Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

DAMN CHEETAH - Primal [2003]
Wydawca: Kivel Records

  1. Damn Cheetah
  2. Maybe Tomorrow
  3. If You Like What You See
  4. Forever
  5. Love Thunder
  6. Some Kinda Woman
  7. Without your Love
  8. Gimme Gimme
  9. King Of The Hill
  10. Hungry For Love
  11. Tonight
Primal

Skład: Les Brown - śpiew; Carl Fragnito - gitary, chórki; Anthony Fragnito - gitara basowa, chórki; Dante Renzi - perkusja

Produkcja: Tom Swift i Nick Tauber

Długie, gorące lato właśnie się rozpoczęło, dlatego też uwaga wielu fanów hard rocka skierowała się w stronę płyt, które z jednej strony nadawałyby się do rozkręcenia jakiejś imprezy, a z drugiej oferowałyby chwilę wytchnienia od rozgrzanej atmosfery. Wydaje się, że taką rolę świetnie spełniałby wydany sześć lat temu krążek mało znanej, amerykańskiej grupy Damn Cheetah. Pod tą nazwą kryje się formacja powstała pierwotnie w 1988 roku, jednak wówczas nie miała chyba szczęścia do wytwórni płytowych, gdyż po wydaniu kilku dem przerwała działalność. Muzycy zadecydowali o reaktywacji dopiero na początku obecnej dekady, wydając najpierw EP-kę, a dopiero 2 lata później debiutancki album. Gwoli ścisłości należy dodać, że bracia Fragnito grali wcześniej w Blacklace, Dante Renzi w Armed Forces, a Les Brown (dawno temu) w zapomnianej grupie NRG.

Zawarty na Primal materiał przenosi słuchacza w czasy, w których zespół stawiał pierwsze kroki, jawnie nawiązując do twórczości ówczesnej hair metalowej czołówki. Nie znajdziemy tu nawet cienia źle rozumianej nowoczesności, jest natomiast sporo miejsca na dobrze skonstruowane riffy, chwytliwe melodie (zwłaszcza w balladach), solówki, znakomicie wykonane przez niepospolitego gitarzystę Carla Fragnito i oczywiście, na śpiew Lesa Browna, wokalisty o nietuzinkowych umiejętnościach, znajdującego się tu we wspaniałej formie. W album wprowadzają nas odgłosy ruchu ulicznego, po których wkracza porządny, metalicznie brzmiący riff Damn Cheetah - party rockowego utworku, zaśpiewanego zachrypniętym głosem w stylu raczej kapel z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, jak Quiet Riot, czy Keel. Nienagannie zagrany, choć może niezbyt wyrafinowany. O kilka klas lepszy jest typowo hair metalowy Maybe Tomorrow. Chwytliwy riff, duża melodyjność, perfekcyjne przejścia między zwrotką i refrenem nie pozwalają przejść obok tej piosenki obojętnie, sprawiając, że nogi same rwą się do tańca. Brown pokazuje, że warsztat ma znakomity, a idealnie wkomponowana solówka Fragnito z elementami tappingu dopełnia całości. Dobra zabawa trwa dalej w If You Like What You See, z riffem i liniami wokalnymi jakby zaczerpniętymi z dorobku AC/DC, czy Cinderelli - to ten sam styl rockowego, niezobowiązującego luzu, w którym czuje się autentyczne emocje. A jeśli dodać do tego kolejną świetną solówkę... Na pozycji czwartej znajduje się ballada, dająca pierwszą chwile wytchnienia po imprezowaniu - na poły akustyczna Forever, zaśpiewana zaskakująco czystym, mocnym głosem. Specyficzna atmosfera wykreowana przez muzyków, harmonie wokalne i sama aranżacja budzą tu chyba u każdego oczywiste skojarzenia z Love Is On The Way Saigon Kick - ja dodam tylko, że Forever co najmniej dorównuje pierwowzorowi. Z tej melancholii budzi nas Love Thunder, nieokiełznany rocker oparty na prostym riffie, w którego klimacie słyszy się wyraźne wpływy starych ekip sleaze rockowych, zwłaszcza w zwrotce ma się wrażenie, że starzy Guns N’ Roses wrócili. Jeszcze bardziej odpowiada mi Some Kind Of Woman, w którego rozkołysanym rytmie i funkującej energii riffu słychać wpływy Bulletboys. Strasznie podoba mi się tu solówka, będąca zmyślną kombinacją zagrywek bottleneck i klasycznego shreddingu. Kolejny wolny numer, Without Your Love, dowodzi jednak, że solą twórczości formacji są ballady. Rozpoczynająca się akustycznie pościelówa z wchodząca potem drapieżną gitarą, z wokalem przechodzącym od łagodnego do niemal wykrzyczanego w przedrefrenie i charakterystyczną atmosferą, mogłaby spokojnie znaleźć się na pierwszym lub drugim albumie Skid Row. Jestem pewien, że piękniejszą połowę uczestników imprezy zmusi do mimowolnych ruchów biodrami... Kolejne trzy numery nie zrobiły już na mnie tak dużego wrażenia, chociaż trzeba przyznać, że są poprawne. Gimme Gimme jest mocno zakorzeniony w starym hair metalu, ale, mimo dobrego riffu, schematyczny do granic bólu. Częściowo ratują go: niezła solówka i wyraźne starania perkusisty, żeby dodać do brzmienia zespołu coś od siebie. Bazujący na bluesujących zagrywkach gitar elektrycznych i akustycznych King Of The Hill jest kolejnym nawiązaniem do dokonań Cinderelli. Zaśpiewany znakomicie, oczywiście solo nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a mimo to pod koniec zaczyna nużyć. Hungry For Love swoim połamanym riffem, średnim tempem i melodią nawiązuje do starego Lion, nawet wokalista stara się naśladować Kala Swana, jednak klasa wykonawcza grupy (w przypadku tej solówki z tapppingiem - klasa sama w sobie) nie idzie tu w parze z klasą kompozytorską. Na zakończenie mamy trzecią balladę, która okazuje się trzecim strzałem w sam środek tarczy. Odkąd usłyszałem Tonight, weszła ona do mojej "10" najlepszych kołysanek ostatniego 15-lecia - fantastyczna konstrukcja i wbijająca się głowę melodia, przywodząca na myśl po trochu Bon Jovi i Firehouse, doskonały pomysł na przyspieszenie tempa i eksplodującą solówkę po drugim refrenie, tworzą razem mieszankę długo nie dającą o sobie zapomnieć.

Primal jest krążkiem jak najbardziej generycznym, nie wytyczającym żadnych nowych ścieżek w muzyce, ale dzięki znakomitym kompozycjom, które na nim dominują, łatwo dającym się polubić (kilka wypełniaczy nie jest w stanie zmienić tej opinii). Duży rozrzut, jeśli chodzi o źródła inspiracji muzyków, okazuje się być zaletą. Dzięki temu trwający prawie 50 minut album nie nudzi i jest wart polecenia zarówno fanom hair metalowych, czadowych kawałków, jak i wielbiciel(k)om ładnych, melodyjnych ballad.

Oficjalna strona zespolu: www.damncheetah.com

Hardlover
lipiec 2009