Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DANGEROUS TOYS - Pissed [1994]
Wydawca: DMZ Records / Deadline Records / Cleopatra

  1. Pissed
  2. Paintrain
  3. The Law Is Mine
  4. Promise The Moon
  5. Strange
  6. Loser
  7. Hard Luck Champion
  8. Screamin' For Me
  9. Oh Well, So What!
  10. Illustrated Man
Pissed

Skład: Jason McMaster - śpiew; Mark Geary - perkusja; Scot Dalhover - gitary; Paul Lidel - gitary, chórki; Mike Watson - gitara basowa, chórki

Produkcja: Billy Sherwood i Tom Fletcher

Trzeci album sleazowej formacji Dangerous Toys nie spotkał się z takim uzaniem jak dwa poprzednie. Można winić za to okres, w którym płyta została wydana i inwazję zespołów spod znaku grunge, ale myślę, że przy odpowiedniej promocji ta płyta by się spokojnie obroniła, no a przynajmniej zyskała status albumu kultowego jak wydany w tym samym roku krążek Mötley Crüe. Tymczasem wydany dla niezależnej wytwórni Pissed utonął w morzu rockowej beznadziei pokroju Nirvany. Album ten nagrano już bez gitarzysty Dany'ego Aarona, a zastąpił go Paul Lidel z formacji Dirty Looks. Niestety odbiło się to na solówkach, które nie są już tak techniczne jak na wcześniejszych płytach.

Krążek rozpoczyna kawałek tytułowy i coś, co od razu rzuca się w uszy, to zmiana stylu śpiewania wokalisty Jasona McMastera. Tym razem nie próbuje śpiewać specjalnie wysoko i czysto. Jego wokal kojarzy się trochę z agresywnym stylem Taime Downe z Faster Pussycat. Można też doszukać się podobieństw do śpiewu Tommy'ego Parisa z Britny Fox, a i muzyka osculuje też gdzieś wokół trzeciego dzieła Foxów Bite Down Hard. Ja dla mnie bomba. Kawał potężnego hard rocka w sleazowym wydaniu. Paintrain również nie rozczarowuje. Można powiedzieć, że ten kierunek jest tutaj kontynuowany, chociaż pokuszono się przyprawić ten kawałek o southernowe smaczki. Jak komuś pasuje Mötley Crüe z Corabim, nie powinien być rozczarowany. To muzyka w sumie ponadczasowa, bo nie czuje się, że brzmi staro, choć klasyka hard rocka wylewa się z każdej strony. Dla odmiany The Law Is Mine to mniej agresnywn numer. Taki typowy sleaze rock pod Pretty Boy Floyd czy wczesne Poison. Nie jest jakimś gniotem, ale i nie ma się czym zachwycać. Na pozycji nr 4 ballada. Coś, co muszę zaliczyć na plus to fakt, że panowie nie przesłodzili, a mimo to cały czas jest bardzo nastrojowo. Jason może nie jest jakimś wybitnym wokalistą, ale pokazuje, że potrafi zaśpiewać z nerwem. Dowodem ma być piąty na płycie utwór Strange. Tutaj słychać agresję w głosie frontmana Dangerous Toys. Sam numer przypomina mi Faster Pussycat z jedynki. Myślę, że gdyby Jason miał lepsze warunki głosowe, mógłby śpiewać pod Tamiego, ale i tak wychodzi mu to całkiem dobrze. Jak dla mnie jeden z mocniejszych puntków albumu, no i tutaj poraz pierwszy na Pissed mamy do czynienia z porządnym solem. Loser również daje po kościach. Grupa trochę zapuszcza się w bluesowe klimaty, chociaż gra bardzo ostro. Takie AC/DC z okresu, kiedy śpiewał tam Bon Scott. Hard Luck Champion zalatuje Motleyami. To wcale nie zarzut. Trochę tutaj punka, ale to przecież typowe dla sleazowych kapel z lat '80. No i znowu mamy do czynienia z dobrym solem. Screamin' For Me przypomina debiutancki album Toysów, tyle że McMistrzu śpiewa tutaj jakby inaczej, o czym zresztą już wspomniałem wcześniej. Kawałek jest niczego sobie, ale jakoś bez specjalnych uniesień. Wściekłe wokalizy rozpoczynają następny na płycie Oh Well, So What! Numer to punkowo-motleyowy, pewnie spodoba się zwolennikom ekipy Sixxa. Napewno jest to granie z jajami, bardzo energetyczne i pobudzające do życia, chociaż mało odkrywcze. Na koniec tego krótkiego krążka Illustrated Man. Utwór to będący połączeniem luzackiego Dangerous Toys z debiutu i ciężkich rytmów charakterystycznych dla dwóch początkowych kawałków i paru innych następnych. W zasadzie doskonale oddaje klimat jaki panuje na całym albumie. Jak dla mnie od momentu Strange to najlepszy fragment płyty.

Tytułem podsumowania. Trzeci album Dangerous Toys należy uznać za udany. Nie jest może dziełem wybitnym, ale chyba nie o to chodziło. Płyta jest po prostu dobra i zupełnie bezpretensjonalna. Wszystkie porównania wynikają z tego, jaki styl obrało sobie Dangerous Toys na początku kariery, a to naturalna konsekwencja sleaze rockowego rozwoju, czy jak kto woli, dopasowania się do swoich czasów. No i jeśli chodzi o okładkę, po raz kolejny panowie nie zawiedli. Jest może ciut mniej malownicza niż dwie poprzednie, ale ten sleazowy groźny clown doskonale oddaje charakter muzyki Amerykanów. Dodam jeszcze tylko, że w Wielkiej Brytanii w latach '80 działał zespół o nazwie Dangerous Toys, również grający hard rocka, nie nagrali jednak żadnej płyty i tym samym ustąpili miejsca bardziej zacnym imiennikom. A Pissed oczywiście polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.dangeroustoys.net

LSDisease
kwiecień 2008