Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

COVERDALE/PAGE - Coverdale/Page [1993]
Wydawca: Geffen Records / EMI / BMG Direct / Sony Records

  1. Shake My Tree
  2. Waiting On You
  3. Take Me For A Little While
  4. Pride And Joy
  5. Over Now
  6. Feeling Hot
  7. Easy Does It
  8. Take A Look At Yourself
  9. Don't Leave Me This Way
  10. Absolution Blues
  11. Whisper A Prayer For The Dying
Coverdale / Page

Skład: David Coverdale - śpiew, gitara akustyczna; Jimmy Page - gitary elektryczne, gitara basowa, harmonijka, dulcymer, chórki; Lester Mendel - instrumenty klawiszowe, instrumenty perkusyjne; Jorge Casas - gitara basowa; Ricky Phillips - gitara basowa; Denny Carmassi - perkusja i instrumenty perkusyjne; John Harris - harmonijka; Tommy Funderburk - chórki; John Sambataro - chórki

Produkcja: Jimmy Page, David Coverdale i Mike Fraser

Tak naprawdę jest to płyta albo niezrozumiana, taka, która trafiła do odbiorców nie w porę, zmieszana z błotem przez krytykę i jakoś tak szeroko omijana. Sprzedała się też wcale w nienajwiększym nakładzie, co z pewnością może dziwić, bo przecież firmują ją dwa wielkie nazwiska.

Tak, macie rację - nazwiska same nie grają, bo najważniejsza jest muzyka. Na przekór wszystkim napiszę, że to, co znajduje się na tym krążku, jest niczym innym jak podręcznikowym przykładem ciężkiej, rockowej płyty. Ośmielę się także postawić tezę, że wśród wszystkich albumów, nazwijmy je "post-zeppelinowych", wydawnictwo Coverdale/Page świeci najjaśniejszym blaskiem i jest prawdziwą perłą. Piękną i niepowtarzalną. Panie i Panowie, przed Wami jedna z moich ulubionych, ukochanych rockowych płyt lat dziewięćdziesiątych. Zacząć chyba należy od samej góry, czyli od Led Zeppelin. Co z nich zostało? Tylko trzy czwarte składu i wspaniałe płyty. Na szczęście żaden z pozostałych muzyków nie zrezygnował z muzyki, choć każdy poszedł swoją drogą. Wcale nie uważam, że to źle. Wręcz przeciwnie. Bo bez tej decyzji nie byłoby omawianej płyty. Mamy więc Jimmy'ego Page'a, ikonę rockowej gitary i potężnych riffów. Towarzyszy mu równie utalentowany muzyk, wspaniały wokalista David Coverdale. Resztę składu uzupełnili Jorge Casas (bas), Denny Carmassi (perkusja) i Lester Mendel (instrumenty klawiszowe). Na harmonijce akustycznej zagrał John Harris. Już początek płyty może nastrajać optymistycznie. Pierwsze takty Shake My Tree to takie przywitanie. Akustyczna gitara Page'a zdaje sie mówić: "Cześć, tu Jimmy Page i kumple, posłuchajcie sobie naszej nowej płyty". Potem do gitarzysty dołączają pozostali instrumentaliści i na końcu Coverdale. I tu pierwsze zaskoczenie: David spokojnie kopiuje sobie Roberta Planta, całkiem udanie i bez wysiłku śpiewając tak jak on. A tak w ogóle to ten wokalista ujawnia tu swoją nieco inną twarz. Rzecz jasna nie można porównywać Planta do Coverdale'a i odwrotnie. Dalej mamy Waiting On You. Czy to już jest hit? Jeszcze nie, ale robi się coraz cieplej. Póki co jest to tylko dobry, rockowy numer i nic więcej. Płyta zaczyna wciagać, a przecież o to chodzi. Ten kawałek to tylko takie przedbiegi przed tym, co nastąpi dalej. No i mamy pierwszy hit: Take Me For A Little While. Może i jest to radiowe nagranie, co z tego. Podobać się tu może wszystko. Wspaniała gitara Page'a i ten zmęczony, ale jakże łagodny głos Coverdale'a. No i wspaniały finał w postaci gitarowej solówki. Przyznam, że osobiście bardzo lubię refren tego utworu. Pride & Joy natychmiast przywodzi na myśl Led Zeppelin. Przynajmniej jeśli chodzi o sferę gitarową - prawdziwy popis techniki i chyba przede wszystkim wyobraźni Page'a. Czas na Metal. Zaraz, zaraz czy aby na pewno wymienieni panowie potrafią grać Metal? Jasne, a pamiętacie słynny Kashmir? No, to mamy tutaj coś bardzo podobnego - Over Now. Koniec? A gdzie tam! Ten riff zdaje się nie mieć końca. Kontynuujemy w Feeling Hot i Easy Does It. Pierwszy z nich to szybki, post-zeppelinowski, rockowy numer. Drugi to taki typowe, mocne, gitarowe Led Zeppelin. Z jedną różnicą. W obydwu numerach śpiewa Coverdale. No ale nie można ciągle grać tego samego. Czas na coś w stylu Whitesnake. Mamy więc Take A Look At Yourself, który jest bardzo mocnym punktem tego wydawnictwa. Mocno zwalniamy w Don't Leave Me This Way - tego trzeba posłuchać, choćby ze względu na solo Jimmiego. Z każdą chwilą, ten spokojny kawałek rozrasta się, tworząc na koniec pokaźną ścianę dźwięku, Coverdale w końcówce znów drze się w stylu Planta. Absolution Blues to dziwaczny, chaotyczny początek. Ale z każdą minutą utwór nabiera mocy, a partia perkusji bardzo przypomina tę ze Still Of The Night Whitesnake. Na koniec płyty zostawiono to co najlepsze: Whisper A Prayer For The Dying z akustycznym, złoworogim fragmentem i heavy metalowy finał. Klasa.

Szkoda, że ten album ukazał się w roku 1993, w latach gdy muzyka rockowa była coraz częściej ignorowana w mediach. Chociaż może to i dobrze? Ci, którzy posłuchali, z pewnością nie załują. A ci, którzy jej nie znają, nie wiedzą co tracą. Polecam.

Oficjalna strona Jimmy'ego Page'a: www.jimmypageonline.com

Vincent
styczeń 2010