Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DIRTY RHYTHM - Hard As A Rock [1991]
Wydawca: JRS / BFE Records / Dead Line

  1. Feel The Fire
  2. I Can’t Wait
  3. Blinded
  4. Hot N’ Cold
  5. Hard As A Rock
  6. Backside Of Love
  7. Reach Out
  8. One Summer Night
  9. Hold On (Forever Tonight)
  10. Waiting For The Money
  11. Burn Out The Night
  12. Bad Girls
Hard As A Rock

Skład: Jeffrey Michael Bonds - śpiew, gitary; Brian Harrison - gitary, instrumenty klawiszowe; Anthony Brian Greenham - gitara basowa; Samuel Zern - perkusja
Gościnnie: Dave Pickell - instrumenty klawiszowe; Bruce Short - gitara basowa w [2]; Matt Fernette - perkusja

Produkcja: Paul Dean

Przyznam się bez bicia: o tych kolesiach do niedawna nie wiedziałem nic. Jakieś dwa lata temu myszkując po YouTube natrafiłem na ilustrowany teledyskiem party rockowy hicior o sugestywnym tytule Feel The Fire, który od razu przypadł mi do gustu. Jak się okazało, wykonywała go kanadyjska formacja Dirty Rhythm, złożona z raczej mało znanych artystów: wokalisty Jeffreya Michaela Bondsa, gitarzysty Briana Harrisona; basisty Anthony’ego Briana Greenhama (który wcześniej miał krótką przygodę z Annihilator) i perkusisty Troya Millera (chociaż internetowe źródła podają, że w nagraniu płyty uczestniczył inny perkusista, Samuel Zern). Nieco później w moje łapki wpadł cały album grupy, wydany w 1991 roku Hard As A Rock i moja wiedza muzyczna poszerzyła się o znajomość jeszcze jednej "ekipy straconych szans", jak nazywam zespoły o wielkim potencjale, którym nie dano szansy zaistnieć.

Po przesłuchaniu całości stwierdziłem, że Dirty Rhythm można posądzić o wszystko, tylko nie o zbytnią oryginalność. Kanadyjczycy przetwarzają na swój sposób twórczość wielu innych kapel z tamtego okresu, żeby wymienić tylko wczesne Skid Row, XYZ, Heaven’s Edge, Cry Wolf czy nawet Winger. Ale, jako że wychodzi im to naprawdę dobrze, nie jest to żadną wadą i słuchanie płyty przypomina pałaszowanie kolejnych porcji pysznego ciasta. Na otwarcie chłopaki serwują nam wspomniany Feel The Fire, który, nie wiedzieć czemu, nie stał się wielkim przebojem. Oparty na składnych riffach, mający średnie tempo i łatwo wpadającą w ucho melodię, opatrzony zabawnym tekstem, idealnie nadawałby się na rozruszanie jakiejś imprezy. Podobne rzeczy robiło w owym czasie Roxxi, inna zapomniana perła. Bonds może nie jest jakimś hegemonem mikrofonu, śpiewa przez zaciśnięte gardło, ale barwa jego głosu może się spodobać fan(k)om Sebastiana Bacha; trzeba również przyznać, że ten wokal doskonale sprawdza się w takim repertuarze. Harrison po raz pierwszy i nie ostatni pokazuje, że należy do kategorii wioślarzy niepospolitych. Na pozycji numer dwa mamy standardową power balladę I Can’t Wait z ładnym, akustycznym początkiem, kojarzącym się z muzyką hiszpańską. W refrenie Bonds wchodzi w rejestry jakby zastrzeżone dla gardłowego Skid Row; w ogóle czuje się tutaj pewną melancholię, ten sam nastrój, co w piosenkach ekipy Bacha. Po przerwie na pościelówę Dirty Rhythm przyspiesza, czego efektem jest Blinded - rocker będący mieszanką XYZ i Roxxi, z okrąglutkimi riffami i melodią charakterystyczną dla pierwszego z wymienionych. W podobnym klimacie utrzymany jest Hot N’ Cold, gdzie znów mamy prosty chwytliwy riff i masę pozytywnej, party rockowej energii. I chociaż sam kawałek wydaje się być słabszy od poprzedników, zapewniam, że warto poczekać na solówkę. No i dochodzimy do utworku tytułowego. Z Hard As A Rock pamięta się przede wszystkim wybuchowe, energetyczne połączenie riffu przewodniego (uzupełnianego sztucznymi flażoletami) z zadziornym wokalem i następną rewelacyjną solówkę. Słychać tu inspirację dokonaniami Babylon A.D., a nawet Winger. Szóste w zestawie Backside Of Love jest piosenką skoncentrowaną przede wszystkim na dobrej melodii, obudowanej równiutkimi zagrywkami w tradycji XYZ. Specyficznym numerem jest Reach Out, w którym po spokojnym, akustycznym, nieco southern rockowym wstępie, następuje rozwinięcie w postaci powolnego, chociaż mocnego, pełnego dramatyzmu refrenu. Napięcie, umiejętnie budowane za pomocą prostych środków, dało w tym wypadku ciekawy, chciałoby się rzec transowy, rezultat. Więcej bezpretensjonalnego luzu zespół dostarcza słuchaczom w One Summer Night, kojarzącym się nieodparcie z Heaven’s Edge. Podoba mi się tu trochę połamany riff i absolutnie popisowe solo. Melancholijna i smutnawa ballada Hold On (Forever Tonight) mogłaby się znaleźć na pierwszym albumie Skid Row i myślę, ze fani tej formacji by się na nią nie obrazili. Przyjemnie brzmią tutaj różnorakie smaczki aranżacyjne w rodzaju zagrywek staccato, czy przejścia z flażoletami w drugim refrenie... Na otrzeźwienie, na początku Waiting For The Money wokalista zapowiada, co ma zamiar zrobić z pewną częścią ciała słuchacza, i słowa dotrzymuje. Numer bazuje na mocnym riffie, świetnych zagrywkach gitarowych, w których wioślarz znowu bryluje, oraz na zadziornym śpiewie, po raz kolejny nawiązującym do ”jedynki” Skid Row. W Burn Out The Night te podobieństwa są jeszcze wyraźniejsze, gdyż Brudny Rytm podkręca tempo i staje się jeszcze brudniejszy, bardziej agresywny i drapieżny. Niemal punkowej ekspresji tego utworu w połączeniu z hardrockowym czadem nie towarzyszy jednak dobra melodia i moim zdaniem jest on zaledwie poprawny. Nonszalancko rozhuśtany Bad Girls swoimi kołyszącymi riffami i liniami wokalnymi przywodzi na myśl skrzyżowanie Winger z Cry Wolf; podoba mi się w nim pomysł na ubarwienie melodii instrumentami dętymi i (który to już raz?) kapitalny shredding. Trudno sobie wyobrazić lepsze zamknięcie płyty.

Dirty Rhythm oferuje muzykę bardziej energiczną niż XYZ, bardziej przystępną niż Skid Row, bardziej zróżnicowaną niż Roxxi. Czyż ta opinia nie jest wystarczającą rekomendacją? Gdyby przymknąć oko na dwa wypełniacze, Hard As A Rock jawiłby się jako krążek doskonały, przebojowy i zagrany na imponującym poziomie. Tak czy owak, płyta należy do kategorii "must have" i zapewniam, że jeśli już wpadnie w ręce fana hard rocka, będzie trafiać do odtwarzacza co jakiś czas...

Brak oficjalnej strony zespołu

Hardlover
czerwiec 2009