|
Skład: Roland Stoll - śpiew; Wolfgang Kerinnis - gitara; Benno Schmidtler - gitara basowa; Bernhard Huber - perkusja; Jan Vacik - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Jan Vacik
Pozwólcie, że zanim zacznę właściwe omawianie prezentowanego dziś krążka, cofnę się nieco w przeszłość. Tak więc mamy rok 1992 i za sprawą panów z Dream Theater świat poznaje ich, dziś uznawane za szczytowe osiągnięcie zespołu, dzieło zatytułowane Images And Words. Wybucha ogólnoświatowe szaleństwo na punkcie tej grupy, płyta bije rekordy sprzedaży, a Amerykanie objeżdżają glob trasą koncertową, na której promują swój nowy krążek. I teraz mam pytanie. Czy ktokolwiek z Was, Drodzy Czytelnicy, zastanawiał się, jak powinien zabrzmieć Teatr Snów, po Images And Words?
Ktoś z Was może powiedzieć: "no dobrze, ale przecież było Awake. Zgoda, macie rację. Ja jednak swoje pytanie kieruję do tych, którzy oczekiwali czegoś więcej i się tego nie doczekali. Jak sądzicie, czy mogła powstać płyta, która byłaby odpowiedzią na postawione przeze mnie pytanie? Jeśli ktoś powie, że nie, to muszę go rozczarować. Otóż taka płyta powstała w 2004 roku, za sprawą panów z niemieckiego Dreamscape. Ktoś znów może powiedzieć, że przecież Dream Theater jest tylko jeden, a ten niemiecki zespół to tylko epigon. No i przyznam po raz kolejny rację. Z jednym maciupeńkim "ale". Otóż moi mili, utwory, które znajdują się na tym krążku, brzmią, mówiąc językiem naszych wschodnich braci, "toczka w toczkę" jak utwory panów zza Wielkiej Wody. Niewiarygodne? A jednak. Co tu więc mamy? Początek wydawnictwa jest wręcz genialny, a pierwsze trzy utwory po prostu niszczą. I na dodatek są skomponowane w taki sposób, że słuchaczowi może się wydawać, iż to po prostu jest jeden kawałek. Tak więc najpierw genialne Clockwork, potem wolno ale dynamicznie rozpędzający się Short-Time News i na koniec The End Of Light - dwudziestominutowy kawałek, można rzec, że to wręcz suita. Fascynujące jest to, jak wokalista Roland Stoll wręcz idealnie naśladuje tu Jamesa LaBrie. Jeśli chodzi o Clockwork, to nie boję się go porównać do znakomitego Pull Me Under, choć uważny słuchacz wyłapie tu inne wpływy z albumu Images And Words. Uwagę zwraca znakomicie grający gitarzysta, który pięknie wycisza ten utwór, by zaraz potem w bardzo podobnym tonie rozpoczął się Short-Time News. Dalej mamy tu wręcz idealne naśladownictwo Amerykanów, a moją uwagę przykuła solówka. Tę samą, identyczną, melodyjną frazę wykorzystał później Krzysztof Misiak w jednym z utworów Agnieszki Chylińskiej. No i czas na naszą suitę, The End Of Light. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że to prawdziwy majstersztyk. A co mi tam. Powiem Wam, że to jest opus magnum tej płyty i chyba dokonań tego zespołu w ogóle. All I Need to bardzo fajny, balladowy utwór, a wokalista znów śpiewa identycznie jak LaBrie. Oczywiście kawałek ten jest skomponowany na modłę Dream Theater. To tak pro forma. No i klimat. Ta płyta ma w sobie niesamowity klimat, coś co niełatwo jest oddać. Tak jest również w następnej kompozycji, zatytułowanej Silent Maze. Bez bicia przyznaję, że bardzo podoba mi się refren tego kawałka. Wolno rozpoczyna się Flow, by po kilku chwilach pięknie rozwinąć się w dynamiczne nagranie. I nie wiem czemu, ale partia klawiszy na początku jakoś tak nachalnie kojarzy mi się z Pink Floyd. Połamanymi rytmami, dotąd zarezerwowanymi dla Mike'a Portnoya, wita nas More Than. Przyznam, że oczami wyobraźni widzę go w tym utworze za perkusją. Tak jak na całej płycie zresztą. Podoba mi się tu także partia klawiszy i gitary. W ścieżce Infected Ground dano miejsce na popisy basisty, a początek utworu nachalnie kojarzy mi się z Wait For Sleep. Jeśli chodzi o basistę, to Benno Schmidtler w niczym nie ustępuje swojemu sławnemu koledze Johnowi Myungowi. Obaj panowie nawet brzmią podobnie. Czas na finał. Na koniec albumu zostawiono bardzo przyjemny numer You Don't Know Me. Pięknie rozwijający się wałek ze świetnym refrenem.
Zawsze z ogromną przyjemnością wracam do tego krążka. Ktoś może stwierdzić, że to tylko chamska zrzynka od bardziej znanych kolegów po fachu. No cóż, ja pozwolę sobie nie zgodzić się z takim stawianiem sprawy. Bo skomponować i zagrać utwory, które brzmią tak jak utwory Dream Theater to prawdziwa sztuka i niewielu się ona udała. Po wysłuchaniu płyty kopara jest na dole, a jej magia sprawia, że znów wciskamy "Play" i wszystko może zaczynać się od początku. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.dreamscape.de
Vincent kwiecień 2010
|