Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DREAM THEATER - Octavarium [2005]
Wydawca: Atlantic / WEA

  1. Root Of All Evil
    VI. Ready
    VII. Remove
  2. Answer Lies Within
  3. These Walls
  4. I Walk Beside You
  5. Panic Attack
  6. Never Enough
  7. Sacrificed Sons
  8. Octavarium
    I. Someone Like Him
    II. Medicate (Awakening)
    III. Full Circle
    IV. Intervals
    V. Razor's Edge
Octavarium

Skład: James LaBrie - śpiew; John Petrucci - gitara, śpiew; John Myung - gitara basowa; Jordan Rudess - instrumenty klawiszowe, gitara hawajska, continuum; Mike Portnoy - perkusja, instrumenty perkusyjne, śpiew

Produkcja: Mike Portnoy i John Petrucci

Wystarczy powiedzieć Dream Theater, by od razu było wiadomo, o co chodzi. To się nazywa wyrobiona i uznana marka. Zespół wirtuozów i zarazem niedościgniony wzór do naśladowania, mimo to powstaje wiele grup próbujacych podążać szlakami wytyczonymi przez DT. Wydawałoby się, że ekipa Petrucciego nie potrzebuje długo komponować materiału na album, wystarczy że zagra parę prób, usiądzie i skleci wszystko w całość. A jednak Octavarium wyszło dopiero 2 lata po swym poprzedniku, który był dość ciężki. Biorąc pod uwagę fakt, że takie płyty jak Falling Into Infinity czy Six Degrees Of Inner Turbulence należaly raczej do słabszych pozycji w dyskografii Teatru Marzeń (oczywiście wg mojej opinii), a po Metropolis Pt. 2 wyszło także niezbyt ciekawe Train Of Thought, trudno było nie podejść do nowego dzieła z odrobiną sceptycyzmu. Na szczęście Octavarium okazało się jednym z najciekawszych wydawnictw Teatru.

Tajemniczy wieści The Root Of All Evil, po nim trochę cięższych dźwięków, ale możemy odetchnąć z ulgą, bo materiał żywo nawiązuje do czasów cholernie dobrej płyty Awake. Tam też muzycy zagrali ostrzej niż na "Images...", a jednak większości fanów takie granie się spodobało. LaBrie postarał się i tym razem linie wokalne, zwłaszcza w refrenach, brzmią przednio. Jedyne, co mnie martwi, to że Petrucci na rzecz ciężkości zarzucił te pełne harmonii akordy, jakimi tak zachwycał na dwójce. Pianino i balladowe nastroje stanowią klimat i główny trzon The Answer Lies Within. Rzecz bardzo ilustracyjna i pasowałaby jako podkład do jakiegos melodramatu. Nie mam nic przeciwko takim kompozycjom, o ile są one instrumentalne, tutaj jednak LaBrie śpiewa i to całkiem nieźle. Mimo to życzyłbym sobie instrumentala. These Walls zaczyna się od nisko brzmiących gitar i chyba nawet głuchy by usłyszał, że Petrucci gra na gitarze siedmiostrunowej. Zwrotka jednak idzie balladowo i brzmi to jakoś lepiej niż w poprzednim kawałku. Refren wprawdzie cięższy, ale jest to raczej ten Teatr bardziej progrockowy niz progmetalowy. Na szczęście, bo w takim wydaniu bardziej mi on odpowiada. Do tego dochodzi pełna emocji solówka i po mistrzowsku zaaranżowane instrumenty klawiszowe w tle, zresztą bez nich utwór mógłby nie brzmieć tak ciekawie. Przy okazji na myśl przychodzi pytanie, jak mając tylu wirtuozów w jednym zespole, chłopaki potrafią dzielić się frazami i iść na tak rozsądne kompromisy, że jeden drugiemu nie wchodzi w drogę. Już pierwsze nuty I Walk Beside You przekonały mnie, że będzie to mój ulubiony kawałek z tego krążka i to nawet mimo faktu, że dalej mamy coś w stylistyce U2, za którym nie przepadam. Piosenka brzmi bardzo ciepło, muzycy stworzyli pozytywną ścianę dźwięku, wielki plus za to. Zupełnie odmienny jest w swej wymowie Panic Attack, ale również działa na mnie tak jak powinien. Wstęp na czystym brzmieniu, a potem zdecydowany atak ciężkich gitar, a po zwrotce zwolnienie i znów ciężkie gitary, coś pięknego. Warto zauważyć, że głos Jeffa bardzo do takich kompozycji pasuje. Około trzeciej minuty prawdziwe cuda tworzy sekcja rytmiczna, ze szczególnym uwzględnieniem partii basu, a w okolicach solówki juz wszyscy instrumentaliści pokazali, co potrafią. Rewelacyjnie wypada także kolejny Never Enough, wbrew pozorom bardzo blisko mu do czasów "Images...", chociaż brzmieniowo przypomina płyty późniejsze. Co mnie najbardziej cieszy, to fakt, że Petrucci powrócił do stosowania tych harmonii, o których wspominałem wcześniej. Sacrificed Sons jest jak na mój gust trochę za psychodeliczny, ale rozumiem rację stanu, chłopaki starają się nagrywać płyty urozmaicone. Na uwagę zasługują tu klawisze Rudessa, który generuje nimi nieco "kocich" dźwiękow. Dalej wszystko jest bardzo rozwlekłe, znów klimaty ilustracyjne, ponownie lepiej mogło by to wypaść bez głosu LaBrie... I tak "nic się nie dzieje:" do prawie połowy utworu, kiedy to wchodzą ostrzejsze gitary i rozbudzają tych, co zdąrzyli juz przysnąć. Od tego momentu kompozycja robi się po prostu urzekająca. Płytę wieńczy monumentane dzieło w postaci tytułowego Octavarium. Trudno jest opisywać takie kompozycje, zwłaszcza kiedy trwają one ponad 20 minut i sporo się w nich dzieje, w przeciwieństwie do takiego Bolero Ravela, choć instrumentarium w Teatrze tez pojawia się niemałe. Są tu tak typowe instrumenty dla orkiestry jak skrzypce, wiolonczele, flet, a do tego gitary akustyczne, hawajskie i kto wie, co jeszcze. Zawartości muzycznej jest tak wiele, że można by z tego zrobić conajmniej 3 dobre utwory. Tempo zmienia się wielokrotnie, mamy przeplatankę momentów szybszych i wolniejszych, ale do tego przecież muzycy przyzwyczaili nas już wcześniej. Dodam jeszcze, że pojawiający się w tej suicie tekst utworu został skonstruowany z tytułów słynnych piosenek Pink Floyd, Marillion, King Crimson, Genesis czy Yes.

Na temat tego albumu wiele ciakwych rzeczy można wyczytać w Internecie (np. że jego pierwszy i ostatni dźwięk jest ten sam), więc odsyłam do tego źródła wiedzy wszystkich żądnych dodatkowych szczegółów. Uważam, że jest to jedno z najlepszych dzieł Dream Theater i z pewnością warto się z nim zapoznać. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów zespołu.

Oficjalna strona: www.dreamtheater.net

Guitarrizer
październik 2007