|
Skład: Niklas Swedentorp - śpiew; Anders "Kebbe" Lindmark - gitara basowa; Michael Larsson - gitary, chórki; Perra Johanson - perkusja; Matti Eklund - instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Michael Larsson
Szwedzi z Coldspell powracają ze swoim drugim albumem. Od czasu wydania debiutanckiego krążka skład kapeli nieco się zmienił, mianowicie wymianie uległa cała sekcja rytmiczna i teraz możemy posłuchać, jak sprawują się nowy bębniarz i basista. Chłopaki grają ostro i melodyjnie, a sczegóły już za chwilę...
Najpierw jedno konieczne wyjaśnienie, bo stosunkowo wiele osób myli tę ekipę z inną o podobnej nazwie, która gra nu-metal. Nie, zdecydowanie Coldspell z tamtą formacją nie ma nic wspólnego. Szwedzi specjalizują się jak najbardziej w graniu melodyjnej, acz ciężkiej odmiany hard rocka, brzmieniowo nawet plasującej się blisko heavy metalu. Najprościej porównać ich twórczość do takich ekip jak Jorn, Pink Cream 69, Jaded Heart (z ostatnich kilku płyt) i M.ill.ion. Zupełnie jakbyśmy mieli tu te 4 zespoły w pigułce wymieszane w różnych proporcjach. Niech dowiedzie tego choćby pierwszy numer z zestawu, czyli Heroes. Ciężkie brzmienie gitar jak u Jorna od razu rzuca się w uszy, natomiast muzycznie wiele podobieństw do nowego wcielenia Jaded Heart. Bardzo podobają mi się tu właśnie owe partie gitar, wioślarz ciosa solidne riffy, jednak moim zdaniem wokalista, choć głos ma niezły, psuje całość głupkowatym refrenem. Nie można było wymyślić innej melodii? Niby nic takiego, ale że to kawałek otwierający płytę, robi zgrzyt na starcie i przez to może psuć odbiór całego wydawnictwa. Drobna zmiana klimatów i w Run For Your Life chłopaki mieszają stylistykę znaną z albumów Pink Cream 69 i M.ill.ion. Dobrze im to zresztą wychodzi. Nadal jest melodyjnie, zgodnie z narzuconym tempem nagrania sunie sobie do przodu, a i pod względem wokalnym jest tu znacznie lepiej niż wcześniej. Nic odkrywczego, jednak miło się tego słucha. One In A Million wydaje się jeszcze spokojniejsze. Wciąż hard rock, ale nie aż taki zadziorny. Gardłowy śpiewa z manierą bliższą Carlssona ze wspomnianych już Szwedów z M.ill.ion, choć oczywiście dysponuje nieco inną barwą głosu (więc ten tytuł nie był chyba przypadkowy;)). W zasadzie bez zarzutu jest w Six Feet Under. Riffy całkiem przyzwoite, proste lecz chwytliwe, nie brakuje gitarowych smaczków typu króciutkie solówki. Refreny wpadające w ucho, no, po prostu bardzo udana kompozycja. Odmiennym stylistycznie nagraniem jest Time, tu jakby momentami więcej rock'n'rolla, chociaż i tak słychać inspiracje utworami Pink Cream 69. Ścieżka do bólu melodyjna i na tyle sprytna, że może spodobać się fanom nawet power metalu w stylistyce Helloween. Nadszedł czas na jednego z moich faworytów z tego krążka. Numer nosi tytuł Save Our Souls i podoba mi się ze względu na łączenie elementów stylu Wicked Sensation, Treat, M.ill.ion, że nie wspomnę o silnych echach lat '80. Chwilami wokalista aspiruje nawet do miana nowego Joeya Tempesta, a i chórki zaaranżowano tu zawodowo. Życzyłbym sobie takich kompozycji więcej. Ballada na wydawnictwie hard rockowym niespodzianką być nie powinna. Tutaj mamy The King i w zasadzie nie wiem, co o niej napisać. Może to, że chłopaki długo z czystymi brzmieniami gitar nie wytrzymali i w środku mamy serię mocniejszych dźwięków. Jest ciepło, ale i epicko zarazem i z tego powodu raczej nie jest to typowa pościelówka. Powrót fo hard rocka w Fate. Teraz z kolei mieszają się elementy stylów Jorna i powiedzmy, Crazy Lixx z ich drugiej płyty. Wszystko poprawnie zagrane, aczkolwiek by było bardziej przebojowo, muzycy musieliby jeszcze trochę nad tym utworem popracować. Jest OK, trzyma poziom, pasuje do konceptu albumu, ale hitem nie będzie. Za to podoba mi się następne w zestawie Seven Wonders. Tym razem mieszanka Jorna z Pink Cream 69, plus przede wszystkim kapitalna solówka, która jest tu dla mnie głównym wabikiem. Oczywiście linie wokalne też prowadzone są w sposób miły dla ucha, a to z racji silnych nawiązań do stylistyki hair metalowych lat '80. Widzi się tytuł Angel Eyes, myśli się "o, teraz będzie ballada", a tu nic z tego. Zwykły rocker, chociaż rzecz jasna melodyjny i dość nastrojowy. Myślę, że powinien spodobać się od razu płci pięknej, a i męska część słuchaczy nie powinna kręcić na niego nosem. Nadeszła pora na coś dla fanów Whitesnake, ścieżka o tytuleHeading For Tomorrow jest bowiem utrzymana w kliamatch, jakie ekipa Białego Węża prezentowała w drugiej połowie lat '80. Słychać nawet "bluesowe dotknięcia" tu i ówdzie. Ale Szwedzi nie byliby chyba sobą, gdyby tego nie pożenili z czymś jeszcze, tak więc w dalszej części tego kawałka dosłyszymy się i wpływów z M.il.ion. Album tradycyjnie już w przypadku tego zespołu zamyka kompozycja tytułowa. Out From The Cold rozpoczyna się od balladki trochę na styl country, ale dalej mamy już nieco nowoczesnego hard rocka. Odnosi się wrażenie, jakby muzycy próbowali tu mieszać style Fozzy i Black Label Society, z naciskiem na ten pierwszy. Nie do końca moje klimaty, ale bez większego bólu mogę posłuchać.
Płyta moim zdaniem dużo lepsza od debiutu, co idzie chłopakom na plus. Podsumowując, jest to naprawdę solidne wydawnictwo z kręgu ciężkiego acz melodyjnego hard rocka, które mogę polecić fanom wymienianych już zespołów Jaded Heart, Jorn, Pink Cream 69 i M.ill.ion. Sympatycy tych grup po prostu poczują się jak ryba w wodzie.
Oficjalna strona zespołu: www.coldspell.se
Guitarrizer marzec 2011
|