|
Skład: Giacomo Gigantelli - śpiew, chórki; Roberto Priori - gitara prowadząca, chórki; Stefano Peresson - gitary, instrumenty klawiszowe, chórki; Stefano Gregori - gitara basowa, chórki; Paolo Palmieri - perkusja, chórki
Gościnnie: Jody Gray - chórki, dodatkowe partie instrumentów klawiszowych, gitary akustyczne; Mark Cobrin - chórki; Stephan Galfas - chórki; James Palace - chórki; Michael Palace - chórki; Noah Baron - chórki; Grace Jones - chórki w 4
Produkcja: Jody Gray i Mark Cobrin
Gdzieś tam w otchłani dziejów wiele płyt nie zostało wydanych z różnych powodów. Niektóre z nich ukazują sie jednak po latach i można się nimi delektować, wprawdzie z opóźnieniem, ale zawsze. Do grona zespołów, które spotkał taki los dołącza włoska formacja Danger Zone ze swoim krążkiem Line Of Fire.
Grupę Danger Zone powołał do życia na w początkach lat '80 gitarzysta Roberto Priori. Mając za sobą kilka zmian składu i nagranie paru demówek Włosi wreszcie wydają tylko na winylu materiał o tytule Victim Of Time, zespół jednak zostaje zauważony przez lokalną publiczność i media dopiero trzy lata później. Efektem tego jest aparencja muzyków na kilku hard rockowych festiwalach, chłopaki otwierają m. in. koncert Saxon w Weronie. Ambicja rośnie, formacja wybiera się na występ do słynnego klubu Whiskey A Go Go w amerykańskim Mieście Aniołów; powstają plany zarejestrowania materiału na międzynarodowy krążek i podbicie muzycznego rynku w USA. W 1989 r. powstaje krążek pod okiem producenckiej ekipy (Galfas, Gray i Cobrin), która odpowiadała wcześniej za sukcesy Meat Loafa, Savatage, Strypera, Loudness i EZO. Dalsza część opowieści niestety nie jest już tak radosna. Muzycy planują przeprowadzić się do Los Angeles sprzedając nawet część swego osprzętu, by mieć pieniądze na wyjazd, ale rozmowy z wytwórnią płytową przedłużają się, a tymczasem świat opanowuje inwazja muzyki grunge... Do wydania albumu nie dochodzi, do rodzinnej Italii członkowie grupy powracają z niczym. Materiał zdobywa sobie kultowy status wśród fanów w podziemiu, po wielu latach nacisków i zapytań płyta o tytule Line Of Fire ukazuje się finalnie w zremasterowanej wersji w 2011 r. dzięki staraniom niemieckiej wytwórni Avenue Of Allies Music. Zawartość krążka stanowią autorskie nagrania Włochów pochodzące ze starych demówek, plus trzy covery. Wydawnictwo rozpoczyna utwór tytułowy, Line Of Fire, będący dość ostrożnym balansowaniem pomiędzy melodyjnym hard rockiem a AOR-em. Gdyby tak zmieszać ze sobą Journey z Aviatorem i Tyketto, to mniej więcej otrzymalibyśmy taki styl grania. Od razu dodam, że w głosie wokalisty dostrzec można też pewne podobieństwa do maniery śpiewania Joe Lynn Turnera, co tylko dopełnia całości. Na pozycji drugiej dostajemy bardzo pomysłowo zaaranżowany cover Children Of The Revolution z repertuaru T. Rex. Włosi zagrali go w ciekawej wersji, mianowicie momentami jest ostro i zadziornie, hard rockowo, a chwilami łagodniej, niemal popowo , jakby na wzór Billy'ego Idola. Kapelusze z głów, bo moim zdaniem przeróbka ta jest lepsza od i tak niezłego przecież oryginału. Trzecia kompozycja w zestawie to już ballada. Walk Away do panteonu najlepszych pościelówek zapewne nie dołączy, jednak miło się owej piosenki słucha. Jakieś przebłyski Leppardów w głosie Gigantelliego i chwilami nawet w brzmieniu gitar, ciepła solówka, jednak czegoś w ścieżce zabrakło. Za to znamiona hitu nosi kolejna propozycja Włochów - Fingers, de facto jeden z moich ulubionych numerów z tego krążka. Fajne, hard rockowe riffy, pulsujący gustownie bas i ciekawe aranżacje wokalne, no i porządna solówka czynią ten utwór bardzo atrakcyjnym. Trochę tu z Aviatora, trochę z Honeymoon Suite z drugiej połowy lat '80, plus coś jeszcze, co akurat wyleciało mi z głowy. Coś ze wspomnianych przed chwilą Kanadyjczykow da się odnaleźć w nagraniu zatytułowanym State Of The Heart. Głos gardłowego nabiera chrypki, przez co zbliża się on do lubianego przeze mnie Fernando Garcii (ex -Victory, Wicked Sensation). Jest nieźle, chociaż czegoś wciąż brakuje, by popadać w ekstazę. Hardline to raz jeszcze umiejętne mieszanie AOR-u z hard rockiem. Tym razem do muzycznego miksera wrzucono Aviatora z tą odsłoną KISS z lat '80 (co szczególnie słyszalne jest w refrenach). No, nie powiem, miło się tego słucha i chyba nie da się tu na nic ponarzekać. Więcej szybszego hard rocka mamy w The Hunger, tu już kłaniają się co bardziej dynamiczne kawałki Rainbow, kiedy mikrofon dzierżył tam Turner, aczkolwiek momentami mamy śpiew bardziej zadziorny, coś jakby w stylu Krokusa czy Victory. Całości ścieżki dopełnia, może nie rewelacyjna, ale z pewnością zgrabna solóweczka. Let Me Rock przypomina mi nie wiedzieć czemu niektóre kompozycje Keela i Banshee. Może to przez rytmikę kawałka, może poprzez podobne rozwiązania melodyczne, nie wiem. Kolan nie ugnę, ale i narzekał nie będę. Znów zwrócę uwagę na gitarowe solo. Zapomniałem wspomnieć, że to akurat cover raczej mało znanej ekipy o nazwie Chequered Past, gdzie śpiewał Michael Des Barres. Jak coś ma w tytule "Love", to zazwyczaj jest to ballada. Istotnie, That’s Why I Fell In Love With You to jeszcze jedna pościelówka, juz ostatnia (na szczęście nie ma ich wiele na tym wydawnictwie). Dużo lepsza od tej z początku płyty, jakby bardziej nadająca się do emisji radiowej i z pewnością wstydu grupie nie przynosi. To również cover, tym razem zapożyczony od śpiewaka country Eddiego Rabbitta (niestety nigdy nie słyszałem oryginału, zatem nie mam jak porównać). Najlepsze zdecydowanie zachowano na koniec - Love Dies Hard to kapitalny numer. Z jednej strony co nieco z wczesnych dokonań Bon Jovi (choćby wstęp do utworu), ale i sporo z gitarowej roboty Dokken (posłuchajcie tylko podkładów pod zwrotki), do tego szczypta Rainbow (znów te turnerowskie zaśpiewy). Jak dla mnie, Włosi mogliby tak grać przez cały album i wcale bym się z tego powodu nie pogniewał. Naprawdę świetny numer.
Włosi wierzą w sukces tego krążka i nawet się reaktywowali, by nagrać jego następcę i wystąpić z serią koncertów. Do klasyki gatunku płyta zapewne nie dołączy, niemniej jednak jest moim zdaniem godną uwagi pozycją dla fanów muzyki z pogranicza melodyjnego hard rocka i AOR-u. Rzecz dla sympatyków Aviatora, Honeymoon Suite, Keel, Rainbow i Tyketto.
Oficjalna strona zespołu: www.dangerzoneweb.com
Guitarrizer marzec 2011
|