|
Skład: Klaus Luley - śpiew, gitary, gitara basowa, chórki; Thommy Schneider - perkusja; Marcus Schleicher - gitary, chórki; Franz Keil - instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Uwe Block i Peter Hauke
Kto słyszał kiedykolwiek o Craaft? Chyba tylko zagorzali fani melodyjnego rocka. Second Honeymoon to drugi krążek będący dziełem ekipy z Frankfurtu. Przed jego nagraniem doszło do małej rotacji w składzie. Miejsce Reinharda Bessera zajął Marcus Schleicher i z powierzonej mu roli wywiązał się bardzo dobrze, a za perkusją zasiadł Thommy Schneider. Jeżeli chodzi o samą grę Craaft to jest to skrzyżowanie AORowych początków lat '80 z ich hard rockową końcówką. Nie ukrywam, że właśnie takie połączenia lubię najbardziej.
Już po pierwszym rzucie oka na okładkę wiadomo, że mamy do czynienia z pełną energii płytą oraz że udzielającym się na niej muzykom nie brakowało poczucia humoru i młodzieńczej fantazji. Wygląd lekko łysawego frontmana sugerowałby coś zupełnie odmiennego. Klaus Luley udowadnia jednak, że to nie image jest najważniejszy, lecz to na ile lat się czujemy. Na samym początku krążka wita nas miłe dla ucha brzmienie gitary oraz zabawny skowyt wokalisty. Traktujący o miłości, która przeradza się w obsesję, Run Away jest mocnym, choć nie najsilniejszym punktem krążka. Posiada w sobie wszystko, by zyskać miano solidnego, dynamicznego i wesołego zarazem rockera. Największe wrażenie robią na mnie wspaniale wykrzyczane chórki w refrenach, niezłe klawisze oraz melodyjne prowadzenie gitary pod koniec kawałka. Drugi na płycie Twisted Up All Inside to kolejny przyzwoity rocker. Jego siła ponownie tkwii w dynamicznych i przebojowych refrenach, reszta utworu tak bardzo już jednak nie zachwyca - może za wyjątkim krótkich, pojawiających się w kawałku melodii. Tak czy inaczej, chłopaki z Craaft mogli się bardziej postarać. Na szczęście, wraz z każdym utworem kapela się rozpędza. Tajemnicza atmosfera z Chance Of Your Life to jedynie tło dla mocnego wejścia gitar i perkusji. Wyjątkowo dobrze wypada wokal Klausa Luleya, chwilami można zapomnieć o jego niemieckim akcencie. Co ciekawe, styl zaprezentowany przez Niemców w tej piosence wiele lat później zaadoptowało na swoje potrzeby Shotgun Symphony. Chance Of Your Life to jeden z moich faworytów z Second Honeymoon. Zespół można śmiało określić mianem mistrzów chwytliwych refrenów. Właściwie każdy z nich posiada w sobie to "coś", co powoduje, że nawet osoby pozbawione umiejętności śpiewania zaczynają wykrzykiwać go w trakcie słuchania utworu. Jane to jedna z tych ballad, do których trzeba się przekonać. W pierwszej chwili przeszkadza niemiecki akcent wokalisty. Po paru przesłuchaniach przestaje to być jednak większym problemem. Melodia, w którą kawałek został zaopatrzony, jest typowa dla złotych lat hair metalu, a jego powolne tempo idealnie nadaje się do bujania. Co więcej, do Jane nakręcono teledysk z prawdziwą żyletą w tle, dzięki czemu polubią go nawet ci panowie, którzy w normalnych warunkach nie gustują w balladach. Dodatkowy atut stanowi fajna solówka. Wstęp do Gimme What You Got nasuwa skojarzenia z Warrantem. Dalej mamy do czynienia z typowym dla Craaft materiałem. Na uwagę zasługuje z pewnością melodyjny i ciekawy zarazem riff oraz tradycyjnie już przebojowe chórki z refrenu. Partie Klawiszy brzmiš staromodnie, zawsze to jakaś odmiana. Słuchając intro do Running On Love ma się wrażenie, że mamy do czynienia z kopią Chance Of Your Life. Nic bardziej mylnego. Ani intro, ani riff, ani niespotykane do tej pory połamane tempo nie zapowiadają szaleństwa jakie Craaft zgotowali nam w refrenach. Utwór ten jest po prostu odmienny, nie przypomina typowych hard rockowych numerów i w tym tkwii chyba jego siła. Ciekawe melodie, cudowne wręcz refreny, które można śpiewać w nieskończoność, a do tego miła dla ucha gitara. Ciężko wymagać czegoś więcej. Zaopatrzone w pacyfistyczne przesłanie Illusions to kolejne niesamowite uderzenie ze strony Craaft. Kawałek powoli się rozpędza, można rzec, że hipnotyzuje słuchacza. Gra wszystkich instrumentów została idealnie zharmonizowana, a do opisania ognia zawartego w refrenach po prostu brak mi słów. Mistrzostwo. Chwilami zastanawiam się, jak to możliwe, że z tak dobrymi utworami Craaft nie zdobyli większej popularności. Wraz z Don't You Know What Love Can Be przychodzi czas na drugą balladę. Napędzana siłą klawiszy i wyjątkowo udanym wokalem potrafi wprowadzić słuchacza w nostalgiczny nastrój. Kawałek momentami przypomina twórczość Aldo Novy, a wejście gitary elektrycznej jest po prostu niesamowite. Porównanie obu ballad zamieszczonych na płycie wypada moim zdaniem na korzyść właśnie tego utworu. Are You Ready To Rock niczym się nie wyróżnia. Jest to typowy dla zespołu rocker, nie zachwycający oryginalnością. Niemniej jednak przyjemnie się go słucha i nie można określić go mianem wypełniacza. Europejskie wydanie Second Honeymoon posiada dodatkowo trzy utwory bonusowe, których próżno szukać na amerykańskiej edycji. Dodam, że jest to miły ukłon w stronę Europejczyków, gdyż takie sytuacje są rzadkością. Doradzam również, aby w przypadku chęci kupna albumu, rozglądać się za rozszerzonym wydaniem. Dwa z tych trzech utworów są tego po prostu warte. Dlaczego? Pierwszy z nich - Right To Your Heart to dla mnie numer jeden na płycie. Wysunięte na pierwszy plan klawisze oraz oryginalne gitarowe zagrywki czynią z tego rockera prawdziwą AORową perełkę. Numery takie można śmiało pokazywać osobom, które z melodyjnym rockiem nie miały wcześniej dużo wspólnego. Right To Your Heart to klasa sama w sobie, a o sile jego refrenu wspominać chyba nie muszę. Something For Nothing również zachwyca. Cała ekipa stanęła na wysokości zadania, serwując nam tym samym bardzo dobre zakończenie płyty. I choć schemat spokojne zwrotki - drapieżny refren, nie jest niczym szczególnym, to jednak Something For Nothing potrafi przykuć uwagę.
Craaft to jeden z tych zespołów, o którym ciężko jest usłyszeć przez przypadek. Nie jest to ani znana ani popularna kapela, a jednak grający w niej panowie potrafili komponować piosenki, które swoją przebojowością mogą się mierzyć z klasykami gatunku. Second Honeymoon to bardzo solidny krążek, którego po prostu nie da się nie lubić. Z czystym sumieniem polecam go fanom melodyjnego rocka. No i przypomnę raz jeszcze: koniecznie europejskie wydanie.
Brak oficjalnej strony zespołu
Guciomir kwiecień 2007
|