Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

CRYSTAL BLUE - Detour [2003]
Wydawca: MTM Music / Marquee Inc.

  1. Damage
  2. Back On Track
  3. Someone
  4. Move On
  5. Second Chance
  6. Believe Me
  7. You And I
  8. Never Say Surrender
  9. Why
  10. This Is The Time
  11. Sylvia
Detour

Skład: Ove Lundqvist - gitary; Thomas Lassar - śpiew, instrumenty klawiszowe; David Persson - gitara basowa; Fredrik Larsson - perkusja

Produkcja: Crystal Blue i Jens Bogren

Jak to dobrze, że czasem dziennikarze muzyczni potrafią przyczynić się do powrotu kapel, może i nie najsławniejszych, ale za to grających z niezwykłą świeżością i przesyconych melodyjnością lat osiemdziesiątych. Taka właśnie historia spotkała gitarzystę Ove Lundqvista, który to za namową brytyjskiego gryzipiórka skrzyknął chłopaków po przerwie liczącej de facto 8 lat. Tak długa przerwa nie przyczyniła się wcale do utraty werwy, a wręcz podniosła w muzykach chęć do podzielenia się tkwiącą w nich młodzieńczą energią. Być może impulsem do tak udanego powrotu stała się podmianka wokalistów, gdyż na poprzednim krążku rolę gardłowego pełnił zaledwie 17-letni Stefan Nyqvist, a mimo to został przyjęty niezwykle ciepło w erze wszechobecnie zalewającego glob grunge'u.

"Kryształowo-Niebiescy" po wydaniu w 1994 r. Caught In The Game zostali uznani za kopię Treat i Europe, ale jeżeli ich gra miałaby tak wyglądać zawsze, to nie miałbym nic przeciwko tego typu zabiegom. Na Detour te porównania zdają się znajdywać jeszcze większe potwierdzenie. Album otwiera utwór, którego tytuł Damage winien siać zniszczenie w naszych głowach i rzeczywiście tak się dzieje, jeśli tylko brać pod uwagę klawiszowe intro żywcem jakby przypominające popisy Davida Rosenthala z Red Dawn. Następnie już tylko zwrotki napędzane głosem prawie "tempestowym" i refren zmuszający do przemyśleń. Tak dochodzimy do killera, czyli Back On Track - promującego całe wydawnictwo, przy okazji opatrzonego w teledysk (taka mała dygresja - czy tylko ja w wokaliście dostrzegam Jezusa?!). Miód malina proszę państwa . Łaczymy tutaj agresywność "Europejczyków" z okresu "Prisoners..." (zwrotki) z melodyjnością Skagarack ze Slice Of Heaven (refreny). Dalej chłopaki nie zwalniają tempa i znów serwują nam kolejny hit między oczy, konkretnie Someone z niezwykle ciekawie zaaranżowaną gitarą w refrenie (ten motyw może Was prześladować nawet w najbardziej intymnych miejscach, a w główce zostanie jeszcze dłużej); tym razem pan Lassar jako instrumentalista najbardziej czerpie z twórczości Mica Michaeliego po Out Of This World, co zresztą będzie się szczególnie wyczuwało w kolejnych piosenkach. Czwarte w zestawie Move On również nie daje zbytniego wytchnienia, hipnotyzuje słuchacza, aby klasycznie, jak tytuł na to wskazuje, poruszyć go do działania (i to nie tylko fizycznego) dzięki niezwykłej emocji w głosie wokalisty. Przyszedł czas na chwilę relaksu, a więc balladę Second Chance. Dla niektórych może ona okazać się strukturalnie za prosta i pełna banału, ale w tym tkwi właśnie siła tego kawałka, podpartego akustykami. Gdyby mnie ktoś tak prosił o kolejną szansę, na pewno bym się nie zastanawiał. Jeszcze dochodzi to mruknięcie a 'la Joey Tempest (bądź też Joakim Larsson) na końcu, sama śmietanka. Kolejne Believe Me uświadamia nam, że pomysłów członkom zespołu na rozkołysanie słuchaczy nie brakuje. Nie sugerujcie się tylko pierwszymi 20 sekundami utworu, gdyż pomyślicie, że chłopakom zachciało się techno/trance'u . Dalej w kawałku mamy to, co fanatycy skandynawskiego AORu kochają najbardziej, czyli gitary akustyczne współgrające z klawiszami i potrafiące rozbujać każdego człowieka w depresji. No i w dodatku ten wokal żywo przypominający Tempesta. Homeland, upss, przepraszam to już zostało zrecenzowane, miałem napisać You And I, które to nieodłącznie kojarzy mi się z tą właśnie nutą panów z główną siedzibą w Vasby, to numer siedem w kolekcji. Cóż, korzystanie z najlepszych wzorców jest jak najbardziej wskazane, ale mnie osobiście trochę to razi. Szybko przeskakujemy do następnego wymiatacza, jakiego serwuje nam czwórka ludzi z Orebro, czyli do Never Say Surrender ( czyżby też tak byli wpatrzeni w Red Dawn?). Jeśli mam być maksymalnie szczery, to jeżeli po usłyszeniu drugi raz refrenu w tej nucie nie zaczniecie wczuwać się w chórki, to sławne słowa naszej głowy państwa do pewnego dziennikarza, winny stać się Wam bliższe. Następnie niby wszystko cacy w Why - kozacko dozowane napięcie, dobre chórki w refrenach, ale po dawce solidnej porcji skandynawskiej energii, jaką zostaliśmy obdarzeni wcześniej, owa pieśń nie spala nam już takiej ilości kalorii. Co zaś się odwlecze, to nie uciecze i tak z naszych głośników rozbrzmiewa przedostatni numer, a mianowicie This Is The Time. Tak i to jest ten czas, kiedy kolejny raz zostajemy przygnieceni niesłychaną wręcz porcją adrenaliny. Wszystko to za sprawą refrenu będącego hołdem, jaki to "Kryształowi" składają całej rzeszy grających w latach '80 skandynawskich kapel. Na samym końcu, dane jest nam usłyszeć utwór obdarzony typową jak na standardy lat osiemdziesiątych nazwą - Sylvia, w którym możemy podziwiać talenty wokalno- "klawiszowe" frontmana zespołu; numer uspokajający i skłaniający do rozmyślań, polecany zdecydowanie dla ludzi z ADHD.

Album Crystal Blue jest niesamowitą podróżą w głąb tego, co z najbardziej melodyjnej przecież Skandynawii zdołało ujrzeć światło dzienne. Jeżeli nie mieliście szansy przesłuchać większości ze scandi-AORowych bandów, jak najszybciej zaopatrzcie się w recenzowany wyżej album. Daję gwarancję, że nie zawiedziecie się, bo jakżeby mogło być inaczej, skoro panowie na każdą ze ścieżek stworzyli swój idealnie wpasowany koncept. Melodia, świeżość, radość z grania - jeśli te słowa znaczą dla Was dużo, to na okładce owej płyty nigdy nie zdoła zagościć wiele kurzu.

Brak oficjalnej strony zespołu

Czleko
lipiec 2008