Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DAMN YANKEES - Damn Yankees [1990]
Wydawca: Warner Brothers / WEA / Rhino Flashback

  1. Coming Of Edge
  2. Bad Reputation
  3. Runaway
  4. High Enough
  5. Damn Yankees
  6. Come Again
  7. Mystified
  8. Rock City
  9. Tell Me How You Want It
  10. Piledriver
Damn Yankees

Skład: Tommy Shaw - śpiew, gitary; Ted Nugent - śpiew, gitary; Jack Blades - śpiew, gitara basowa; Michael Cartellone - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki

Produkcja: Ron Nevison

O, tak właśnie powinny brzmieć płyty wydawane przez supergrupy. Suma indywidualności powinna składać się na zgraną ekipę, przy okazji prezentującą swoje niecodzienne możliwości kompozytorskie i wykonawcze. Żeby tak się stało, konieczny jest dobór starych wyjadaczy, funkcjonujących na scenie dostatecznie długo, a przy tym utalentowanych, właśnie takich jak Tommy Shaw (ex- Styx), Jack Blades (ex- Night Ranger) czy Ted Nugent i dokooptowanie do nich zdolnego perkusisty, Michaela Cartellone. W 1990 roku ta dzielna czwórka stworzyła coś, co jest wymieniane jednym tchem z najlepszymi dokonaniami ostatnich lat ery świetności glam metalu/hard rocka, tym samym zawstydzając wielu kolegów z branży.

Zatytułowany eponimicznie debiut Damn Yankees stanowił wypadkową elementów wniesionych do niego przez poszczególnych członków zespołu, a więc słychać tu echa Night Ranger, Styx i solowych wyczynów Teda Nugenta, a także paru innych, nowszych drobiazgów. Album jest bardzo urozmaicony, znalazło się tu miejsce na glam metal, hard rock podbarwiony southern rockiem, szczyptę AOR-u , a także nieodzowne ballady. Formacja miała aż trzech wokalistów, którzy solidarnie stanęli za mikrofonami (Shaw i Blades dzielą między sobą partie wokalne, a Nugent tylko chwilami dodaje swoje trzy grosze), podobnie cała trójka szarpała struny, więc gitary momentami współtworzą w piosenkach tzw. potrójną oś. Otwierający wydawnictwo Coming Of Edge może służyć za przykład wspaniale zaaranżowanego, radosnego, amerykańskiego, gitarowego hard rocka, z fantastycznym podziałem wokali, przebojową, lekko "styxową" melodią, okraszonego rasową solówką. Rytm utworu i to niepodrabialne bujanie zdradzają wyraźne inspiracje muzyką country, co jednak w ogóle nie przeszkadza w jego odbiorze. Pozycję drugą okupuje Bad Reputation, oparty na nieco ostrzejszych riffach i typowo glam metalowych rozwiązaniach rytmicznych. Mimo swojej kliszowości numer broni się znakomicie, być może dzięki odpowiedniej dawce melodyki, przywodzącej na myśl Aerosmith (zwłaszcza w przedrefrenie) albo wigoru, dodanego dzięki solówce z "kaczuszką". Motyw rozpoczynający Runaway od razu zapada głęboko w pamięć, podobnie jak występująca po nim delikatna AOR-owa melodia, przepoczwarzająca się w chóralny refren. Fajnie brzmi tu płynne przenikanie się partii wokalnych wyśpiewywanych przez poszczególnych członków formacji w chórkach. Wysokie wartości sprzedaży krążka zapewniła jednak dopiero kolejna piosenka. High Enough uważa się nie bez kozery za jedną z power ballad wszechczasów. Można nawet powiedzieć, że Jankesi rozpostarli skrzydła i wznieśli się wystarczająco wysoko, by patrzeć na innych z góry. Cudowna melodia, perfekcyjnie wyśpiewane chórki, oraz smyczkowa, orkiestrowa podbudowa, nadająca kompozycji epicki wymiar, sprawiają, że ciężko się otrząsnąć z tych wszystkich emocji. Pewnie dlatego na pozycji piątej umieszczono zawadiacki i imprezowy Damn Yankees z wyraźnie wyeksponowanymi riffami, funkującym rytmem i wstawkami zagranymi tulejką slide. Po drugim refrenie oraz w końcówce numeru tytułowego kwartet oferuje nam małe trzęsienie ziemi, pełne gitarowych sprzężeń, zgrzytów i uderzeń perkusji. W Come Again klimat zmienia się znowu na balladowy, tym razem przypominający akustyczny styl Scorpions z niezapomnianego Holiday skrzyżowany z elementami muzyki Styx. Całość wypadła bardzo przekonująco i po raz kolejny przebojowo. Kawałek jest rozbudowany, ze zmianami tempa i licznymi gitarowymi popisami, dowodzącymi niepospolitych umiejętności Shawa i Nugenta. W Mystified formacja daje wyraz swojej fascynacji southern rockiem, a nawet country, momentami ma się wrażenie, że te zagrywki slide i delikatne ozdobniki dochodzą z jakiegoś saloonu. I trzeba przyznać, że sprawdza się również w takim repertuarze. Zupełnie zaskakuje za to Rock City, podczas słuchania którego kilkakrotnie sprawdzałem, czy na płycie nie udziela się czasem Billy Idol (a jednak nie). Tak, to utwór będący niemal kopią jego dokonań, zarówno pod względem specyficznego sposobu budowania melodii jak i artykulacji wokalisty. Dobry, mimo swojej oczywistej wtórności. Mocno ocierający się o AOR Tell Me How You Want It mógłby spokojnie znaleźć się na pierwszym albumie Night Ranger i wcale nie przyniósł by mu wstydu. Konfrontacja dość ostrych gitar z lekką melodyką i wielopoziomowymi chórkami przynosi nadspodziewanie udany rezultat, aż chce się śpiewać ten refren razem z chłopakami... I w tym momencie mogliby skończyć, gdyż zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich, zagrany z punkową ekspresją, ale cierpiący na brak dobrego pomysłu kompozycyjnego Piledriver przypomina trochę twórczość Nugenta, choć w tym wypadku energetyczny kawałek galopuje donikąd i nie pomagają mu nawet szaleńcze, wirtuozerskie solówki.

Trudno mi sobie nawet wyobrazić, że debiut Damn Yankees nie trafi w gust jakiegoś fana melodyjnego hard rocka. Album skonstruowano bowiem na zasadzie "dla każdego coś miłego", a ta rozmaitość klimatów i wysokiej próby kompozycje idące w parze z klasą wykonawczą samych muzyków sprawiają, że podczas słuchania krążka zwyczajnie nie można się nudzić - nic dziwnego, że swego czasu pokrył się podwójną platyną. Dlatego gorąco polecam go wszystkim Czytelnikom niniejszej strony.

Brak oficjalnej strony zespołu

Hardlover
październik 2009