Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

EBC ROXX - Winners Vol. 1 [2010]
Wydawca: Twilight-Vetrieb GbR / J.R. Blackmore - Records

  1. Rolling
  2. Fly
  3. Red Dirt Devils
  4. Drivin Song (It's Rock)
  5. Big Livin
  6. Your Last Dance
  7. Drivin Song (Let's Go)
  8. Silver Arrows
  9. Winners
  10. Winners (Mixx)
  11. Silver Stomp
  12. Out Of Time [special bonus track]
Winners Vol. 1

Skład: ELA - śpiew; Jürgen "J.R." Blackmore - gitary; Tony Carey - śpiew, gitara basowa, instrumenty klawiszowe

Produkcja: Tony Carey

Pan Blackmore "Młodszy" wciąż próbuje wyjść z cienia swego bardziej znanego ojca, lecz chyba nigdy mu się to nie uda. Nie dlatego, że jest gorszy, po prostu Ritchie to zasłużony dla muzyki rockowej gitarzysta i kompozytor, a naprawdę ciężko pobić sławą kogoś, kto odpowiedzialny jest za sukcesy Deep Purple i Rainbow.

Jürgen "J.R." Blackmore dorastał w Hamburgu, a od dziesiątego roku życia zajął się graniem na gitarze. Potem przyszedł czas na pierwsze zespoły i nagrania, z tego okresu wyróżniają się ekipy takie jak Iron Angel i Straight, wreszcie J.R. Blackmore's Superstition. Ostatnie lata to kariera solowa Jürgena oraz udany projekt Over The Rainbow, w którym zebrali się ludzie w jakiś sposób związani z legendarnym zespołem Rainbow - muzycy grają po prostu covery formacji Blackmore'a ojca. na potrzeby najnowszego wynurzenia ochrzczonego jako EBC Roxx JR zbratał się z Tonym Careyem, multiinstrumentalistą, który był kiedyś w szeregach Rainbow i grał na klawiszach. Tony nagrywał też płyty solowe i występował z Planet P Project, do niedawna też w szeregach Over The Rainbow. Trzecim elementem układanki jest relatywnie znana niemiecka piosenkarka ELA, najpierw występująca z grupą Com'N'Rail, a później solowo. Wspólne granie całej trójki zaczęło się pod koniec 2009 r., kiedy to firma Mercedes postanowiła powrócić do wyścigów Formuły 1 wystawiając własną drużynę i zwracając się do Careya, by skomponował dla niej hymn. Tony szybko zaprosił do współpracy pozostałą dwójkę naszych bohaterów i efektem tego był singiel zatytułowany Silver Arrows. Trójce spodobały się wyścigi i wspólne granie, muzycy postanowili więc nagrać cały album koncepcyjny poświęcony wyścigom i jeździe na dwóch i czterech kółkach. Efektem pracy ekipy Blackmore'a Juniora jest debiutancka płyta o tytule Winners Vol. 1. Generalnie muzyka powinna trafić w gusta fanów klasycznego hard rocka, zwłaszcza gdy lubią Rainbow, a jakże by inaczej. Ale nie tylko. Jeśli chodzi o część gitarową, to w grze Jürgena da się też wyczuć jakieś wpływy stylu Michaela Schenkera, Briana Maya (bardziej z solowych płyt niż z Queen), a nawet jest w niej coś z Pink Floyd. Płytę rozpoczyna nadzwyczaj udana kompozycja o tytue Rolling. Urzekają hammondowe klawisze we wstępie, wejście hard rockowych gitar też może rajcować. Główne linie wokalne prowadzi tutaj Carey, ELA pojawia się tylko od czasu do czasu i zazwyczaj występuje w chórkach. Wróćmy jednak na chwilę do Tony'ego - dysponuje on dość ciekawą barwą głosu, która plasuje się gdzieś między Davidem Coverdalem z Whitesnake a Bernim Shawem z Uriah Heep. Gitarowa solówka też niezła, bardzo w stylu Blackmore'a ojca. Odbiór całości psują trochę dwie rzeczy: zbyt duża dawka pogłosów i jednostajne rytmy perkusji, najprawdopodobniej zapodawane z sekwencerów. Tak jest niestety na większości krążka. Fly to też kawał rasowego hard rocka. Numer ma klimat purplowko-tęczowy i równiez tutaj świetnie spisuje się głos Careya. "Dośpiewki" pani ELI także tu doskonale pasują, może trochę mniej te partie, kiedy za mikrofon sięga tylko ona sama, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo numer sam się wybroni. Tematyka tekstów dobrze dopasowana do zawartości muzycznej. W zasadzie ścieżka podoba się już od pierwszego z nią kontaktu, a po kolejnych odsłuchaniach można ją wręcz pokochać. Red Dirt Devils po dość przeciętnym wstępie rozkręca się w nadzwyczaj udane nagranie. Klimat trochę się zmienia, chwilami podchodzi nawet pod AOR, lecz na szczęście dominują zagrywki i aranżacje na styl Rainbow z czasów, gdy za mikrofonem stał tam nieodżałowany Ronnie James. Pojawia się rock'n'rollowe pianinko, ale mamy i bardziej mroczne, hard rockowe klawisze. Wiele ekspresji bije z głosu Careya, a i jego koleżanka też świetnie sobie radzi. Jakoś jak dotąd nie polubiłem opartego o przyspieszone tempo Drivin Song (It's Rock). Co z tego, że jest skocznie, skoro nie ma tu niczego nadzwyczajnego (może poza przedrefrenami). Refreny kompletnie leżą, riff napędowy też mnie do siebie nie przekonuje, nieco lepiej jest z solówką, trochę floydowską, ale zagraną szybciej. Chyba kawałek w moje gusta już nie trafi. Zresztą jakąś miłością nie zapałałem i do jego następcy, Big Livin. Są tu wprawdzie pewne elementy nawiązujące do Pink Floyd, Rainbow i Uriah Heep, które mi się podobają, ale wszystko psują refreny, a niestety często są one wyśpiewywane. Za to pochwalić należy balladowe Your Last Dance. Gdyby coś takiego nagrało Whitesnake czy Scorpions, pewnie byłby to murowany hit. Rewelacyjnie wypada Tony Carey, jego nosowo-chrypkowy głos spisuje się tu znakomicie. Oczywiście nie zapominajmy i o Jürgenie, który jak kameleon balansuje tu między stylami gry swego ojca i Briana Maya. Gromkie brawa. Drivin Song (Let's Go) jest mocno przearanżowaną wersją jednej z wcześniejszych kompozycji (choćby lepiej przyłożono się do partii gitary basowej) i całościowo podoba mi się ona bardziej. Znów jednak pewną barierą dla mnie jest ten kompletnie nie w moim guście refren. Dochodzimy do singlowego Silver Arrows, które jak pamiętamy, miało być hymnem drużyny od Mercedesa. Faktycznie, jest w tym coś hymnowego, za to głowę bym dał, że główny motyw już gdzieś słyszałem, niekoniecznie w muzyce rockowej. Chyba coś podbnego miał Terence Trent D'Arby, hmm... Na pewno wpada w ucho, na pewno potrafi rozkołysać, ale też nie ukrywam, że wolałem te kawałki z początku wydawnictwa. Tytułowe Winners niestety nie w moim guście i nawet ciężko mi oceniać tę piosenkę. Myślę, że przypadnie ona jednak do gustu fanom łagodniejszego grania, a ze względu na specyficzną solówkę miłośnikom wspomnianych już Maya i Gilmoura, może i sympatykom łagodniejszej odsłony Rainbow. Wersja zmiksowana tego samego nagrania to już w ogóle odskocznia od muzyki rockowej, pojawia się w niej więcej elektroniki i chyba kierowana jest do zupełnie innej publiczności - ma w sobie coś z techno i tym podobnych gatunkow muzyki tanecznej. Silver Stomp to też przearanżowana przeróbka omawianego wcześniej singla. Ma jakiś swój urok i tego odmówić jej nie można. Pomijając fakt, że brzmi trochę techno-industrialnie, na pewno da się jej słuchać. Album zamyka specjalny utwór bonusowy o tytule Out Of Time. Wyróżnia się na krążku tym, że jest jakby z zupełnie innej beczki. Najbliżej mu chyba do dokonań poprockowej, żeńskiej grupy Vanilla Ninja, jest też coś z kapel grających gotyk, choć w łagodniejszym wydaniu. Jak można się domyślać, błyszczy tutaj głównie ELA.

Płyta brzmi jak mieszanka Rainbow, Uriah Heep, Magnum i Pink Floyd. Można by ją uznać za dobrą lub nawet bardzo dobrą, gdyby nie kilka lapsusów, o których wspominałem w recenzji. Momentami zaskakuje pozytywnie, chwilami nie trzyma się kupy i trochę brak jej spójności. Tak czy inaczej, album polecam głównie fanom klasycznego hard rocka.

Oficjalna strona zespołu: www.ebc-roxx.com

Guitarrizer
styczeń 2011