Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DREAMTIDE - Dreams For The Daring [2003]
Wydawca: Frontiers Records / Avalon Japan

  1. Dream Real
  2. Live And Let Live
  3. I'll Be Moving On
  4. All Of My Dreams
  5. I'm Not With You
  6. Man On A Mission
  7. Eden
  8. Land Without Justice
  9. Out There
  10. Dreams Are Free
  11. Sweet Babylon
  12. You Can't Burn My Heart Out
  13. Eden (alternative mix)
  14. Land Without Justice (alternative mix)
  15. Live And Let Live (alternative version)
Dreams For The Daring

Skład: Olaf Senkbeil - śpiew; Helge Engelke - gitara; Torsten Lüderwaldt - instrumenty klawiszowe; Ole Hempelmann - gitara basowa; CC Behrens - perkusja

Produkcja: Dreamtide

Pierwsza płyta Dreamtide pomimo tego, że trochę zaskoczyła swoją zawartością, została dobrze oceniona przez wiele osób. Grupa zagrała w bardzo świeży i dojrzały sposób, serwując słuchaczom urozmaicony materiał. Dwa lata później, również nakładem Frontiers Records na rynku pojawiło się drugie wydawnictwo formacji zatytułowane Dreams For The Daring.

W składzie zespołu nie doszło do żadnych przetasowań, a grana przez Dreamtide muzyka nie uległa poważnym zmianom. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że Dreams For The Daring to tak jakby druga część Here Comes The Flood, ale ciężko mi się z czymś takim zgodzić, chociażby dlatego, że da się wyczuć pewne różnice. Na wstępie zwrócę uwagę na coś, co umknęło mi przy okazji pierwszego albumu grupy. Muzycy bardzo wiele swoich utworów nazywają nawiązując do szyldu kapeli, a i nawet albumy zwą się w taki sposób, aby można było dostrzec odpowiednie skojarzenia, czy to z falą, czy to ze snami. Reguła ta sprawdza się przy okazji wszystkich wydanych jak do tej pory albumów Niemców. Wracając do drugiego krążka zespołu, otwierający go kawałek spełnia pokładane przeze mnie w nim nadzieje. Brzmi przekonywująco, a riff, w który został uzbrojony, nawiązuje do poprzedniej płyty kapeli. Całość jest bardziej skoczna i dynamiczna i w miarę dobrze się to sprawdza. W stylu Here Comes The Flood zostało nagrane również Live And Let Live. Moim zdaniem jest to najlepsza ścieżką, jaką możemy uświadczyć na Dreams For The Daring i zarazem jedna z najlepszych stworzonych przez tę załogę. Do gustu szczególnie przypadł mi świetny, melodyjny riff, który choć nie jest skomplikowany, to jednak ma w sobie to coś. Niemcy wiedzą jak należy grać europejskiego hard rocka. I'll Be Moving On zaczyna się trochę zawodząco, brzmi raczej pogodnie i nastrojowo, choć kontrastują z tym mocniejsze niż można się było spodziewać gitary. Refreny są chyba tutaj tym, co najbardziej się grupie udało. Dość przejmujące, bardzo przekonywujące i jakby to ująć: frontiersowo-fairwarningowe. Jest to mój kolejny faworyt z krążka. Kiedy usłyszałem pierwsze nuty All Of My Dreams trochę się przestraszyłem. Ballady nie były do tej pory domeną grupy. Wbrew moim obawom nie wyszło źle i powiedziałbym nawet, że efekt końcowy jest znośny. Może to przez tę solówkę? Melodia, chociaż typowa, nie ma w sobie aż tak wiele plastiku, żeby mnie odstraszać. I'm Not With You dzięki indiańskiemu początkowi kojarzyć się może ponownie z debiutem kapeli. Jak się jednak okazuje, im dalej w las, tym więcej europejskiego hardu i niestety mam pewne zastrzeżenia co do jakości materiału. Kawałek został potraktowany przez muzyków trochę po macoszemu i mógł zostać lepiej dopracowany. Szkoda, bo fragmentami wypada całkiem nieźle. Zadaniem Man On A Mission jest niewątpliwie urozmaicanie materiału zawartego na płycie i w tej funkcji sprawdza się idealnie. Do jego plusów należy z pewnością bardzo dobrze zaśpiewany przez wokalistę refren, za sprawą którego kawałek awansuje z gatunku przeciętniaków o jedną klasę wyżej. Im częściej go słucham, tym bardziej podoba mi się on w całości. Z Eden sprawa ma się niestety trochę inaczej. Fragmenty piosenki wywołują u mnie skojarzenia ze ścieżkami dźwiękowymi charakterystycznymi dla kina pirackiego. Z młodych kapelek The Poodles lepiej sprawdzają się w roli korsarzy. Jeżeli mam być szczery to w Eden podobają mi się pojedyncze aranżacje i uważam, że przy okazji tego kawałka zmarnowało się trochę potencjału. Forma grupy wzrasta przy okazji Land Without Justice. Orientalne przygrywki, intrygująca melodia, dobra praca gitary oraz niezłe tempo charakteryzują tę ścieżkę. Szkoda, że refreny nie są lepsze, wyobrażałbym sobie w ich miejscu coś bardziej wybuchowego, coś co mogłoby uczynić z tego kawałka pierwszorzędnego killera, a tak jest "tylko" bardzo dobrze. Out There rozpędza się dokładnie tak, jak można to było się tego spodziewać. Ta przewidywalność ułatwia na pewno szybkie przyswojenie (i zarazem polubienie) tego utworu. Opisałbym go jako poprawnie zagrany numer, bez fajerwerków, będący w tyle w porównaniu do innych stworzonych przez formację utworów. Dreams Are Free to kolejny urozmaicacz, który łączy w sobie kilka ciekawych patentów. Nie trafia do mnie tym razem śpiew wokalisty i raczej nie uważam tego numeru za sztandarowy. Kolejnym zapełniaczem jest niestety Sweet Babylon. Szkoda, że takich kawałków się namnożyło, z drugiej jednak strony znajdą się na pewno osoby, którym mniej lub bardziej przypadnie on do gustu. You Can't Burn My Heart Out paradoksalnie wypada całkiem nieźle i jest jedną z lepszych kompozycji na krążku. Może powinienem zrewidować swoją opinię, dotyczącą tego, że grupa lepiej się sprawdza w rockerach niż w balladach? Kawałek jest przesiąknięty melodyjnością charakterystyczną dla najlepszych lat muzyki hard rockowej. Na zakończenie otrzymujemy jeszcze 3 alternatywne wersje umieszczonych wcześniej utworów. Tak się jakoś złożyło, że Niemcy wybrali w tym celu kawałki, które już wcześniej mi się podobały. Wyjątkiem jest Eden, które w żadnej wersji nie zachwyca (powiedziałbym nawet, że miks jest jeszcze gorszy), ale już Land Without Justice brzmi porządnie, podobnie zresztą jak i Live And Let Live. Tak czy inaczej, dodatki te uważam za zbędne.

Dreams For The Daring raczej zawodzi i jest to zapewne wynikiem tego, że debiut grupy bardziej mi się spodobał. Na drugiej płycie Dreamtide pojawiło się dość wiele zapełniaczy i to one przeszkadzają mi głównie w bardziej pozytywnym odbiorze tego wydawnictwa. Krążek mógł być nagrany lepiej, ale i tak nie jest źle. Powinien spodobać się fanom debiutu zespołu, no i nie wolno zapominać, że pomimo słabszej formy Niemców, kilka zagranych przez nich kawałków jest niezłych.

Oficjalna strona zespołu: www.helge-at-home.de

Guciomir
październik 2008