|
Skład: Don Dokken - śpiew, gitary; Jon Levin - gitara prowadząca i rytmiczna; Barry Sparks - gitara basowa, chórki; Mick Brown - perkusja, chórki
Produkcja: Don Dokken
I tym to sposobem przypomnieć o sobie postanowiła legendarna grupa Dokken z frontmanem o aksamitnym, ekspresyjnym głosie. Don Dokken jest niezniszczalny, można powiedzieć. Aktywny w show biznesie od końca lat '70 nagrywa płyty z większymi lub mniejszymi przerwami, ale zawsze wraca. Mimo że lata świetności hair metalu mamy dawno za sobą, Dokken na Lightning Stikes Again próbuje nawiązać do czasów, kiedy nazwa "Dokken" znaczyła najwięcej. No właśnie, Lightning Strikes Again... mieli kiedyś taki numer. Grał wtedy z zespołem świetny gitarzysta George Lynch, którego tutaj niestety nie ma. Jest za to niejaki Jon Levin, najbardziej znany z występów z niemiecką wokalistką Doro Pesh. Za bębnami bez zmian, Mick Brown jak za dawnych czasów, na basie nieznany mi bliżej Barry Sparks, ale tutaj zdecydowanie nie wybrzydzałem ;)
Album rozpoczyna mocny numer Standing On The Outside i te początkowe akordy brzmią łudząco podobnie do kawałka Mirror, Mirror z pierwszego solowego albumu Dona Up From The Ashes. Czyli krążek zapowiada się obiecująco. W dalszej części tego kawałka mamy Dokken, jaki znamy sprzed lat, tyle że brzmienie trochę nowocześniejsze (chodzi o samo brzmienie, nie o akcenty, gdyż te są identyczne jak w 1987 roku). Ten numer ma takie tempo, jakie mi najbardziej pasuje u Dokkena. Czyli nie za wolno, nie za szybko, za to z mięsistą partią gitary tu i ówdzie zmiękczoną chorusem. Give Me A Reason również nie rozczarowuje, w zasadzie tempo podobne jak w poprzednim numerze i podobne podejście do riffów, tak przecież charakterystyczne nie tylko dla tego zespołu, ale i dla całych lat '80. Muszę osobno pochwalić wokalistę, gdyż śpiewa jak za dawnych czasów. Oczywiście ktoś powie, że jak większość 'starych' wokalistów obecnie się nie wysila, ale Don zawsze śpiewał delikatnie i to mnie w uszy nie kole, zwłaszcza że ma niesamowicie mocny i czysty głos. Heart To Stone może pretendować do mojego osobistego faworyta, gdyż przypomina mi pierwszy
solowy album Dona, o którym już wspomniałem. Ten kawałek to coś pomiędzy When Some Nights i Forever. Palce lizać. Gdyby bardziej
wyklarować brzmienie, spokojnie mógłbym umieścić ten numer na Up From The Ashes. Klasa. Przyznam szczerze, że Heart To Stone tak mnie nakręcił, że spodziewałem się kontynuowania dobrej passy w kolejnym numerze. Niestety kawałek Disease jest cieniem poprzednich utworów. Przede wszystkim strasznie skopano wokale. Głos Dona przepuszczono tutaj przez wokoder jak mniemam, albo przekształcono w inny sposób. Nieważne, bo brzmi to fatalnie i nowomodnie. Muzycznie nie jest tak źle, ale brak trochę tej melodyki, pojawia się co prawda świetne solo, ale po 3 poprzednich kawałkach zaostrzyłem sobie apetyt na rasowe hard and heavy. No nic, jedziemy dalej. How I Miss Your Smile to ballada, której nie mogło zabraknąć na płycie Dokken. Ballada taka sobie, aczkolwiek w miarę old schoolowa. Jeśli ktoś lubi ballady grupy, ten numer też mu przypadnie do gustu. Na pozycji numer 6 utwór, którego nazwa wywołuje u mnie odruch obrzydzenia...Tak, Oasis, zespół który przyłożył rękę do zabójstwa rock and rolla. Na szczęście ekipa Dona nie gra tutaj brit popu. To całkiem udany kawałek ze świetną partią gitary (Levin wcale nie gra gorzej niż Lynch, ta sama klasa, mimo że nie ta sama sława). Podoba mi się też wprowadzenie akustycznej wstawki do tego i tak spokojnego numeru. Po prostu taki romatyczny Don Dokken, który też mi bardzo odpowiada (tak, tak Up From The Ashes). Przyszedł zatem czas na coś szybkiego i przypominającego, że Dokken to też heavy metal. Jakby to powiedzieć, w sumie to OK, bowiem to naprawdę stara szkoła, problem polega na tym, że taki utwór gdyby ukazał się na Back For The Attack, byłby raczej wypełniaczem. A może się mylę? Fani klasycznego Dokken powinni być zadowoleni, a biorąc pod uwagę że mamy 2008 rok... nieźle chłopaki. Żeby nie było za dobrze nostalgicznym head bangers, balladka. Kolejna na płycie i muszę przyznać, że podoba mi się bardziej niż ta pierwsza. I Remember przynajmniej w moim odczuciu wypada znacznie lepiej. Trochę tutaj klimatów Scorpions i myślę, że to świetne porównanie. Ludzie, którzy pamiętają ballady z Under Lock And Key, cmokną z zachwytu. Jak dla mnie duży plus dla zespołu. W Judgement Day wracają ostrzejsze klimaty. Drodzy państwo, Dokken gra hard rocka. I to z najwyższej półki. Gdyby nie brzmienie (no tak, nie poraz pierwszy o tym wspominam) można by powiedzieć, że dla zespołu czas zatrzymał się gdzieś w 1987 roku. Uwielbiam ten przed-refren, w którym gitary wyodrębniają dźwięk, aż ciarki po plecach przechodzą. Solo być może najlepsze na płycie. Klasa panowie, klasa. Jeden z najlepszych kawałków na albumie. Przyszedł czas na wolny, nieco monumentalny It Means. Utwór ma tajemniczny klimat i podoba mi się, oj podoba. Taki klimat ma też następny Release Me. Też wolny, trochę eteryczny, ale na szczęście melodyjny. Słychać też wyraźnie, że te tła gitarowe mają nas koniecznie wprawić w nastrój panujący w odległych latach '80. I bardzo dobrze, bo nawet relatywnie słabsze kawałki nie nużą. A więc coś weselszego teraz? Proszę bardzo. This Fire to szybki, przyjemny utwórek, ale czy aby napewno taki genialny? Raczej nie. Myślę, że ze względu na tnące gitarowe riffy słucha się go dobrze.
I tyle.
I tak oficjalnie kończy się Lightning Strikes Again, album jak najbardziej udany, co więcej, album jak na rok wydania doskonały. Z pewnością będzie to jedna z moich płyt roku i z pewnością uplasuje się wysoko. Kto nie zawiódł? Nie zawiódł Dokken, a nie było to takie oczywiste, gdyż dwa ostatnie dzieła zespołu były raczej niskich lotów. Jak dla mnie Lightning Strikes Again to najlepszy album Dokkena od czasów pierwszego solowego Dona, a jeśli brać pod uwagę jedynie płyty opatrzone samą nawzą Dokken, od czasów Back For The Attack nagranej ponad dwie dekady temu. Niektórzy też porównają krążek do całkiem niezłej płyty Erase The Slate, ale jak dla mnie jest ciut lepszy, a więc czy pioruun uderzył ponownie? Na pewno tak.
Oficjalna strona zespołu: www.dokken.net
LSDisease maj 2008
|