Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DAMNED NATION - Road Of Desire [1999]
Wydawca: Z Records / Orchard / Pony Canyon

  1. Come Hell Or High Water
  2. When The Truth Becomes A Lie
  3. Road Of Desire
  4. Hold On
  5. Calling Your Loveline
  6. Soulstealer
  7. I Got What It Takes
  8. Life Is a Mission
  9. The Reason I Live
  10. Love And Devotion
  11. Coming Home
  12. Endless Dream
Road Of Desire

Skład: Thomas Thorsen - śpiew; Roger Jern - perkusja, chórki; Magnus Jönsson - gitara basowa; Robert Warnqvist - gitary, chórki; Anders Andersson - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Damned Nation

Wydanie drugiego albumu okazało się być dla szwedzkiej ekipy bardzo trudnym zadaniem. Materiał na płytę zaczął być przez muzyków komponowany już w 1996 roku, czyli niedługo po pojawieniu się debiutu. Niestety nawalił wydawca, gdyż Damned Nation byli przez niego cały czas karmieni pustymi obietnicami. Czara goryczy została przepełniona po trasie koncertowej w Tajlandii, po której to zespół miał już "na pewno trafić do studia i nagrać album". UFO - Records ponownie nie wywiązało się ze swoich zobowiązań, a obrażona ekipa zaczęła szukać nowego wydawcy.

Chłopaki nagrali na nowo demówkę, wysłali ją do paru wytwórni i podpisali umowę z pierwszym wydawcą, który się odezwał. Zainteresowanym okazał się być Mark Alger - prezydent Z-Records. W ten sposób po długiej przerwie na rynku pojawiło się wydawnictwo zatytyłowane Road Of Desire. W zespole przez te parę lat doszło do paru zmian w składzie. Miejsce perkusisty Leifa Erixona zajął Roger Jern znany z występów w Dead End Street, a do zespołu dołączył młody i utalentowany klawiszowiec Anders Andersson (na wszelki wypadek dodam, że nie chodzi tu o sławnego André Andersena znanego z Royal Hunt). Drugą płytę Szwedów można zcharakteryzować jako album, który nie ma w sobie zbyt wiele oryginalności, ale którego bardzo dobrze się słucha. Muzycy wiedzą, jak grać przebojowo i potrafią wzbudzić zainteresowanie. Chwała im za to tym bardziej, że końcówka XX wieku nie była korzystnym okresem dla grania w takim przebojowym stylu. Ich dodatkowym plusem jest jeszcze to, że materiał, który umieścili na płytce, jest dość różnorodny i że krążek zbyt szybko się nie nudzi. Styl gry i riffy, które możemy znaleźć na płycie są podobne do tego, co prezentuje Grand Illusion, choć Damned Nation mają w sobie więcej hard rockowej zadziorności. Przykładem takiej grania, choć dodam również, że nienajlepszym, jest rozpoczynające płytę Come Hell Or High Water. Jego riff jest zakręcony, ale sama kompozycja jest trochę zbyt skomplikowana. Zazwyczaj słucham płyty poczynając od When The Truth Becomes A Lie. Właśnie takim graniem zainspiruje się w przyszłości Grand Illusion. Szwedzi dobrze poradzili sobie ze stworzeniem dobrej melodii i wpleceniem w nią dynamicznych zagrywek. Siłą kawałka jest na pewno przebojowy refren i powiedziałbym, że jest to wizytówka kapeli. Tytułowe Road Of Desire jest typowym skandynawskim, wesołym graniem. Fani starych kapel coś pewnie tutaj dla siebie odnajdą. Większe wrażenie robi na mnieiHold On, wokalista śpiewa w nim przekonywująco, a cała ballada jest przesiąknięta Giantem oraz Whitesnake'iem. Niebanalna pościelówa. Bardzo ciekawie brzmi ostre Calling You Loveline. Gitary porządnie w nim trzeszczą, a sekcja rytmiczna dobrze spaja kompozycję. śpiew Thomasa Thorsena brzmi jak głos Roberta Soeterboeka, a okolice refrenów są odpowiednio energetyczne. Podoba mi się zagrana solówka gitarowa. Soulstealer brzmi jakby nagrała go inna ekipa. Utwór przypomina granie, które można by określić albo jako bardzo wczesne Europe, albo (i chyba trafniej) jako Kuni. Następnie mamy do czynienia z drugim "spokojniejszym" kawałkiem, czyli z I Got What It Takes, który okazuje się być bliźniaczo podobnym pod względem pomysłu do wcześniejszego wyciskacza łez. Nie jest to zarzut, dobrze się słucha takich kompozycji, a refren ma w sobie na prawdę dużo uroku. Life Is A Mission łączy w sobie zarówno hard rock, jak i elementy AORu. Zwrotki są bardzo spokojne i klimatyczne, a efekt zwiększany jest za pomocą kontrastujących do nich tempem refrenów. Trzeci wolniejszy kawałek to Reason I Live. Szczęśliwie brzmi on inaczej i może podobać się za sprawą melodii i refrenów. Damned Nation potrafią klimatycznie grać i bardzo się im to chwali. Plusem ich wolniejszych kompozycji jest również to, że nie są one wcale takie wolne i że jak na ballady są one dynamiczne. Zauważyć też można, że ilość spokojniejszych kompozycji wzrasta w drugiej połowie płyty i cieszyć może to, że ta zmiana w żaden sposób nie psuje płyty. Ba, jest wręcz odwrotnie, może stanowić zaletę. Dobre wrażenie robi na mnie również Endless Dream. Pojękująco-akustyczne balladki mogą się właściwie tylko bronić klimatem, a jak już wspomniałem Damned Nation wiedzą, jak go umiejętnie budować. Wspomniany utwór brzmi tak przygnębiająco, że słuchając go widzę oczyma wyobraźni żerujące kruki spoglądające na samotnego człowieka kroczącego niepewnie przez zgliszcza małego miasteczka. Refren Love And Devotion mógłby być trochę lepszy, chociaż muszę przyznać, że przejścia z mniej do bardziej dynamicznych fragmentów są całkiem sprawnie zagrane. Jest tutaj też trochę progresu. Coming Home może dla odmiany kojarzyć się z niektórymi kompozycjami Burning Rain. Mamy zatem kolejny dowód na różnorodność materiału na płycie. Płycie, którą jak można łatwo się domyślić będę polecać.

Damned Nation nie wymyślili nic nowego, ale stworzyli tak dobry materiał, że słuchanie go sprawia dużą przyjemność. Zespół ten jest mało znany, a szkoda, bo nagrał kilka ciekawych krążków i myślę, że warto dać mu szansę. A gdy patrzę na rok wydania Road Of Desire, tym bardziej mi się ten longplay podoba. Jest to dobra, lecz nierewolucyjna płyta i która choć nie jest dla fanów melodyjnego grania obowiązkowym elementem kolekcji , to jednak może ją uatrakcyjnić.

Oficjalna strona zespołu: www.damnednation.tk

Guciomir
maj 2008