Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DARK SKY - Empty Faces [2008]
Wydawca: AOR Heaven

  1. Hands Up
  2. Empty Faces
  3. Slave Of Time
  4. Send Them To Hell
  5. Chase Your Dreams
  6. Maniac
  7. Saints Beneath The Sky
  8. Pleasure & Pain
  9. Believe It
  10. Meaning Of Life
  11. Final Day [hidden track]
Empty Faces

Skład: Frank Breuninger - śpiew; Uwe Mayer - perkusja; Steffen Doll - gitary; Winny Zurek - gitara basowa; Claudio Nobile - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Markus Teske

Już po pierwszych dźwiękach rozpoczynających Empty Faces niemieckiego Dark Sky wiadomo, że album będzie przynajmniej dobry. Jest to czwarta w kolejności płyta zespołu i ze wstydem muszę przyznać, że nie znałem wcześniej dokonań tej kapeli. Empty Faces stało się dla mnie pretekstem do zapoznania się z dotychczasową twórczością zespołu i z jego historią. Przyniosło to , jak się okazało, parę niespodzianek.

Dark Sky to jedna z tych kapel, którym nie powiodło się w latach '80. Muzykom udało się złapać drugi oddech na krótko przed zbliżającym się millenium. Ich płyty spotykały się z uznaniem krytyków, choć jak można było się spodziewać, ich sprzedaż nie była na tak zachwycającym poziomie. Dochodząc do sedna sprawy, na Empty Faces zespół przeszedł metamorfozę. W składzie nie doszło do żadnych zmian i nawet produkcją krążka zajął się ten sam co ostatnio człowiek, czyli Markus Teske. Zespół zaczął grać jednak mocniej, mniej AORowo, zmniejszył znaczenie klawiszy i zapuścił się w rejony hard rockowe zahaczające momentami o melodic metal. Fani lżejszych brzmień mogą czuć się zawiedzeni, gra kapeli nabrała jednak nowej głębi i myślę, że zmiana (nawet gdyby miał to być jednorazowy skok w bok) wyszła zespołowi na plus. Okładka płyty, dość mroczna, groźna i tajemnicza, nie do końca pasuje do zawartości krążka, z drugiej jednak strony wygląda po prostu rewelacyjnie i z miejsca przykuwa uwagę. Nie mam zarzutów względem produkcji, brzmienie jest ostrzejsze i bardziej drapieżne w porównaniu do chociażby Living & Dying. Pierwszym sygnałem, że zespół postanowił włożyć w grę więcej mocy, jest rozpoczynające krążek Hands Up. Określiłbym go jako dużą dawkę energii zaprezentewanej w typowo niemiecki, melodyjny sposób. Inspiracjami dla Dark Sky na tej płycie mogli być tacy rodacy jak chociażby Jaded Heart, albo też Fair Warning. Podkreślę jeszcze raz - niezłe, przyjemne brzmienie i zwrócę uwagę na ciekawie pomyślaną i melodyjną solówkę gitary. Następujące Empty Faces jest jak łatwo się domyślić numerem tytułowym. Pomimo spokojniejszego początku rozpędza się i osiąga podobną dynamikę do tej z poprzedniego kawałka. Gitarzysta sili się, aby pokazać kilka ciekawych aranżacji i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nie przypadł mi do gustu chórek mający być motorem napędowym całej kompozycji. Hitem, o którym pamięta się po wyłączeniu krążka jest trzecie na płycie Slave Of Time. Numer bardzo melodyjny, napędzany niezłym, pasującym do kawałka riffem. Wszystko to zostaje dopieszczone głosem Franka Breuningera, który śpiewa chwilami tak jak Claus Lessmann ze znanego Bonfire. Mniej hard rocka, a więcej metalu jest w Send Them To Hell, utwór brzmi mocniej i podobać się w nim mogą przede wszystkim partie instrumentów. Refreny mogłyby być trochę lepsze. Zdawać by się mogło, że po czterech energicznych rockerach przyszedł czas na balladkę. Chase Your Dreams zaczyna się spokojnie, z dobrymi partiami gitary w tle. Później jednak numer przyspiesza, w tle podbrzmiewa dość szybka perkusja. Kompozycja może się trochę kojarzyć z twórczością The Poodles z czasów ich debiutu. Cieszyć może, że Niemcy mają pomysły na ciekawe, dość oryginalne kompozycje. Prawdziwe zaskoczenie można przeżyć słuchając Maniac - coveru bardzo znanego utworu będącego kiedyś parkietowym hitem. Michael Sembello mógłby zdziwić się, z jaką łatwością wyszła ta przeróbka. Dzisiaj oczywiście nikt na nią nie zwróci uwagi, a Dark Sky dzięki niej nie staną się sławni. Jest to po prostu ciekawostka. Saints Beneath The Sky to rocker trochę spokojniejszy od tego, do czego mogliśmy przyzwyczaić się słuchając płyty. Pleasure And Pain za sprawą refrenu określiłbym jako kawałek inspirowany Brother Firetribe. Niemcy chcą najwyraźniej walczyć o podobną publiczność co Skandynawowie. Moim zdaniem nie mają dużych szan, ale próbować warto. Zbliżając się do zakończenia płyty muzycy uspokająją tempo. Believe It jest wolniejszy (choć nie wolny) od poprzedzającego repertuaru i brzmi po prostu potężnie. Uatrakcyjniają go niezłe partie instrumentów i dobre refreny. Moim zdaniem na płycie nie ma wielu lepszych kawałków. Na sam koniec pojawia się pierwsza i jedyna ballada na krążku. Meaning Of Life nie jest rewelacyjne, aczkolwiek określiłbym je jako mieszankę Bonfire z Fair Warning. Pod koniec trafiamy jeszcze na bonusowy utworek, który jednak można sobie spokojnie podarować. Nie pasuje stylistycznie do reszty materiału i po prostu jest słaby.

Nie jest to płyta z gatunku "trzeba ją mieć". Nie jest to dzieło, o którym należałoby opowiadać swoim dzieciom opowieści. Niemniej jednak Empty Faces pokazuje bardziej zmetalizowane oblicze zespołu i myślę, że fani grupy powinni się z tą płytą obowiązkowo zapoznać. Dość solidne wydawnictwo, choć nie widzę większych szans, aby wdarło się przebojem na szczyty tegorocznych zestawień. Dobrze się go słucha, ale zbyt łatwo o nim zapomnieć. No i przegrywa w porównaniu z wcześniejszymi płytami kapeli.

Oficjalna strona zespołu: www.dark-sky.de

Guciomir
czerwiec 2008