|
Skład: Göran Edman - śpiew w [2, 3, 6, 8,9]; John Payne- śpiew w [4, 7, 10]; David Mark Pearce - gitary, instrumenty klawiszowe; C S Brown - gitara basowa; Lisa LaRue - instrumenty klawiszowe, chórki; Mikael Wikman - perkusja
Gościnnie: Oliver Wakeman - instrumenty klawiszowe; Damian Rodd - perkusja; Oliver Wakeman - instrumenty klawiszowe; Mike Clarke - instrumenty klawiszowe; Steve Preston - skrzypce; Michale Alvarez - wiolonczela
Produkcja: David Mark Pearce
Ci z Was, którzy uważnie śledzą scenę w UK, zapewne dobrze kojarzą pana nazwiskiem David Mark Pearce. Tym, którym nic nie swita, postaram się pokrótce przedstawić jego sylwetkę. Przede wszystkim jest on znany ze stałej współpracy z zespołem Yes, a także brał udział w tworzeniu płyt wizjonera Arjena Lucassena. Tu mam na myśli projekt Stream Of Passion. Nazwisko naszego dzisiejszego bohatera pojawia się także przy okazji wypieków Union Jane czy Naked Feet. A jeśli komuś mało, to pomagał pani Lisie LaRue (to taka keyboardzistka, jeśli ktoś nie wiedział) i udzielał się na gitarze przy jej projekcie Lisa LaRue Project 2K9 World Class. Jest także współproducentem tego dzieła.
Pearce już w 2007 samodzielnie zrealizował EP-kę Shelter Me From The Rain. Jak widać, apetyt nie został w pełni zaspokojony, bo oto ukazał się jego pierwszy, pełnometrażowy album, zatytułowany Strange Ang3ls. Tym razem jednak nie chciał wszystkiego robić sam i do współpracy zaprosił znakomitych muzyków: Göran Edman (ex- Yngwie Malmsteen, John Norum, Talisman) i John Payne (Asia) na wokalach, C S Brown (Ghost Circus) na basie, Mikael Wikman (ex- Vindictiv) usiadł za garami. Gościem specjalnym na tym LP jest Oliver Wakeman (Yes), który udziela się tu na klawiszach. Główny sprawca zamieszania i szef wszystkiego zarezerwował dla siebie rolę gitarzysty, czasem tez zaplumka sobie na klawiszach. Trzeba przyznać, że nagromadzenie tak znakomitych gości musi budzić spore wrażenie. Tak sobie myślę, że ten krążek musi być także nie lada sensacją i sporą gratką dla fanów melodyjnego grania. Rzecz jasna nie można się przyczepić do produkcji tego wydawnictwa, która co tu dużo gadać i pisać - jest po prostu znakomita. Wszystko i wszystkich znakomicie słychać, tak więc pozostaje nam jeno odpalenie tego dzieła i delektowanie się płynącymi z niego dźwiękami. Na początek króciutkie intro Ang3ls (Help Us) - proszę się nie przestraszyć damskiego krzyku przerażenia, które wita nas po włączeniu płyty. Co bardziej wrażliwym odradzam robienie od razu głośno. Jednak zaraz potem w Alone I Cry wszystko jest już ładnie i w porządku, a sam kawałek o dziwo przypomina mi najlepsze kawałki Ten. Świetny, mega przebojowy, nośny i cholernie melodyjny numer. Spodziewałem się czegoś innego, kombinowania w stylu Yes, albo malowania barwami w stylu Arjena. Tu pięknie prezentuje się klawiszowe tło, głośno, wyraźnie i bez tremy pulsuje bas, super jest ustawiona perkusja no i ta gitara. Nie można się tu do niczego przyczepić. Bardzo dobre wrażenie podtrzymuje Shelter Me From The Rain, gdzie tu i ówdzie można wyłapać "purpurowe" klawisze w tle. Może nie jest już taki przebojowy jak utwór poprzedni, ale wstydu tym panom nie przynosi. A refren na pewno znajdzie swoich amatorów. Ozdobą jest wspaniała solówka. W tym miejscu nieśmiało wtrącę, że styl gry pana Pearce'a przypomina mi z jednej strony popisy wioślarza Brazen Abbot, zapewne znanego niektórym Nikolo Kotzeva. Z drugiej jednak strony jest tu coś z Blackmore'a. W Tell Me Why po raz pierwszy wokalnie zaprezentował się John Payne. Mi podoba się tu tylko jego wokal, więcej naleciałości ekipy Lorda, ciekawe gitary i ładne zwolnienie. Sam kawałek zły nie jest, ale też specjalnie jakoś się nie wybija, przynajmniej moim, skromnym zdaniem. Co do EveryTime It Rains, to w pierwszej chwili pomyślałem, że będzie to cover... Primal Fear i aż się tej myśli przestraszyłem. Nie przepadam za tym numerem i przykrość sprawiała mi myśl, że ten skład mógłby zabrać się za takie... coś. Na szczęście okazało się, że jest to tylko lub może aż, utwór w pełni instrumentalny i w niczym nie przypomina poczynań "Szwabów". Tu instrumentaliści pokazują na co ich stać, ja uważam, że powinien powstać tekst do tego kawałka i któryś z obecnych tu wokalistów powinien go zaśpiewać. Ot miły przerywnik i zabawa dźwiękami. Może nawet chęć oderwania się od ziemi i poszybowania w stronę aniołów. Powoli, nieco mrocznie rozpoczyna się tytułowy StrangeAng3ls. No, jest tu coś z ducha tych bardziej przebojowych propozycji Yngwiego Malmsteena. Nie jest aż tak neoklasycznie, ale czy on nie pisał od czasu do czasu podobnych nut? Bardzo dobry i na pewno jeden z najlepszych numerów na całym wydawnictwie. No i znów mamy tu coś na modłę Gary'ego Hughesa i kolegów. Jeśli brakuje im pomysłów, to Pearce na pewno kilka im podsunie. Nawet Göran śpiewa bardzo podobnie do wokalisty Ten. W tym samym tonie utrzymany jest następny w kolejce To Live Again. Tu z kolei za sitkiem stanął Payne. Nie zawiódł, zaśpiewał pewnie i na swoim wysokim poziomie. Zresztą taka to jest płyta. Muzycy robią doskonałą robotę, bardzo dobrze się rozumieją, uzupełniają i żadnemu nie przyszło do głowy wybijać się przed szereg. Po cichu przyznaję, że ta ścieżka jest moim faworytem, jeśli chodzi o ten krążek. Wyśmienity przebój. Z płytami legitymującymi się nalepką AOR jest u mnie tak, że muszą mnie czymś zaskoczyć. Taką niespodzianką jest dla mnie Save Your Prayers, numer, który brzmi jak wygładzone i ugrzecznione Firewind z boskim Apollo Papathanasio za mikrofonem. Bardzo mile mnie tu Göran zaskoczył. Jeśli Gus G kiedykolwiek będzie szukał nowego wokalisty, to koniecznie powinien z Göranem Edmanem porozmawiać. Wokalnie facet po prostu zdemolował i to nie tylko tu, bo mam na myśli cały album. Groźnie zatytułowany Eden Is Burning to dość wolne, ale wciąż bardzo dobre nagranie. Wrażenie robią dociążone gitary, udane klawiszowe tła i ładnie skonstruowany refren. Pierwszą, solową pozycję w dorobku Davida Marka Pearce'a zamyka So Far From Heaven. I tak się zastanawiam, czy potrzebny był tu ten ledwo wyczuwalny, ale jednak mariaż z klimatami progowymi. I jeśli w zwrotkach jeszcze nic się nie dzieje i wszystko trzyma się całośc,i to jednak ten refren mnie nie przekonuje.
Zaskoczył mnie ten LP. Nie spodziewałem się tak udanego dzieła. Mocarny skład, dwóch wokalistów, doskonała produkcja, wspaniale grająca sekcja (słyszalny basista!) - to wszystko musiało przełożyć się na znakomity efekt. Całości wrażenia dopełnia utrzymana w jasnej tonacji okładka z półnagim aniołem płci żeńskiej na pierwszym planie. Hmmm, czy anielice piją wódę? Ha, odpowiedź na to pytanie zna pewnie tylko szef tego zamieszania. Nam pozostaje się jedynie domyślać i posłuchać tej płyty. Gorąco polecam.
Oficjalna strona artysty: www.davidmarkpearce.com
Vincent czerwiec 2011
|