|
Skład: Tom Keifer - śpiew, gitara, dobro, mandolina, pianino; Eric Brittingham - gitara basowa; Jeff LaBar - gitara ;Fred Coury - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki
Gościnnie: The Memphis Horns: Andrew Love - saksofon, Dennis Ruello -saksofon barytonowy, Wayne Jackson - puzon; Jay Levin - pedałowa gitara slide; Jay Davidson - saksofon, pianino; Ken Hensley - organy; Rod Roddy - instrumenty klawiszowe; Brian O'Neal - pianino i instrumenty klawiszowe; Rick Criniti - instrumenty klawiszowe; Bashiri Johnson - instrumenty perkusyjne; Roy McDonald - programowanie; John Avarese - programowanie; John Paul Jones - aranżacje smyczkowe; Elaine Foster, Sharon Foster, Tara Pellerin, Carla Benson, Evette Benton, Curtis King, Brenda King, Tawatha Agee, Eric Troyer - chórki; Bobby Schumann - gitary; J. Harman - perkusja
Produkcja: John Jansen i Tom Keifer
W dwa lata po dobrze przyjętej płycie Long Cold Winter amerykański Kopciuszek nagrywa swe trzecie dzieło - Heartbreak Station. Cisza przed burzą, nowe dźwięki ze Seattle jeszcze nie przebiły się do mediów, więc nowy krążek Cinderelli może poszczycić się godną podziwu sprzedażą trzech milionów egzemplarzy. Muzycy kontynnują stylistykę obraną na drugim albumie, w utworach pojawia się jeszcze więcej wpływów bluesa i klasycznego rocka.
By urozmaicić kompozycje ekipa Toma Keifera poszerzyła swe instrumentarium o rogi, gitarę slide, dobro, czy saksofon, a do współpracy zaprosiła orkiestrę dyrygowaną przez Johna Paula Jonesa i licznych gości. Niemniej jednak dominującym i najbardziej charakterystycznym elemenem stylu gry kapeli nadal pozostaje głos samego Keifera, czyli wiarygodny falset na manierę AC/DC i Nazareth. Otwierający album utwór The More Things Change został również wybrany na jednego z singli, lecz nie było mu dane dotrzeć do list przebojów, a szkoda, bo to jeden z najlepszych tu kawałków. Klasycznie hard rockowy numer oparty mocno na bluesie, z pobrzmiewającymi tu i ówdzie gitarami slide... Gdyby nie ten falset w wokalach i amerykańskie wpływy, można by pomyśleć, że to jakiś klon Led Zeppelin. Najbardziej podoba mi się solówka zagrana znów przy użyciu slide'ów. Nieco funkowo-rozrywkowy Love's Got Me Doin' Time nie robi na mnie większego wrażenia, ale to dlatego, że nie za bardzo przepadam za taką stylistyką, a jak już mnie najdzie ochota na takie granie, to sięgam po Extreme. Rytmika piosenki jest interesująca, dobrze wypadają linie wokalne, natomiast zraża mnie nieco użycie kaczuchy przez gitarzystę. Drugi singiel z krążka, czyli Shelter Me, radził sobie na listach przebojów nienajgorzej, w USA dotarł do 36 pozycji. Jest to przyjemna dla ucha kowbojska, country-bluesowa ballada, jakich świetnie słucha się z wieczora, a najlepiej przy ognisku. Spory sukces kawałka nie dziwi zbytnio, bo pomimo faktu iż jest on po prostu udany, to pada na podatny grunt - w rodzinnym kraju takie granie jest zwyczajnie popularne, niemal tradycyjne i dlatego opiera się wszelkim modom. Tytułowe Heartbreak Station jako jeden z singli i zarazem jedna z ballad również trafiła na amerykańską listę, choć już nie na tak prestiżową pozycję, bo raptem nr 44. Tym razem mimo swoich korzeni country kompozycja jest bliższa tradycyjnym balladom, odnaleźć można wiele momentów, w których Tom zapomina na chwilę o swoim falsecie i śpiewa czystym głosem. W zasadzie nie ma tu bluesa udzielającego się w uprzednich nagraniach. Że rock'n'rolla da się umiejętnie pogodzić z country-bluesem, wybitnie świadczy Sick For The Cure. Znów zespołowi Keifera udało się uderzyć we wszystkie nuty, jakie mogą podobać się jego rodakom i jest to zarazem odpowiedź na pytanie, dlaczego sukces odniosła niemal każda grupa po takie gatunki sięgająca, by choćby wspomnieć Bon Jovi. Nazwa One For Rock And Roll mówi sama za siebie, ale i teraz rock'n'rolla na styl wielkiego Elvisa ożeniono z brzmieniami country. Wokalista raz jeszcze dla lepszego efektu zarzuca swój falset i śpiewa w sposób naturalny. Zaskakuje solówka zagrana na gitarze akustycznej - nie powstydziłyby się jej największe tuzy z Nashville. Idę o zakład, że prywatnie chłopaki z Cinderelli słuchają takiej muzy na co dzień, bo przecież nie da się tego tak zagrać, kiedy się w tym nie "siedzi". Dead Man's Road to mój absolutny faworyt z płyty i zarazem chyba jeden z najbardziej niedocenionych utworów z twórczości Kopciuszka. Ten kawałek w mojej prywatnej opini rozkłada na łopatki większość ścieżek z muzyki country. Gdybym kręcił kiedyś jakiś western, numer mur-beton ląduje na moim soundtracku. Jakieś nawiązania do Rolling Stones ma w sobie Make Your Own Way, z tą różnicą, że jest od Stonesów lepszy. Delikatny przester, dopieszczone brzmienie, co z tego, że sam utwór mało oryginalny. Bardziej oryginalne jest Electric Love i nawet nie za bardzo wiem, do czego to porównać. Trochę w tym ze spokojniejszych numerów ZZ Top, trochę z The Doors, nieco ze wspomnianych Stonesów, ale z domieszką keiferowskiego falsetu tworzy to nową jakość. W Love Gone Bad mamy firmową mieszankę Cinderelli, czyli hard rocka z bluesem. Piosenka dość melodyjna i z powodzeniem mogłaby trafić do radia, ale ileż singli z jednej płyty można lansować? Lepiej byłoby zrezygnować z jednej z ballad i zamiast niej wypuścić ten kawałek. W końcówce głos Keifera przypomina mi nieco manierę Jona Olivy z Savatage, a po niej otrzymujemy zakończenie istnie klubowo-jazzowe. Od przybytku głowa podobno nie boli, toteż ekipa Toma zdecydowala się na zamieszczenie jeszcze jednej ballady. Winds Of Change, a jakże, jest spokojne i delikatne, gitary starają się grać bardzo subtelnie, linie wokalne prowadzone są przez większość kompozycji bezfalsetowo i w zasadzie nie mam do tego żadnych zastrzeżeń, naturalny głos Toma podoba mi się nawet bardziej niż sztucznie zniekształcany.
W sumie trzeba to chłopakom przyznać, że pod względem aranżacyjnym poszli mocno do przodu w porównaniu z dokonaniami wcześniejszymi. Wprawdzie moją ulubioną pozycją z dyskografii Cinderelli pozostaje Long Cold Winter, to jednak muszę sprawiedliwie przyznać, że na Heartbreak Station różnorodność stylistyczna utworów jest znacznie większa. Doświadczenia z MTV i zmianą mody na grunge przy okazji kolejnego krążka zniechęciły chyba zespół dość skutecznie do grania, gdyż po Still Climbing nie nagrał nowego materiału do dziś.
Oficjalna strona zespołu: www.cinderella.net
Guitarrizer lipiec 2009
|