Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DEMON'S EYE - The Stranger Within [2011]
Wydawca: Supermusic

  1. The Unknown Stranger
  2. Sins Of The Father
  3. The Best Of Times
  4. Ain't Nothing Better
  5. Evil Comes This Way
  6. Heaven Again
  7. A Foolish Man
  8. Midnight In Heaven Or Hell
  9. Far Over The Rainbow
  10. Brand New Life
  11. Le Vent Lament
  12. The Best Of Times (extended version) [bonus track]
The Stranger Within

Skład: Doogie White - śpiew; Mark Zyk - gitara; Maik Keller - gitara basowa; Florian Pritsch - instrumenty klawiszowe; Andree Schneider - perkusja

Produkcja: Andree Schneider

Na brak dobrych wydawnictw klasyczno-hardrockowych w ostatnim czasie narzekać nie można, wszak ukazały się niedawno premierowe płyty Uriah Heep i Whitesnake, a oliwy do ognia dolało jeszcze Voodoo Circle. Czas na niemiecką grupę Demon's Eye, dotąd znaną z coverowania utworów Deep Purple, teraz prezentującą swoje autorskie dzieło zatytułowane The Stranger Within.

Szybki rzut oka na okładkę krążka, równie szybkie skojarzenie nazwiska zaproszonego wokalisty i tytułu albumu z tytułem pamiętnego Stranger In Us All Rainbow - i wszystko jasne... Niemcy z Demon's Eye już od 1998 r. zajmują się graniem coverów Deep Purple, najwidoczniej im się znudziło, bo właśnie wydali swój debiutancki krążek z kompozycjami własnymi. W Niemczech z pewnością nie brakuje doskonałych wokalistów, jednak po co ryzykować, skoro można ściągnąć sprawdzonego w boju Szkota - Doogiego White'a. Nie dość, że wypróbowany w szeregach Rainbow, wyrobiony stażem u Malmsteena, to jeszcze nagrał kilka płyt z Cornerstone - zespołem grającym bardzo blisko klasycznego hard rocka.Dość nudnych wstępów, dajmy przemówić muzyce. Ktoś może narzekać, że takie The Unknown Stranger to powielanie pomysłów już ogranych, mnie jednak ten numer całkowicie satysfakcjonuje. Raz, że sporo tu nawiązań do Rainbow, zarówno tego z Dio na wokalu, jak i tego z Doogie'm z 1995 r., jest i coś z Deep Purple choćby z czasów Machine Head. No, ale swoich inspiracji Niemcy wcale nie kryli... Fajny, posiadający swój magiczny klimat numer. Sins Of The Father wydaje się być kompozycja prostszą, mniej rozbudowaną, gdzie więcej jest typowego hard rocka. Że prościej, nie znaczy, że gorzej. Utwór może wciągnąć już od pierwszego odsłuchu, narzekać nie powinni ani fani głosu Ronniego Jamesa Dio, ani tym bardziej Doogiego. Tym razem mniej klimatu, większą rolę odgrywają partie gitar. Dalej ballada w stylu Tęczy, no i nieco tych na modłę Cornerstone - The Best Of Times. W zasadzie nie mam żadnych zastrzeżeń. Wiadomo, niczego nowego tu Niemcy nie odkrywają, ale z wokalami od pana White brzmi to nadzwyczaj dobrze i po prostu przyzwoicie. Przy pierwszej styczności z Ain't Nothing Better jakoś nie byłem oczarowany, z czasem polubiłem ten numer, aczkolwiek szału nie ma. Momentami wokalista zaszalał i pokrzyczał sobie, piosenkę ozdobiły klawiszowe solówki, co powinno spodobać się fanom klasycznego hard rocka. Przekonywanie się do nagrania o tytule Evil Comes This Way z mojej strony pewnie jeszcze trochę potrwa, bo to dość rozwlekłe granie, a do takiego to muszę być w szczególnym nastroju. Nie chcę być zbyt surowy, więc może po prostu polecę je tym fanom solowego Dio, którym przypadły do gustu wolniejsze utwory tego legendarnego gardłowego. Heaven Again, cóż, jak na moje wymagania to strasznie naciągany kawałek, bez jakiegoś lepszego pomysłu, tylko z kilkoma patentami pożyczonymi od Led Zeppelin i Whitesnake. Wydaje mi się wymuszony, pozbawiony idei przewodniej, czysto rzemieślniczy i nic na to nie poradzę. Kolejna ścieżka, czyli A Foolish Man też mnie zawiodła. Wprawdzie partie gitar są dość przyzwoite, za to kompozycję kładzie trochę sekcja rytmiczna, a i sam Doogie White także śpiewa poniżej możliwości swojego gardła. Zabrakło jakiegoś chwytliwego motywu, a już z pewnością przebojowego refrenu. Wyszedł zapychacz. Fajny jest za to następny w zestawie Midnight In Heaven Or Hell. Już otwierające go riffy gitarowe zdradzają, że do tego nagrania grupa lepiej się przyłożyła. Doogie mógłby tu brzmieć lepiej, ale i tak jest dobrze. Z pewnością kompozycja warta wielu odsłuchań. Od razu spodobało mi się Far Over The Rainbow, choć wbrew tytułowi zbyt daleko od stylistyki Rainbow ekipa nie odeszła. Zresztą nie musiała, bo właśnie takiego grania oczekiwałem sięgając po ten krążek. Jest klimatycznie, tajemniczo i tak ma być. Chyba jedna z najlepszych ścieżek na krążku. Więcej takich smakołyków proszę... Brand New Life nie ma już takiej siły rażenia, ale wydaje mi się, że to tylko z racji delikatniejszego, mniej drapieżnego brzmienia. Główny riff jest zacny, organy fajnie pogrywają w tle, no i Doogie wiele z siebie daje. W zasadzie mogłaby to być równie dobrze ballada, gdyby zaprzęgnięto tu akustyki i gdyby za połową numeru muzycy nie postanowili pogalopować. No właśnie, skoro mowa o gitarach akustycznych, to kolejną pozycją z setu jest instrumentalna miniatura Le Vent Lament. Trochę w niej klimatów "hiszpańskich, co mnie bardzo cieszy, choć jestem raczej "niedzielnym" fanem muzyki flamenco, są i elementy gitarowej muzyki klasycznej, co też bardzo mi odpowiada. Ten numer jest trochę jak wisienka w i tak już smacznym torcie (na płycie było wprawdzie kilka zgrzytów, ale i tak nie psuło to odbioru całości). Longplay kończy się ścieżką bonusową, czyli bardziej rozbudowaną wersją ballady The Best Of Times. Nie słyszę jakichś większych różnic między obydwoma wykonaniami i myślę, że krążek mógłby się bez jednej z nich bezproblemowo obyć. Podobno Doogie dostał od zespołu gotowe nagrania i wolną rekę do dokomponowania partii wokalnych. Procedura zadziałała, album ma kilka słabszych momentów, większość utworów jest jednak bardzo dobra.

Wtórność była z założenia wpisana w koncept tego albumu i chyba nikt nie był aż tak naiwny, by oczekiwać po płycie czegoś nowego czy rewolucyjnego. To klasycznie hard rockowy krążek ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mnie ten zestaw utworów się podoba, a jestem niemal pewien, że gdyby to nagrało teraz jakieś odrodzone Rainbow, to wszyscy pialiby z zachwytu. Nie wierzyć neiprzychylnym recenzjom, posłuchać samemu i to kilka razy. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.demonseye.com

Guitarrizer
kwiecień 2011