Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

CHRIS POLAND - Return To Metalopolis [1990]
Wydawca: Rotten Records / Plastic Head / Lion Music / Enigma / Black Note / Varese
Sarabande / Capitol

  1. Club Ded
  2. Alexandria
  3. Return To Metalopolis
  4. Heinous Interrupts
  5. The Fall Of Babylon
  6. Row Of Crows
  7. Theatre Of The Damned
  8. Beelzebub Bop
  9. Apparition Station
  10. Khazad Dum
  11. 30 Day Due [bonus track]
  12. The Heavy Guitar Jam [bonus track]
Return To Metalopolis

Skład: Chris Poland - gitary, gitara basowa; Mark Poland - perkusja; Scott Menzies - gong

Produkcja: Randy Burns i Chris Poland

Chris Poland znany głównie z występów z grupą Megadeth jest oryginalnym gitarzystą tej formacji. W latach '80 nagrał z zespołem 2 płyty, w tym świetny album Peace Sells... But Who's Buying, jednak po bijatyce z Mustainem musiał opuścić grupę,a na jego miejsce długo nie można było znaleźć właściwego muzyka. W końcu znalazł się ktoś mogący wejść w buty Polanda, a był to Marty Friedman. Kariera Megadeth zaczęła nabierać tempa, tymczasem Poland postanowił nagrać debiutancki album solowy. Album w całości instrumentalny, gdzie Chris zagrał na prawie wszystkich instrumentach poza perkusją (na tej pozycji wystąpił brat Chrisa, Mark).

Płytę rozpoczyna kawałek o sugestywnym tytule Club Ded. Pisownia tego ostatniego wyrazu to oczywiście przypomnienie, w jakim zespole Chris zdobył uznanie jako heavy metalowy wymiatacz. Sam kawałek jest przedni i pokazuje nam, w jakim stylu Chris postanowił sobie pofolgować. Mamy tutaj w zasadzie klasyczny heavy metal przyprawiony szczyptą speed metalu, czy nawet thrashu. Brzmienie gitary naprawdę wzorowe, a o melodyjność niech mnie nawet nikt nie pyta, bowiem tutaj mamy mniej więcej to, co Megadeth pokazał na płycie Rust In Peace, czyli multum melodii i sztuczek gitarowych. Także jeśli ktoś lubi Megadeth, polubi z całą pewnością Return To Metalopolis. Na pozycji następnej znajduje się utwór Alexandria i jest on bardziej zróżnicowany od poprzednika. Zaczyna się bowiem nastrojowo, by przejść w coś, co mieliśmy już w Megadeth, ale tutaj po prostu czuć jak ewoluował styl zespołu przed laty. Myślę, że gdyby nie osobiste niesnaski między liderem Meadeth a Polandem, ten gitarzysta mogłby grać ze swoim starym zespołem po dzień dzisiejszy (nota bene Mustaine zaprosił Polanda do dogrania solówek na całkiem niedawny album Megadeth - The System Has Failed, bardzo chwaloną pozycję w dorobku grupy). Na osobną pochwałę zasługuje także perkusista, gdyż to, co gra tutaj, sprawia, że szczęka opada mi do samej ziemii. Styl Marka Polanda jest bardzo energiczny i sporo tutaj przejść i szybkich zagrywek na bębnach. Trochę w tym Neila Pearta, no i co ciekawe Nicka Menzy, który akurat w tym momencie rozpoczynał karierę w Megadeth. Utwór tytułowy potwierdza klasę pałkera. Tak, to jest to czego lubię słuchać, a jeśli dodam, że Chris gra tutaj bardzo dźwięcznie naśladując artykulację Joe Satrianiego, to robi nam się super duo, sprawdzjące się idealnie w melodyjnej odmianie metalu. Heinous Interrupts potwierdza wcześniejsze założenia. Utwór to zdecydowanie nastrojowy, nie ma w nim jakiegoś pędu, za to melodia przewodnia to rzeczywiscie Satriani jak się patrzy, ale jest tutaj i coś więcej. Chris pokazuje, że może grać też w stylu znanym z lat '70. W końcu wtedy też zaczynał karierę jako muzyk jazzowy. Pewnie niektórzy znajdą tutaj też coś z Vaia, ale myślę, że były to jedynie te same inspiracje obu panów. The Fall Of Babylon na wstępie jest akustyczny, aczkolwiek pewne stopniowanie napięcia daje niezłe pojęcie o sile metalu w całej swojej krasie. Klimaty mamy tutaj różne, Chris raz wyciąga dźwięk za pomocą tremolo, innym razem atakuje staccato. Klasyczny metal łączy się z thrashem, nie brak nastrojowych momentów. Całe piękno muzyki. Za kilkadziesiąt lat takie płyty będą uchodzić za muzykę klasyczną. Mam przynajmniej taką nadzieję. Jesteśmy już na półmetku płyty, a wcale nie zanosi się na spuszczenie z tonu. Row Of Crows to pogodniejszy kawałek, jeden z najlepszych w zestawie moim zdaniem, chociaż na płycie słabego kawałka nie ma, są najwyżej bardzo dobre i świetne. Ten jest świetny. Wspomniałem już Satrianiego i tutaj też muszę, bo wydaje mi się, że tutaj najwięcej go słychać. Artykulacja i wyczucie melodii jest najwyższych lotów. Co ciekawe Chris miesza tutaj skale durową i molową w obłędny sposób. Tak jest nie tylko w tym kawałku, bo i w Alexandrii i tytułowym. Coś niesamowitego. Theatre Of The Damned pokazuje pazurki. Widać Chris chce, by album był urozmaicony, choć prawda jest taka, że stanowi on raczej monolit, co dla mnie nie jest wadą o tyle, o ile jest krótki i dobrze przemyślany. O to w przypadku Return To Metalopolis nie mamy się co martwić, bo oba warunki są spełnione. A Teatr Potępionych to prostu thrash okraszony sporą ilością popisów gitarowych, co wydaje się oczywiste biorąc pod uwagę, że to album instrumentalny ;). Na pozycji nr 8 Beelzebub Bop (świetny tytuł), zagrany z nerwem, ale co najważniejsze, na podkładzie a'la Megadeth Chris ciśnie awangardowe sola w stylu Steve Vaia. No i może byłbym fanem Vaia, tylko że on nie miał tak energetycznych podkładów ;). A w tym własnie tkwi moc tego kawałka, jak dla mnie. Zbliżamy się do końca tej podróży do wnętrza dźwieku. Najpierw Apparition Station. Potwierdza wszystkie wcześniejsze założenia, ale i potwierdza, że Chris Poland lubował się w raczej tradycyjnych solówkach, bez arpeggiów czy finger hammeringu. Chociaż jego artykulacja jest jak najbardziej 'nowa' (czytaj: czysta, dźwięczna, po prostu doskonała). Na sam już koniec kawałek o tajemniczym tytule Khazad Dum. Pojawia się tutaj parę rozwiązań, jakie słyszeliśmy już w The Fall Of Babylon, co mnie absolutnie nie rozczarowuje. Ten kawałek taki właśnie jest, tajemniczy, potęgujący napięcie.

Tak kończy się ten krótki albumik. Takie małe arcydzieło. W wersji zremasterowanej dodano jeszcze co prawda dwa kawałki, ale i bez tego ta płytka rajcuje. Komu zatem polecić? Przede wszystkim wszelakim maniakom muzyki instrumetalniej. Niekoniecznie jedynie metalowej. Melodii wszak tu jest tyle, że można by obdzielić niejeden album hard rockowy. Po album mogą też siegnąć ci, co nie za bardzo kochają muzykę instrumentalną, ale oczekują energetycznego dobrze zagranego metalu i fajnych solówek, gdyż nie ma tutaj niczego za dużo, kawałki są krótkie, wytrzymają, a może i sami sięgną po gitarę. Innymi słowy płyta dla każdego, kto lubi dobrą muzykę ze sporą dawką melodii i mocy.

Oficjalna strona artysty: www.chrispoland.com

LSDisease
kwieceń 2008