zapomniałem. Przy okazji zbliżającej się premiery drugiej płyty Eden's Curse wygrzebałem spod sterty kurzu wspomniany wcześniej debiut kapeli i jeszcze raz uległem jego magii. Nic i nikt nie może mnie powstrzymać przed słuchaniem stworzonej przez grupę muzyki. Dobrze, że sąsiedzi znoszą to dość dzielnie...
Słowem wstępu, grupa powstała w styczniu 2006 i skupiła w sobie wielonarodowościową zgraję muzyków. W ich szeregach można znaleźć zarówno bardziej jak i mniej znane postacie, a ponieważ nie widzę większego sensu w wymienianiu długiej listy grup, w których panowie wcześniej występowali, dlatego też zainteresowanych tematem odsyłam do chociażby RockDetectora. Godną zanotowania uwagą jest wsparcie, jakiego kapeli udzielił Carsten Schulz - manager i zarówno wokalista znany z przykładowo Evidence One. Podobno odpowiedział on na umieszczone w prasie ogłoszenie dotyczące poszukiwań gitarzysty i zarekomendował powstającej kapeli swojego kolegę Koehne. Carsten był jednym ze współkompozytorów zawartego na krążku materiału, a jedna z ścieżek, Eyes Of The World, miała się pierwotnie znaleźć (ale ostatecznie się nie znalazła) na albumie firmowanym przez szyld Evidence One, a mianowicie na Tattoed Heart. Drugą sprawą, którą uważny czytelnik pewnie sobie już uświadomił, jest to, że za produkcję płyty zabrał się Dennis Ward, a ponieważ człowiek ten jest obecnie jednym z bardziej rozpoznawalnych producentów, przedstawiać go raczej nie trzeba. Po przystąpieniu do komponowania muzyki, grupa zwróciła na siebie większe zainteresowanie. Można było wyczuć, że ich debiut będzie wyjątkowy. Co ciekawe, część materiału powstawała w czasie regularnych sesji nagraniowych, część natomiast podróżowała między muzykami za pomocą internetu. Na szczęście w żaden sposób nie zaszkodziło to płycie. Nazwa zespołu pochodzi od nazwiska wokalisty i odwołuje się ona do przypowieści o grzechu pierworodnym. Ciężko określić, jak bardzo religijnymi ludźmi są muzycy tworzący kapelę, wszystko to przypomina jednak raczej zgrywę, chwyt marketingowy. Trzeba jednak panom oddać honor i przyznać, że na albumie rzeczywiście przeplatają się biblijne motywy. Płytę zaczyna krótkie acz ciekawe intro, przechodzące płynnie we właściwy utwór Judgement Day. Muzyka grana przez Eden's Curse mieni się jako przepełniona ciekawymi riffami i gitarowymi zagrywkami, na pierwszym planie stawiana jest jednak dobra melodia. Kiedy słucha się refrenów skomponowanych przez muzyków, można naprawdę dać się ponieść. Najbardziej podoba mi się chyba to, że ani chórki ani refreny nie przesłaniają sobą brzmienia gitary. Eyes Of The World to kolejna bardzo udana kompozycja, która, jak już wspomniałem, miała się wcześniej znaleźć na płycie Evidence One. Ciężko mi to sobie jednak wyobrazić, gdyż numer w wydaniu Eden's Curse brzmi tak autorsko, tak bardzo został przystosowany, aby pasować do tej płyty, że moim zdaniem jest jej integralną częścią. Wokale Edena są po prostu rewelacyjne (niedowiarkom sugeruję przesłuchanie właśnie tej ścieżki), ten człowiek ma pasję w głosie. Stronger Then The Flame zaczyna się w podobnym, mistycznym klimacie co intro, jednak chwilę później mocno wchodzą perkusja, bas i gitara. Instrumentalny fragment trwa około minuty, a całość jest utrzymana w średnim, kroczącym tempie z odrobinę przyspieszonymi refrenami. Powiedziałbym, że wypada to nieźle, choć słychać, że chórki brzmią trochę inaczej, trochę gorzej niż zazwyczaj i że najwięcej do powiedzenia mają tym razem fragmenty instrumentalne. Być może gorsze refreny to zasługa Carstena, który w całości stworzył liryki do tego numeru? The Voice Inside jest fenomenalną, bardzo udaną balladą. Akustyczne wstawki i przejmujący głos Eden tworzą niesamowity klimat, w dalszych częściach można znaleźć pewne podobieństwa do Sylvia z repertuaru Crystal Blue. Eden's Curse są jednak o jedną, jak nie o dwie klasy wyżej. Numer rozkręca się jeszcze bardziej, kiedy przychodzi czas na mocarne refreny i sam nawet nie wiem co mi się w nim bardziej podoba. Ma się wrażenie, że głos Edena trzyma muzykę w ryzach, że instrumenty wyrywają się do przodu, ale to wokalista ustala odpowiednie tempo, hamując rozpędzających się kolegów. After The Love Is Gone jest kolejnym, cholernie mocnym utworem. Grupa gra z hard rockowym zacięciem, delikatne tym razem wokale Edena nadają numerowi jednak AORowej przebojowości spod znaku chociażby Boulevard oraz Alias. Numer wbrew pozorom nie brzmi delikatnie, nadal jest mocno. Tak trzymać! Fly Away ma w sobie cechy progresywnego metalu, szczególnie w partiach instrumentów. Zespół mieni się tym samym jako ciekawa, uniwersalna załoga, potrafiąca poruszać się zwinnie między różnymi stylistykami. Numer szczytuje w okolicach refrenu, zapewniając słuchaczowi muzyczny orgazm, dorzucając ponownie AORowe chórki i dużą dawkę przebojowości. What Are You Waiting For ponownie zapuszcza się w bardziej skomplikowane metalowe rejony, zapewniając ponowną dawkę dobrej rozrywki. Tym razem odnaleźć można inspiracje późniejszymi płytami Shotgun Symphony, tylko, że całość brzmi ciężej i nie ma w sobie tym razem nawet cienia AORu. Numer tytułowy utrzymany jest w średnim tempie, zaczyna się w intrygujący, melodyjny sposób, muzycy przysypiają trochę w zwrotkach i dopiero w okolicach refrenach pokazują cały drzemiący w kompozycji potencjał. Don't Bring Me Down jest ścieżką dość ciekawą. Jej początek sugerowałby dużą ilość wirtuozerskich popisów Thorstena Koehne'a, ale w rzeczywistości kawałek okazuje się być dość typowym metalowym numerem z niezłymi sinnerowymi riffami. Heaven Touch Me to ponownie popisy Michaela Edena. Lubię, kiedy ten wokalista się wydziera. Dość długie intro The Bruce jest dobrym, zgrabnie zagranym, utrzymanym w średniowiecznym klimacie przerywnikiem. Wsłuchując się uważnie w słowa Fallen King od razu odkrywa się, że oba numery są ze sobą ściśle powiązane. Grupa ponownie uderza w progresywne tony, nie odważając się co prawda na jakąś wyjątkową wirtuozerię, ale próbuje chwilami uchwycić charakterystyczny dla tego typu muzyki klimat. Choć materiał umieszczony na płycie jest różnorodny, to nie spodziewałem się wcześniej znaleźć na niej odwołań do Steelheart. Eden's Curse umieścili cover znanego utworu We All Die Young brzmiący zresztą całkiem nieźle, choć mało oryginalnie. Zespół mógł dołożyć więcej autorskich elementów, na uwagę zasługuje jednak to, że Eden radzi sobie dość znośnie ze śpiewanym w oryginale przez legendarnego Matijevica utworem. W zależności od posiadanej wersji płyty na krążku można znaleźć przeróżne wersje akustyczne wcześniejszych kawałków. Miałem szczęście zapoznać się kiedyś z rewelacyjną przeróbką After The Love Is Gone, która w wersji akustycznej nabiera zupełnie nowej głębii. Zazwyczaj nie kręcą mnie takie bonusy, ale tym razem nabrałem ochoty, aby zapoznać się w przyszłości z Deadly Sins - The Acoustic Sessions.
Debiut Eden's Curse to jeden z najlepszych debiutów z jakimi miałem okazję się spotkać. Muzycy nagrali równy, przebojowy i urozmaicony materiał, trafiając idealnie w moje gusta. Płytę bardzo gorąco polecam wszystkim czytelnikom, a szanse aby zawiodła ona ich oczekiwania, oceniam jako niewielkie. Czy jest to płyta roku 2007? Ciężko to jednoznacznie ocenić, ale niezaprzeczalnym pozostaje fakt, że Eden's Curse to obecnie ścisła czołówka, a ich debiut to "jazda obowiązkowa".
Oficjalna strona zespołu: www.edenscurse.com
Guciomir grudzień 2008
|