Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DARE - Beneath The Shining Water [2004]
Wydawca: MTM Music / Legend

  1. Sea Of Roses
  2. Days Gone By
  3. Silent Hills
  4. Beneath The Shining Water
  5. The Battles That You've Won
  6. Allowed To Fall
  7. I'll Be The Wind
  8. Where Darkness Ends
  9. Storm Wind
  10. Last Train
Beneath The Shining Water

Skład: Darren Wharton - śpiew, instrumenty klawiszowe; Andrew Moore - gitara elektryczna; Richard Dews- gitara akustyczna; Gavin Mart - perkusja

Produkcja: Darren Wharton

Zespół Dare to jedna z większych legend w kręgach sympatyków AOR. Ich wydawnictwo zatytułowane Out Of Silence to nieśmiertelny klasyk, którego nie udało się im, a w zasadzie charyzmatycznemu liderowi zespołu Darrenowi Whartonowi, nigdy powtórzyć. W trakcie swej kariery Dare miał kilka różnych okresów, podczas których zespół grał odmienną muzykę mieszczącą się jednak w kanonie melodyjnego rocka.

Można powiedzieć, że z każdą kolejną płytą grają lżej. Najnowszy krążek zespołu to przedstawiciel trzeciego okresu zespołu, który określam jako atmosferyczny (romantyczny) rock. Jestem największym zwolennikiem pierwszego wcielenia zespołu, tego typowo AOR-owego, jednak tak naprawdę Dare cokolwiek gra, nigdy nie schodzi poniżej pewnego bardzo wysokiego poziomu. Nowy album dowodzonego przez lidera i kompozytora większości kawałków Darrena Whartona to w prostej linii kontynuacja kierunku obranego na poprzedniej płycie Walijczyków. Mamy tu do czynienia z dziesięcioma niewiele różniącymi sie od siebie utworami, ale pomimo tego płytę słucha się z zapartym tchem. Chcąc okreslić jak teraz Dare gra pokusiłbym się o porównanie ich trochę do Clannad (praca klawiszy, ich celtycki wydźwięk bardzo przypomina dokonania tejże grupy), Maggie Reilly, nieraz materiał brzmi też jak stare U2 (szczególnie The Battles You've Won). Słowem nie jest to typowa goszcząca w naszym serwisie muzyka. Ja jednak uważam, że jest to doskonały, bardzo oryginalny, nastrojowy album. Wystarczy posłuchać pięknej melodii w Sea Of Roses, czy przyprawiającego o dreszcze Silent Hills. Ale siłą tego albumu nie są poszczególne utwory, lecz fakt, że razem brzmią bardzo spójnie i że przez cały album przewija sie jedna muzyczna koncepcja. W przekroju całego wydawnictwa cały czas słyszymy klawiszowo-gitarowe pasaże z tu i ówdzie przewijącymi się celtyckim inspiracjami, które notabene widoczne są w wiekszym bądź mniejszym stopniu na każdej płycie Dare. Album jest wolny, melancholijny, pełen nostalgii, doprawdy ciężko go nazwać choć rockowym, czasem może denerwować fakt używania w aranżacjach solówek klawiszy zamiast gitar, ale album jest tak spokojny, że bez problemu można się do tego przyzwyczaić...

Cóż, jeżeli poprzedni krążek Dare, Belief, trafił w Wasze gusta, ten z pewnością trafi także. Reszcie radzę zapoznać się z jakimiś samplami, by uniknąć rozczarowań.

Oficjalna strona zespołu: www.dare-music.com

Vandervelde
sierpień 2004