Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

CRASHDÏET - Rest In Sleaze [2005]
Wydawca: Universal Music Group / Stockholm Records

  1. Knokk 'Em Down
  2. Riot In Everyone
  3. Queen Obscene / 69 Shots
  4. Breakin' The Chainz
  5. Needle In Your Eye
  6. Tikket
  7. Out Of Line
  8. It's A Miracle
  9. Straight Outta Hell
  10. Back On Trakk
  11. Tomorrow (demo) [japoński bonus]
  12. Riot In Everyone (demo) [japoński bonus]
Rest In Sleaze

Skład: Dave Lepard - śpiew, gitara; Martin Sweet - gitara, chórki; Peter London - gitara basowa, chórki; Eric Young - perkusja, chórki

Produkcja: Anders Ringman, Chris Laney, Gustav Jonsson i Tommy Tysper

Rzadko się zdarza, aby w nowym tysiącleciu pojawił się zespół bezapelacyjnie kultowy. Za sprawą tego jednego albumu Crashdïet stało się formacją legendarną, do której przez najbliższe lata odwoływać się będą liczni recenzenci (ze mną na czele) i ogólnie pojęci pasjonaci hard rockowej muzyki. Od czego się to wszystko zaczęło? Chyba od miłości do melodyjnej, acz agresywnej muzyki. Chłopaki z Crashdïet zdają się żyć sleazem, a ich debiutancki album Rest In Sleaze jest chwytliwą, wciąż aktualną ikoną gatunku.

Zespół powstał około 2000 roku i rozpoczął zdecydowaną walkę w celu zdobycia popularności. Muzycy udostępniali swoje nagrania w Internecie, często koncertowali, a za swoje inspiracje podawali takie legendy jak Mötley Crüe, Guns N' Roses, czy też Hanoi Rocks. W 2002 z inicjatywy wokalisty Dave'a Leparda doszło do poważnych przetasowań w składzie, a w 2005 roku kapela wydała swój debiutancki krążek. Wielką sensacją stało się to, że wydawcą płyty została uznawana za jedną z "majors" wytwórnia Universal. Wielkie koncerny od lat ignorowały melodyjne hard rockowe granie i pomimo tego, Szwedom udało się podpisać umowę. Był to znaczny sukces, gdyż ułatwił on promocję albumu, a grupa nagrała cztery profesjonalne teledyski. Tym, co wyróżnia Crashdïet na tle stosunkowo licznych formacji, jest wszechobecna złość i agresja. Nie mam tu na myśli bezmyślnej napierdalanki, lecz świadome konstruowanie i budowanie utworów tak, aby słuchacz z każdą sekundą czuł, że krew w jego żyłach się burzy i że jego serce non stop pompuje adrenalinę. Numery zagrane przez zespół ociekają pasją, chłopaki wymiatają z godnym podziwu zaangażowaniem. Słysząc zdecydowany wokal Leparda ma się ochotę wstać i zrobić awanturę. Nawiasem mówiąc, Rest In Sleaze to nie jest muzyka dla łagodnych ludzi. Mogłaby dla takowych zadziałać niczym ośmielająca terapia ;). Właściwie to nie wiem, od czego zacząć, więc może pójdę po najmniejszej lini oporu i wspomnę o killerach. Na płycie znajdzie się ich kilka i przy każdym przesłuchaniu szczęką opada mi coraz niżej i mam ochotę na więcej. Dotyczy to również wydawnictwa jako całości, nie da rady przesłuchać go jeden raz, gdyż co by się nie robiło, trzeba go uruchomić ponownie. Riot In Everyone to po prostu hymn, hołd złożony agresywnemu, melodyjnemu hard rockowi. Zespół świetnie podszedł do sprawy aranżacyjnie, a wspominając wcześniej o tym, że z każdą sekundą budzi się we mnie zwierz, miałem na myśli przede wszystkim tę kompozycję. Uwielbiam te gitary, uwielbiam chórki. Do kawałka nakręcono całkiem niezły, profesjonalny teledysk. W bardzo podobnym tonie utrzymane jest Breaking The Chains. Można opisać je w zbliżony sposób. Również mamy do czynienia ze świetnym napięciem, ponownie możemy obejrzeć niezły wideoklip. Crashdïet dali czadu. Pomiędzy tymi dwoma killerami znajduje się kolejny hit, czyli Queen Obscene. Formacja gra trochę lżej, choć wciąż mocno i w większym stopniu stawia na melodię i przebojowe refreny. Dochodzą do tego świetnie dobrane słowa i mamy trzeciego killera. Na takim graniu wzorowali się ostatnio chłopaki z Edguy, skręcając w bardziej melodyjne rejony. Needle In Your Eye różni się od poprzednich nagrań przede wszystkim tempem, które tym razem dla odmiany jest średnie. Dało to muzykom większe pole do manewru, gdyż mogli przez to upchnąć wiele elementów takich jak zmiany rytmu, czy ciekawe gitarowe wstawki. Dużo się dzieje. Zespół preferuje najwyraźniej szybsze ścieżki, gdyż wraz z Tikket muzyka przyspiesza. Utwór pędzi do przodu nie odwracając się za siebie i kipi pozytywną złością. Out Of Line zaczyna się standardowo, bez większego polotu i gdy wydawać by się mogło, że ekipa niczym już nie zaskoczy, przychodzi czas na refreny zaśpiewane tym razem inaczej, z mniejszą mocą, za to z inną melodią i odmiennym klimatem. Ścieżka jako całość wciąż brzmi zdecydowanie. Crashdïet starają się zadbać o różnorodność materiału i grają kolejny odmienny numer. It's A Miracle w większej mierze stawia na partie gitary basowej, jest łagodniej, ale wciąż ostro i melodyjnie. Nie, chłopaki nie pobrudzili sobie rąk AOR-em, zagrali jednak coś na kształt ballady. Nazwa Straight Outta Hell kojarzyć się może z ostrą nawalanką, a zespół faktycznie gra mocno, wplatując w utwór hard rockowe riffy. Patrząc na resztę materiału kompozycja ma w sobie mniej sleazu. Spodoba się za to fanom bardziej klasycznego hard rockowego grania. Na ostatniej, dziesiątej pozycji znajduje się Back On Track i również brzmi hard rockowo. Melodia pełni tu ważną rolę, a fani Riot In Everyone, czy Breaking The Chains z pewnością zdziwią się słuchając tej ścieżki.

Koniec końców Rest In Sleaze jest albumem sleazowo-hard rockowym i spodoba się wszystkim amatorom takiego grania. Polecam go szczególnie tym, którym wydaje się, że melodyjne, mocne granie najlepsze lata ma już za sobą. Jest to z pewnością płyta wybitna i nie dziwię się, że formacja dorobiła się statusu kultowej. Krążek stanowi klasę samą w sobie i jest zarazem ostatnim longplayem Crashdïet z Lepardem na wokalu. R.I.P. Dave...

Oficjalna strona zespołu: www.crashdiet.org

Guciomir
październik 2009