Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DAN REED NETWORK - Slam [1989]
Wydawca: PolyGram / Mercury

  1. Make It Easy
  2. Slam
  3. Tiger In A Dress
  4. Rainbow Child
  5. Doin' The Love Thing
  6. Stronger Than Steel
  7. Cruise Together
  8. Under My Skin
  9. Lover
  10. I'm Lonely, Please Stay
  11. Come Back Baby
  12. All My Lovin'
  13. Seven Sisters Road
Slam

Skład: Dan Reed - śpiew, chórki, gitary akustyczne, gitary elektrorytmiczne, akustyczny fortepian; Blake Sakamoto - instrumenty klawiszowe, programowanie dźwięku, chorki; Melvin Brannon II - gitara basowa, chórki; Brion James - chórki, gitary akustyczne, gitary elektrorytmiczne, gitara prowadząca; Dan Pred - akustyczna i elektroniczna perkusja, programowanie perkusji

Produkcja: Nile Rodgers i Dan Reed Network

Dla większości osób sformułowanie "połączenie melodyjnego hard rocka z funkiem" jednoznacznie kojarzy się z Extreme. Nic dziwnego zresztą, gdyż jest to świetna kapela, która idealnie połączyła dwa wyżej wymienione gatunki muzyczne. Nie można jednak zapominać o tym, że podobna sztuka udała się również innym zespołom. Jednym z nich była chociażby formacja Dan Reed Network. Wydany w 1989 debiut zespołu zdobył uznanie w oczach części krytyków, a singiel Ritual dostał się do Top 40 Billboardu. Jasnym stało się to, że kapela ma znaczny potencjał.

Jednym z mankamentów debiutu było to, że muzyka na nim zawarta przez wielu była oceniana jako zbyt lekka czy wręcz plastikowa. Muzycy musieli być podobnego zdania, gdyż drugą płytę nagrywali już z nowym producentem. Wyprodukowany przez Nile'a Rodgersa Slam jest cięższy, mniej cukierkowy i zarazem ciekawszy od poprzednika. Zresztą, co tu dużo mówić, dwójka Dan Reed Network jest ich najlepszą pozycją w dyskografii i po prostu miażdzy pozostałe dokonania kapeli. Świadczyć może o tym również duża ilość promujących ją teledysków. Otwierający płytę Make It Easy wita słuchacza zakręconym riffem oraz świetną pracą basu. Cały czas coś się dzieje i dzięki temu nie można się nudzić. Gra gitary po prostu wwierca się człowiekowi do głowy i raz zapadwszy w pamieć, ciężko jest się od niej uwolnić. Numer tytułowy jest utrzymany w podobnym tempie. Zazwyczaj nie lubię przeciąganych przez wokalistę refrenów, w tym przypadku jednak kawałek został skomponowany tak, że wszystko jest w nim idealnie dopasowane. Odrobinę inny klimat nadchodzi wraz z Tiger In A Dress. Jest tu znacznie mniej hard rockowo, a całość bardziej przypomina melodyjne funky. Atutami piosenki są z całą pewnością ciekawe, pojawiające się co chwilę zagrywki gitarowe oraz lekki i przyjemny w odbiorze refren. Nie jest to pozycja, która spodoba się fanom ciężkiego rocka, jest jednak na tyle melodyjna i ciekawa, że osoby lubujące się w spokojniejszych kompozycjach będą zachwycone. Pierwszą balladą, która pojawia się na płycie jest Rainbow Child. Ten wyjątkowo pogodny i lekki utwór ma w sobie coś, co powoduje, że dobrze się go słucha. Tym czymś jest łagodny, charakterystyczny dla muzyki pop rytm oraz świetna gra gitary elektrycznej. Pomimo tego, że wszystkie opisane do tej pory numery na płycie są pozycjami udanymi, Dan Reed Network nie zamierzają spocząć na laurach i serwują nam kolejny ciekawy utwór w postaci Doin' The Love Thing. Intro może przerazić, w dzisiejszych czasach zyskałoby miano "nowoczesnego" w złym znaczeniu tego słowa (bliżej niezidentyfikowane dźwięki, chwilowo odnosimy nawet wrażenie, że pochodzą one z kreskówki). Szczęśliwie jednak, utwór przeradza się w świetnego, utrzymanego w średnim tempie rockera. Riff, który możemy w nim usłyszeć jest kolejnym z gatunku "wwiercającyh się" do głowy. Ponownie ciężko jest się od niego uwolnić i może się zdarzyć, że na długo zapadnie on w pamięci. Gitara ze Stronger Then Steel przywołuje na myśl Top Guna i słuchając tego numeru odnosimy wrażenie, że podróżujemy w przestworzach. Fani AORu powinni być usatysfakconowani. Numer 7 na płycie to prawdziwy killer. Hipnotyzująca gra basu wraz z nieziemskim, zakręconym riffem gitary elektrycznej tworzą niezapomniane połączenie. Jest to numer, przy którym schować się mogą dokonania bardzo popularnego Red Hot Chilli Peppers. Cruise Together jest jednocześnie powodem, dla którego przez ponad rok polowałem na internetowych aukcjach w celu zdobycia Slam do własnej kolekcji. Niewątpliwie ozdobą tego kawałka są świetne partie gitar w solówkach oraz zdecydowane tempo i zaśpiewany z pasją refren. Zespółowi nie udało się jednak utrzymać bardzo wysokiej formy i seria udanych utworów została przerwana. Numery ósmy i dziewiąty to niewyróżniające się z tłumu zapełniacze, które nigdy nie wzbudziły mojego zainteresowania. I'm Lonely, Please Stay ponownie sygnalizuje poprawę jakości. Zespół balansuje jednak na granicy melodyjnego popu i AORu, zatem osoby, które lubią bardziej zdecydowane brzmienia będą zawiedzione. Pod koniec krążka natrafiamy na jeszcze jeden godny uwagi utwór, a mianowicie All My Lovin'. Ta utrzymana w znanej już przez nas stylistyce ballada nie jest w żaden sposób oryginalna, powtarza jednak sprawdzone i wymyślone przez zespół patenty. Nie należy tego traktować jako wadę, gdyż utrzymujemy w ten sposób melodyjny i spokojny utwór, któremu na prawdę niczego nie brakuje.

Slam nie jest płytą przeznaczoną dla każdego. Dla niektórych fanów hard rocka będzie to pozycja po prostu za lekka. Przede wszystkim jednak, nie należy zrażać się "plastikowością" wydanego wcześniej debiutu i dać szansę Slam. Ta wyjątkowa płyta łączy w sobie wiele dobrych elementów, dzięki czemu krążek jest bardzo melodyjny, a jego ozdobą są świetne riffy i ciekawa gra basu. To nic, że perkusja została przesunięta na dalszy plan. Płyty dobrze się słucha i jest warta polecenia. Trafia ona do mnie o wiele bardziej niż inne krążki z tej stylistyki, wydane przez chociażby Living Colour czy też Mother's Finest.

Brak oficjalnej strony wykonawcy

Guciomir
lipiec 2007