Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** CRAIG GOLDY - "Wciąż nie mogę uwierzyć w to, gdzie jestem i co robię!" ***

Historia muzycznej kariery wielu, choć nie wszystkich muzyków, to sporo fascynujących opowieści. Swoimi dziś z nami dzieli się znany i ceniony gitarzysta, Craig Goldy. Od pierwszych muzycznych odkryć w czasach wczesnej młodości, przez czasy grania w Rough Cutt i Giuffrii, aż do dni chwały w szeregach legendarnego zespołu Dio i współczesne, kopiące tyłki występy z walijskimi ojcami chrzestnymi ciężkiego grania - Budgie... od chwalebnej przeszłości do obiecującej współczesności. Wywiad, którego udzielił nam Craig, miał miejsce w kwietniu 2010. Dziś wszyscy mamy smutną świadomość faktu, że nadzieja na koncert Dio w Polsce, którą pozostawił muzyk kierując swoje pozdrowienia dla czytelników serwisu, odeszła... Wciąż jednak - w imię fantazji, w imię bólu, w imię "jednej, wspaniałej szansy na doświadczenie cudu" :-) - Craig Goldy opowiada nam o swoich inspiracjach Deep Purple, pierwszym piwie, które wychylił z Ritchiem Blackmorem, występach przed polską publicznością i - przede wszystkim - o swojej przyjaźni i muzycznym partnerstwie z "małym człowiekiem o wielkim głosie".

HARD ROCK SERVICE: Witaj Craig! Dziękuję Ci za zgodę na wywiad i za samą rozmowę. Zacznijmy od najwcześniejszego etapu Twojej kariery tradycyjnym pytaniem - co zwróciło Twoją uwagę na muzykę hard rockową? Jakie były Twoje początki z muzyką, w jakim wieku sięgnąłeś po instrument?

CRAIG GOLDY: Od zawsze kochałem muzykę - wszystkie jej rodzaje. Jako dzieciak słuchałem różnych stacji radiowych, zarówno w swoim domu, jak i w domach moich kumpli. Często przełączałem stacje - od rockowych do bluesowych, emitujących R&B, jazz, muzykę klasyczną... i tak z powrotem do tych grających muzykę rockową... W każdym gatunku muzyki było coś, co mi się podobało - ale dość szybko nudziłem się słuchaniem jednostronnej muzycznie stacji. Szczególnie pociągało mnie jednak R&B - Ohio Players, Stevie Wonder, The Four Tops, The Temptations i tak dalej... Przełom nastąpił w dniu, w którym przesiadywałem akurat w domu kumpla - słuchaliśmy rockowej stacji radiowej i nagle rozległo się Burn Deep Purple. To było to! Później odkryłem, że każdy członek tamtego składu Purpli miał specyficzną skalę muzycznych inspiracji - każdy czerpał coś z całego spektrum moich osobistych upodobań. Blackmore to klasyczne rockowe brzmienie, Coverdale - blues, Glenn Hughes - R&B, zarówno na basie, jak i w warstwie wokalnej (nazywaliśmy go zresztą "białym Steviem Wonderem"!), John Lord - muzyka klasyczna, a Ian Paice - jazz. Miałem jakieś trzynaście lat, gdy usłyszałem tę piosenkę... to właśnie w tamtym momencie zdecydowałem, że chcę grać na gitarze. Porzuciłem wówczas swoje plany zajęcia się sztuką, choć moje rysunki z tamtego czasu przypominały fotografie.

Craig Goldy HARD ROCK SERVICE: Jakie były Twoje inspiracje i muzyczni ulubieńcy z tamtego wczesnego okresu?

CRAIG GOLDY: Zdecydowanie Deep Purple byli moimi ulubieńcami! Później odkryłem Rainbow i Black Sabbath z Ronniem. Później duży wpływ miały na mnie także inne kapele - jak choćby Van Halen, Scorpions, Kansas, Journey, Foreigner, Al Di Meola, Genesis i tym podobne.

HARD ROCK SERVICE: Kiedy odbył się Twój pierwszy koncert?

CRAIG GOLDY: Podczas domowej prywatki. Musiałem mieć wtedy jakieś piętnaście lat... Brat jednego z moich najlepszych kumpli dał mi gitarę specjalnie po to, by ją zniszczyć podczas występu - ot, taki trik. Odłączyłem więc swojego biało-czarnego strata, podłączyłem tamtą i zacząłem grać. Najpierw zachowywałem się, jakbym nie miał o grze pojęcia - czekałem, aż ludzie się rozczarują... oczywiście, na pomruki niezadowolenia nie trzeba było długo czekać, więc zapytałem: "Hej, jak wielu z Was sądzi, że ta gitara jest do niczego?" Wszyscy zaczęli krzyczeć, więc rozwaliłem instrument. Publiczność nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się stało - ale w tym samym momencie wyjąłem swoją gitarę i zacząłem grać... usłyszałem owacje! To było bardzo zabawne, zgotowaliśmy im niezłą niespodziankę. Sądzę, że jeśli nie pokusiłbym się wtedy o to małe szaleństwo, ludzie czuliby się rozczarowani - nie mieliśmy wokalisty, byliśmy wyłącznie kapelą instrumentalną, więc w pewnym sensie uratowałem tamten występ! Skądinąd nie mieliśmy nawet nazwy... byliśmy po prostu grupką przyjaciół z gimnazjum.

HARD ROCK SERVICE: Pierwszym zespołem podawanym w Twojej biografii jest Vengeance. Czy był to pierwszy zespół, w którym występowałeś na szerszą skalę?

CRAIG GOLDY: Nie, przed Vengeance były przynajmniej jeszcze cztery zespoły... Exodus, Foolish Pleasure, Asylum i Fury. W tamtym czasie powstała pierwsza napisana przeze mnie piosenka, którą nagrałem na taśmę ze znajomym perkusistą - później sformowałem z nim Exodus, był zresztą moim imiennikiem. Ale to właśnie Vengeance było kapelą, z którą nagrałem kasetę demo - tę, która później trafiła do Ronniego [Jamesa Dio] i zainicjowała przesłuchanie na muzyka Rough Cutt w L.A. Podczas tego przesłuchania moja gra wywarła na Ronniem duże wrażenie... postanowił spędzić z nami trochę czasu, co - jak się potem okazało - nie było jego zwykłą rutyną! Mam nagranie z tamtego dnia - Ronnie, Rough Cutt - bez Paula - i ja improwizujący do jednego z moich riffów, które szczególnie podobały się Ronniemu. To naprawdę zmiotło mnie z powierzchni ziemi - spełniło się moje ogromne marzenie! Bądź co bądź, mieszkałem wtedy na ulicy, sypiałem w samochodzie...

HARD ROCK SERVICE: Tak przechodzimy do tematu grania w Rough Cutt - jak wspominasz ten okres w karierze i współpracę z członkami zespołu, zwłaszcza z Paulem Shortino?

CRAIG GOLDY: Wszyscy byli naprawdę świetnymi kumplami, nieważne, jak zmieniał się skład! Paul i ja od razu staliśmy się dobrymi przyjaciółmi. Ronnie był producentem, a Wendy - jego żona i menadżerka - menadżerką Rough Cutt. Nagraliśmy w studiu kilka dem pod okiem Ronniego - nie obyło się bez perypetii, które jednak, koniec końców, zainicjowały moje późniejsze przyjęcie w szeregi zespołu Dio. Opowiem Wam historię z tamtego dnia... Wśród piosenek, które mieliśmy nagrać, była jedna zawierająca dwie różne solówki gitarowe. Pierwsze solo należało do drugiego gitarzysty, Chrisa Hagara. Nagranie go zajęło Chrisowi ponad trzy godziny - nie ćwiczył solówki wcześniej - i wtedy nadeszła moja kolej. Założyłem słuchawki i usłyszałem pytanie Ronniego: "Czy jesteś gotowy?" Powiedziałem mu wcześniej, że całą noc ćwiczyłem moją solową partię i bardzo chciałbym dowiedzieć się, co on sądzi na jej temat. Odetchnął wtedy z ulgą - poprzedni trzygodzinny maraton był przyjemnością tak wątpliwą jak wyrywanie zębów. Zagrałem więc tę swoją solówkę i gdy muzyka ucichła w moich słuchawkach, zerknąłem w głąb pomieszczenia kontrolnego, czekając na dalsze instrukcje... Wszyscy dosłownie zrywali boki ze śmiechu. Pomyślałem sobie -"O rany, nie podoba mu się" i usłyszałem wtedy: "Proszę raz jeszcze". Zagrałem więc ponownie i znów wszyscy się śmiali. Poczułem się naprawdę podłamany... Usłyszałem - "Jeszcze jeden raz, tym razem z większą pewnością siebie", wziąłem więc głęboki oddech i dałem czadu najlepiej, jak umiałem. I oczywiście - po raz kolejny wszyscy zebrani w pokoju kontrolnym, włącznie z moim ulubionym wokalistą Ronniem Jamesem Dio, aż trzęśli się od śmiechu! Ronnie puścił nagraną już solówkę, zatrzymał taśmę i zapytał "I jak sam to oceniasz?" Wówczas zasugerowałem, że może lepiej byłoby posłuchać kolejnych wersji... Zaprzeczył, a ja pomyślałem "O nie, teraz naprawdę mi się dostanie". Ronnie kontynuował zaś, mówiąc: "Nie możesz usłyszeć kolejnej wersji... to były wszystkie trzy!" Okazało się, że wyćwiczyłem się w graniu tej solówki na tyle dobrze, że zagrałem ją idealnie tak, jak miała być zagrana trzy razy pod rząd... i gdy Ronnie puścił wszystkie trzy wersje zarejestrowane na taśmie, brzmiało to jak jedna gitara! Powiedział wtedy "Skończyłeś robotę... trwającą w sumie jakieś pięć minut" i potem puszczał tę taśmę innym znanym muzykom, którzy wpadli do studia się przywitać. Z radością mogę przyznać, że był ze mnie dumny... oczywiście, odczuł też dużą ulgę, będąc przyzwyczajonym do muzyków ślęczących nad swoimi partiami przez całe długie godziny - tym razem nie musiał czekać. Moja gra i to, jak szybko zabrałem się do roboty wywarła na nim spore wrażenie - i przy tej okazji naprawdę się polubiliśmy. Któregoś dnia w studio powiedziałem do Ronniego: "Żałuję, że nie jestem w Twoim zespole..." On odwrócił się do mnie i odparł: "Wiesz, jeśli coś z Vivianem [Campbellem] nie wypali, o Tobie pierwszym pomyślę... i nie mówię tego po prostu po to, żebyś poczuł się lepiej".

HARD ROCK SERVICE: Kolejne lata przyniosły Twoje odejście z Rough Cutt i współpracę z zespołem Giuffria. Dlaczego pozostawiłeś poprzedni zespół i jak rozpoczęła się Twoja współpraca z Greggiem Giuffrią i resztą chłopaków?

CRAIG GOLDY: Był 1983 rok i właśnie zagraliśmy z Rough Cutt koncert w L.A., o naprawdę świetnej lokalizacji - przyszło mnóstwo ludzi z branży muzycznej. Mieszkałem akurat w domu Ronniego, podczas gdy on grał gdzieś z Sabbath i kończył prace nad Holy Diver - właśnie wtedy dostałem telefon od Gregga Giuffrii. Powiedział: "Mam dla Ciebie coś, czym możesz być zainteresowany". Spotkaliśmy się, on pokazał mi materiał wideo swój i Dave'a (Davida Glena Eisleya), a ja pomyślałem sobie... "Ci faceci będą kiedyś wielcy!" Wszyscy, włącznie z Ronniem, sądzili, że zwariowałem zostawiając Rough Cutt - które właśnie podpisało kontrakt z Warner Bros. - i dołączając do kapeli bez kontraktu, za to rządzonej przez faceta o kiepskiej reputacji... Cóż, patrząc na to z perspektywy - Rough Cutt wyleciało z Warner Bros., a Giuffria nagrała przebój oraz supportowała podczas trasy mój ukochany zespół - Deep Purple... Chyba jednak dokonałem właściwego wyboru!

HARD ROCK SERVICE: Giuffria wydała dwa albumy - zatytułowany Giuffria w 1984 roku i Silk and Steel w roku 1986. Jak oceniasz oba wydawnictwa?

CRAIG GOLDY: Grałem tylko na pierwszym, bez względu jednak na to myślę, że to właśnie był najlepszy album Giuffrii... nie dlatego, że ja znajdowałem się wtedy w studiu. Była to wyjątkowa płyta, powstała w wyjątkowym momencie, co odzwierciedliły nagrania!

HARD ROCK SERVICE: Z Giuffrią supportowaliście takie sławy hard rocka jak choćby Deep Purple. Jak wspominasz tamte doświadczenia?

CRAIG GOLDY: Trasa koncertowa z Deep Purple i Ritchiem Blackmorem była kolejnym moim marzeniem, które się spełniło! Omal nie wylecieliśmy zresztą z tej trasy już pierwszej nocy... i to przez moją solówkę! Nasz menadżer obudził nas wszystkich o trzeciej nad ranem, oznajmiając, że wylatujemy z trasy... "...chyba, że Goldy nie zagra solówki, a setlista zostanie trochę skrócona, wtedy zostajecie". Wszystkie oczy zwróciły się na mnie... cóż miałem zrobić? Zgodziłem się na wszystko i zostaliśmy. Trafiliśmy nawet przez to do wiadomości w MTV... Mówili tam: "Craig Goldy z Giuffrii wpędził legendarnego gitarzystę Ritchiego Blackmore'a w kompleksy". Z Ritchiem udało mi się porozmawiać dopiero ostatniej nocy trasy; właściwie to on mnie zagadnął - zapytał, jakim sposobem udaje mi się grać na scenie solo jedną ręką. Po koncercie spotkaliśmy się w przejściu w hali koncertowej, w której graliśmy - powiedział "Musisz pokazać mi, jak Ty to robisz". Zatkało mnie i z trudnością wydobyłem z siebie głos! Po chwili, kiedy trochę ochłonąłem, pomyślałem sobie "Ty kretynie, to przecież twój idol, Ritchie Blackmore, pyta CIEBIE jak coś zagrać na gitarze... dlaczego nie porozmawiasz z nim choćby jeszcze chwilkę dłużej i nie powiesz mu, jak wiele dla ciebie znaczy?!" Zebrałem się więc na odwagę i zapukałem do drzwi jego prywatnej garderoby, choć Ronnie ostrzegał mnie wcześniej, bym tego nie robił. Otworzył drzwi, więc powiedziałem mu od razu, że nie przeszkadza mi brak możliwości zagrania solówki i że był przez lata moim idolem...Wywrócił wtedy oczami i wyglądało, że zaraz mnie stamtąd wyrzuci... nie miałem już wtedy nic do stracenia i kontynuowałem. Powiedziałem, że "nie jest ważne, kto pojawia się z następnym gitarowym trikiem, ty i tak jesteś najlepszy i zawsze będziesz!" Wyciągnąłem rękę, by uścisnąć jego dłoń. Nim odwzajemnił uścisk i powiedział "wejdź", minęło zaledwie kilka sekund, ale mi wydawało się, że trwało to godzinami... Wówczas znalazłem się w prywatnej garderobie Ritchiego Blackmore'a... zawołał jednego ze swoich technicznych, by przynieśli mi piwo, i powiedział "Celuj w górną półkę". Tam, na szafkach leżała jedna z gitar Ritchiego, z tych, które rozbijał na scenie... tradycją było, że po garderobie krążyła nieustannie piłka do nogi, którą bywalcy próbowali trafić gitarę i rozwalić ją na kawałki. Spojrzałem więc na gitarę i na piłkę... i kopnąłem. Odbiła się z żałosnym skutkiem po całym pomieszczeniu, więc Ritchie zarządził kolejną próbę; za drugim razem było to samo, więc za trzecim powiedziałem "Pozwól spróbować mi jeszcze raz". Skupiłem na tym całą swoją uwagę - w końcu nie chciałem wyjść na totalnego głupka, szczególnie w obecności Ritchiego - i kopnąłem tę nieszczęsną piłkę. Trafiła w sam środek gitary i rozwaliła ją na kawałki, tak, jak miało być! Wszyscy gratulowali mi udanego strzału, w międzyczasie jednak odbita od gitary piłka wpadła na pozostawione tam przeze mnie piwo i rozlała je po całej garderobie, nim zdążyłem jeszcze na to zareagować. Nie mogłem w to uwierzyć... Ritchie jednak tylko się uśmiechnął i powiedział "przynieście mu jeszcze jedno piwo". Później długo rozmawialiśmy o tym, jak uczyłem się grać jego solówek i poznawałem wszystkie jego piosenki. Próbował mnie zagiąć w kwestii tytułów - parę razy musiałem mówić "nie, ten tytuł brzmi..." i poprawiać go, ponieważ Ritchie ewidentnie chciał mnie przetestować. Przepytał mnie nawet z niemieckojęzycznych tytułów piosenek, co pozwoliło mu uwierzyć, że naprawdę znam jego twórczość w stopniu, w jakim twierdziłem, że znam. Przyznał wtedy, że przywykł do mnóstwa ludzi twierdzących, że są jego największymi fanami tylko po to, by coś dostać w zamian... zamiast docenienia jego talentu i wkładu w muzykę rockową. Ja okazałem się inny, więc powiedział mi wtedy: "Nieczęsto zdarza się, by tak utalentowany facet jak ty był także tak miłym człowiekiem... Tu masz mój domowy numer telefonu, bądźmy w kontakcie, a tymczasem chodźmy do hotelu na drinka".

Craig Goldy HARD ROCK SERVICE: Będąc jeszcze w szeregach Giuffrii, uczestniczyłeś w słynnym projekcie Stars Hear 'N' Aid obok największych nazwisk heavy metalu. Jak wspominasz swój występ i sam udział w projekcie?

CRAIG GOLDY: To było wspaniałe doświadczenie! Ronnie poprosił mnie jako jednego z pierwszych muzyków o udział w projekcie, mówiąc "Wiem, że rozpoczniesz sekwencję solówek w sposób taki, w jaki powinno to zostać zrobione... co do innych, nie jestem pewien". Również Neal Schon komplementował moją grę, podczas gdy ja czułem się totalnie oszołomiony nie tylko rozwojem mojej kariery poprzez udział w tym projekcie, ale także możliwością poznania wszystkich tych słynnych muzyków, których podziwiałem! Generalnie rzecz biorąc... we wszystkich tych historiach, które opowiadam, nie próbuję podbudować swojego ego ani się chwalić. Chcę po prostu odpowiedzieć Ci na pytania w wyczerpujący i ciekawy sposób, nie zaś dawać Ci jedno lub dwuzdaniowe odpowiedzi! Chciałbym również podkreślić, jak wielkim szczęściarzem jestem mogąc doświadczyć w przeszłości tego wszystkiego, o czym dziś mogę Ci opowiadać.

HARD ROCK SERVICE: W tej chwili, wciąż jesteś gitarzystą w zespole Dio. Jak układa się Twoja współpraca z Ronniem obecnie?

CRAIG GOLDY: Wciąż traktuję to jak marzenie, które się spełniło... w dalszym ciągu, gdy wspólnie pracujemy w jego domowym studiu, nie mogę uwierzyć w to, gdzie jestem i co robię! Bywają momenty, gdy śpiewa wspólnie napisane przez nas piosenki... wspominam wtedy czasy odkrywania Rainbow albo Black Sabbath, i to naprawdę mnie porusza!

HARD ROCK SERVICE: W szeregach Dio zastąpiłeś Viviana Campbella - który później dołączył m.in. do Whitesnake i Def Leppard. Czy publiczność na koncertach Dio szybko zaakceptowała Cię jako zastępcę Viviana, czy był to raczej długi i ciężki proces?

CRAIG GOLDY: Właściwie... po części i jedno, i drugie. Bywały koncerty, na których fani Dio w pierwszych rzędach od razu spisywali mnie na straty i wywieszali bannery z napisem "Vivian #1"... ale gdy koncert pomału już się kończył, ci sami fani pokazywali mi uniesione w górę kciuki, krzycząc "Goldy #1"! Płyty, które nagrałem z Dio, budzą natomiast w ludziach mieszane uczucia... dla części recenzentów to ulubione albumy Dio od czasu Holy Diver, a dla części wciąż niezrozumiałym jest, dlaczego w ogóle przyjęto mnie do tego zespołu.

HARD ROCK SERVICE: Które z albumów nagranych wspólnie z Dio uważasz za najlepsze i najważniejsze wydawnictwo?

CRAIG GOLDY: Nawet jeśli Dream Evil był moim pierwszym pełnowymiarowym świadectwem współpracy z Ronniem i zawsze będzie dla mnie czymś wyjątkowym... za najważniejszy album muszę uznać płytę Magica. Po Strange Highways, Angry Machines i trasach promujących te wydawnictwa, słyszałem, że zdarzały się w ich ramach występy, na których Tracy'ego G po prostu usuwano ze sceny, a Ronnie miał takich rzeczy serdecznie dość... Poproszono mnie więc wtedy, bym wrócił. Wyniki sprzedaży płyt były w tamtym momencie generalnie dość słabe, a Magica została przez profesjonalnych recenzentów w branży uznana za powrót Dio na szczyt! Pomimo iż podobało mi się to, co Tracy wniósł do zespołu... byłem i wciąż jestem wdzięczny za możliwość ponownego wstąpienia w szeregi Dio! Dream Evil pozostaje natomiast dla mnie płytą absolutnie wyjątkową po dziś dzień... przede wszystkim dlatego, że fani do dziś wysyłają mi e-maile, pisząc, że to ich płytowy faworyt od czasu Holy Diver. To także pierwszy album Dio, na którym materiał stał się połączeniem stylu Dio i moich inspiracji twórczością Blackmore'a... to chyba zbiło trochę ludzi z tropu! Teraz bardziej doceniają tę songwriterską innowację.

HARD ROCK SERVICE: Czytałam, że masz na koncie także współpracę z Davidem Lee Rothem. Jakie były jej okoliczności?

CRAIG GOLDY: Ponieważ współtworzyłem większość materiału na Dream Evil, Warner Bros. (ówczesna wytwórnia płytowa Ronniego) poprosiła mnie o songwriterską współpracę w ich nowej filii "Warner/Chapel". Ofiarowałem więc piosenki, które napisałem kiedyś z Davidem Glenem Eisleyem - odrzuciła je wytwórnia, z którą podówczas usiłowaliśmy podpisać kontrakt... Mój wydawca z Warner/Chapel wysłał piosenki do Davida Lee Rotha, który akurat szukał materiału na swój trzeci solowy album. Gdy David usłyszał te utwory, poprosił o mój numer telefonu i zadzwonił do mnie pytając, czy nie chciałbym współpracować z nim przy pisaniu piosenek. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, dużo czasu spędzaliśmy razem i sporo imprezowaliśmy wieczorami. Podczas gdy jego zespół opanowywał mój materiał, David zaproponował mi angaż w tymże zespole. Powinienem pewnie się zgodzić... ale akurat pracowałem nad swoim pierwszym solowym albumem, Hidden In Plain Sight i mówiąc szczerze, miałem serdecznie dość bycia przez cały czas rozstawianym po kątach i instruowanym, co i jak mam robić. Wiedziałem, że jeśli dołączę do zespołu Rotha, wepchną mnie na siłę w obcisłe, zielone, spandeksowe spodnie i różową skórzaną kurtkę, po czym znów będę musiał wypełniać czyjeś polecenia bez żadnego wkładu ze swojej strony! Nie miałem na to najmniejszej ochoty, więc pomyślałem, że postawię na solową karierę - jeśli mi się nie uda, zawsze będę mógł dołączyć do czyjegoś zespołu koncertowego i i tak spadnę na przysłowiowe cztery łapy. Nikt z nas nie zdawał sobie jednak sprawy, że zbliżał się totalny przewrót rynku muzycznego, który koniec końców zmiótł nas wszystkich - by miejsce pozyskały nowe brzmienie i nowa moda. Z mojej współpracy z Rothem ostało się wyróżnienie za Złotą Płytę, podczas gdy mój solowy debiut osiągnął 10. miejsce w Japonii (przebijając Guns N'Roses i Ozzy'ego Osbourne'a), miejsce 4. w Europie i 67. w Top US 100. Trudno to uznać za zupełną porażkę...gdy jednak dziś o tym myślę, trochę żałuję tak odejścia z Dio, jak i odrzucenia zaproszenia Davida Lee Rotha.

HARD ROCK SERVICE: Opowiedz nam proszę o wspomnianej karierze solowej i porównaj wydane przez siebie albumy.

CRAIG GOLDY: Dotychczas wydałem trzy albumy solo; Hidden in Plain Sight, Insufficient Therapy i Better Late Than Never. Hidden in Plain Sight była zdecydowanie najlepszą płytą i odniosła możliwie największy sukces. Insufficient Therapy to dobry materiał, ale brzmi tragicznie. Pierwotnie surowe wersje, które przesłałem wytwórni, chciałem zremiksować i poddać masteringowi w celu uzyskania lepszego brzmienia... wytwórnia nie pozwoliła mi jednak na to, twierdząc, że brzmi to dobrze. Tak właśnie utknąłem z naprawdę kiepskim brzmieniem płyty. Better Late Than Never zaś również zawierała dobre momenty, w tym jednak przypadku wytwórnia płytowa zdawała się być bardziej zainteresowania brzmieniem gitar niż samymi piosenkami.

HARD ROCK SERVICE: Jednym z najnowszych projektów, w które się angażujesz, jest Destiny Bridge - pomoc dla młodych artystów. Proszę, opowiedz nam o tym.

CRAIG GOLDY: Nieznanym muzykom bardzo trudno jest wedrzeć się na rynek muzyczny. Chciałem im to ułatwić, żeby nie musieli przechodzić przez to wszystko, przez co my swego czasu musieliśmy. Projekt rozpoczyna się wraz z udostępnieniem książki zawierającej instrukcje, jak pisać przeboje i jak założyć zespół. Informuje ona również, jak działa przemysł muzyczny, jak może im posłużyć lub jak ich wykorzystać, jeśli nie zaczynają działalności ze świadomością procesów zachodzących w branży... Młodzi pozyskują wówczas równowartość informacji, które można zdobyć będąc przez jakieś dwadzieścia lat w przemyśle muzycznym. Wówczas wprowadzają wiadomości z książki w czyn, piszą piosenki, wysyłają mi demówki, a ja przekazuję je dalej w ręce "grubych ryb" muzycznej branży, co może zapewnić im kontrakt płytowy z gwarancją dystrybucji na cały świat. Udało się tego dokonać z paroma zespołami, które teraz stały się szerzej znane, zawarły intratne kontrakty i grają koncerty przed siedemdziesięcioma tysiącami ludzi... Te zespoły wciąż grałyby w garażach, gdyby nie darowana im szansa.

HARD ROCK SERVICE: Oczywiście, nie możemy pominąć tematu Twojego gościnnego grania w szeregach legendarnego hard rockowego zespołu z Walii - Budgie. Jak zaczęła się ta współpraca?

CRAIG GOLDY: Gdy Ronnie powrócił do Heaven and Hell - w tym samym czasie Budgie zaoferowano granie koncertów w Australii. Akurat nie mieli wtedy pełnoetatowego gitarzysty... a mnie pamiętali z czasów, gdy Dio i Budgie wspólnie koncertowali w Ameryce. Ich menadżer zadzwonił z pytaniem, czy mógłbym gościnnie zagrać na koncertach w Australii... później wszystko potoczyło się samo.

HARD ROCK SERVICE: Przez lata współpracowałeś z wieloma słynnymi ludźmi - Paulem Shortino, Greggiem Giuffrią i oczywiście Ronniem Jamesem Dio. Jak oceniasz współpracę z Burke'm Shelleyem? Czy zauważasz jakieś różnice?

CRAIG GOLDY: Właściwie Burke i wszyscy zaangażowani w działalność Budgie są bardzo podobni do rodziny muzyków z zespołu Dio! Wyznają bardzo podobne wartości i etykę pracy, i obecnie również są mi tak bliscy, jak rodzina.

HARD ROCK SERVICE: Jakie masz podejście do zagorzałych zwolenników Budgie, którzy wiernie trwali przy zespole przez cztery dekady wzlotów i upadków? Jak odbierała Cię publiczność z początku koncertowania z Budgie i co się zmieniło?

CRAIG GOLDY: Ponieważ nabrałem ogromnego szacunku do muzyki Budgie w miarę poznania zarówno ich twórczości, jak i rodziny Budgie... postanowiłem grać partie gitarowe tak, jak zagrałby je oryginalny gitarzysta. To przyniosło wzajemny szacunek i miłość pomiędzy mną a publicznością zespołu! W trasie staram się grać wszystkie partie gitary rytmicznej i solowej w jakości albumowej... myślę, że fani to dostrzegają i doceniają. To zawsze lepsze niż bieganie po scenie i gubienie nut.

Craig Goldy HARD ROCK SERVICE: Grając w Budgie, miałeś szansę zagrać sporo koncertów w Polsce. Również i ja miałam wtedy okazję zobaczyć Cię w akcji na scenie. Jak oceniasz polską publiczność? Jak wspominasz występy Budgie w Polsce?

CRAIG GOLDY: Kocham Polskę i wszystkich polskich fanów rocka! Polacy otaczają mnie ciepłem, którego nie zawsze zaznaję w innych częściach świata! Oczywiście, nie zrozum mnie źle - gdziekolwiek gram z Dio bądź z Budgie, fani są zawsze bardzo wdzięczni i doceniają to, co robimy na scenie... Nie wszystkie miejsca na świecie przyjmują nas jednak tak ciepło i owacyjnie, jak Polska!

HARD ROCK SERVICE: Brałeś już udział w najrozmaitszych gatunkowo muzycznych projektach - od bardziej "klawiszowych", lżej brzmiących kapel jak Giuffria, po gigantów sceny hard'n'heavy, takich jak Dio i Budgie. Czy jesteś zorientowany bardziej na hair metal, czy na hard rock/heavy metal? W którym repertuarze czujesz się bardziej komfortowo?

CRAIG GOLDY: Cóż, zdecydowanie w hard rocku/heavy metalu! Giuffria może i jest klasyfikowana jako "hair metal"... ale gdy posłuchasz całego pierwszego albumu, znajdziesz o wiele więcej odniesień do hard rocka i heavy metalu, niż do soft rocka, za przedstawicieli którego uznaje się ten zespół... W dodatku, decyzja dołączenia do Giuffrii była dla mnie bardzo trudna - gdybym był zorientowany na hair metal, nie byłoby dla mnie problemem jej podjęcie! Bruce Lee grał Kato w kilku odcinkach Batmana, nim okrył się legendą... jak myślisz, czy chciałby być zapamiętany jako Kato w kiepskim telewizyjnym show, czy jako legenda sztuk walki i filmu? Wygląda na to, że wszyscy musimy od czegoś zacząć!

HARD ROCK SERVICE: Która z części Twojej kariery jest dla Ciebie najważniejszą i zarazem dającą Ci największą szansę muzycznego rozwoju?

CRAIG GOLDY: Zdecydowanie Dio!

HARD ROCK SERVICE: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

CRAIG GOLDY: Teraz... ha, trudno wyglądać w przyszłość poza to, co przyniesie nam nagranie płyty Magica 2&3! Jestem zaangażowany w kilka projektów, z których może wyjść coś w przyszłości, ale nie jestem jeszcze pewien, jak to wszystko będzie ostatecznie wyglądało... Jeden z tych projektów obejmuje współpracę z byłym wokalistą Rainbow, Doogiem Whitem! Stworzylimy razem trochę materiału, podczas gdy Ronnie koncertował z Heaven and Hell... piosenki są bardzo nowe, świeże, jestem bardzo dumny i zadowolony z osiągniętego efektu! Są również rozmowy o wspólnym tworzeniu materiału na najnowszą płytę Budgie wraz z Burke'm w tym roku. Cóż, zobaczymy...

HARD ROCK SERVICE: Na koniec wywiadu, chciałabym Cię poprosić o słówko lub dwa dla czytelników Hard Rock Service i Twoich fanów w Polsce.

CRAIG GOLDY: Dziękuję Tobie i Hard Rock Service za zainteresowanie mną i moją karierą! Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiele wiesz o moim życiu i przeszłej oraz obecnej twórczości - bardzo mi to pochlebia! Nie mogę się już doczekać powrotu na koncerty do Polski pod koniec tego roku z Budgie i potem znów, gdy będziemy z Dio promować nową płytę Magica 2! Nie jestem jeszcze pewien, kiedy to nastąpi, jednak Wendy wspominała, że koncerty będą grane wszędzie! Kocham Cię, Polsko, i nie mogę doczekać się chwili, kiedy znów u Was zagram - Polacy są dla mnie jak rodzina!

HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za możliwość rozmowy, to była ogromna przyjemność i zaszczyt! Wszystkiego najlepszego w przyszłości!

CRAIG GOLDY: Dziękuję Tobie! Życzę wszystkiego najlepszego Tobie i wszystkim czytelnikom serwisu!

Oficialna strona artysty: www.craiggoldy.com
Oficialny profil na MySpace: www.myspace.com/craiggoldy

Twisted
30.05.2010

(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty i zostały użyte za jego pozwoleniem)

English version / wersja angielska