|
Skład:
Chris Laney - śpiew, chórki, gitary, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, pianino w [4], dodatkowe instrumenty; Conny Bloom - śpiew w [11], chórki w [11], solo w [11], dodatkowe instrumenty w [11]; Ian Haughland - perkusja w [1, 3, 4, 6, 7, 11]; George Egg - perkusja w [2, 5, 8, 9, 10]; Lennart Östlund - dodatkowe instrumenty w [1, 4, 9], chórki w [3]; Fredrik Bergenstråhle - gitara basowa w [4, 8]; Brian "Robbo" Robertson - solo w [9]; Nalley Påhlsson - gitara basowa w [1,2, 5, 6, 7, 9, 10, 11], chórki w [2, 5]; Rob Love - solo w [2, 3, 5]; John Berg - gitary w [7], solo w [7, 8, 10]; Zinny Zan - chórki w [2]; Alec Ferrarra - chórki w [3]; Anders Ringman - chórki w [1, 3, 4, 6, 7, 10, 11]; Anders Lundquist - chórki w [1]; Mattias Savage Wilmenius - chórki w [1]; Jompa Wilmenius - chórki w [1]; Maria McTurk - chórki w [3, 11]; Hanna Henrikson - chórki w [3, 10]; Linus Östlund - chórki w [3]; Tilda Laney - chórki w [10, 11]; Elin & Alicia Passanisi - chórki w 10, 11]
Produkcja: Chris Laney
Pierwszy solowy krążek Chrisa Laneya spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem wśród krytyków i fanów muzyki hard rockowej. Przyznam szczerze, że był to mój zeszłoroczny faworyt, płyta która choć może niezbyt oryginalna, to jednak zagrana z takim kopem, takim pazurem, że po prostu chciało się ją pożerać. Na koontynuację Pure, czyli Only Come Out At Night długo nie trzeba było czekać, bo zaledwie rok.
Chris Laney jest postacią bardzo zapracowaną, gdyż jego nazwisko pojawia się obecnie na wielu wydawnictwach, wspominając chociażby ostatnie Crazy Lixx. Na produkowanych przez niego płytach słychać wyraźnie styl muzyka i przyznam, że takie granie bardzo mi odpowiada. Lubię mocno zagrany, bardzo melodyjny hard rock. Na Only Come Out At Night Chris zaskakuje. Jest to nadal ten sam styl, to same granie co na Pure, ale jednak bardziej surowe, bardziej oschłe, mniej melodyjne. Do płyty podchodzi się trudniej, nie wpada w ucho tak bardzo jak poprzedni krążek. Z jednej strony po wielu, naprawdę wielu przesłuchaniach zaczyna się ją coraz bardziej doceniać, lubię jednak, kiedy wydawnictwa już od samego początku mają w sobie to coś. Utwór tytułowy i zarazem otwieracz mówiąc krótko zawodzi. Nie poradzę nic na to, że w pamięci mam wciąż Pure i słuchając pierwszego na krążku numeru odnoszę wrażenie, że dostaliśmy kawałek, który nie zakwalikował się do pierwszego longplaya. Dalej jest na szczęście lepiej, gdyż Love So Bad zachwyca agresywnym brzmieniem gitar i przenosimy się o kilkadziesiąt
lat do tyłu. Numer został napisany wspólnie z Zinny Zanem z Zan Clan oraz Shotgun Messiah. Trójeczka to potwór na miarę Pure, a kto wie czy nie bije na głowę poprzedniej płyty. Brzmienie jest potężne, z pewną domieszką agresji House Of Lords z ich drugiego okresu działalności. B4 It Is 2 Late to balladka i wbrew pozorom chrapowaty głos Chrisa wcale nie jest taki chrapowaty. Jeny, na początku numeru facet normalnie śpiewa i dopiero później zaczyna się wydzierać. Pierwszorzędna power ballada, wzruszająca, mocna. Żeby słuchacz nie pomyślał czasem, że Laney zdziadział, muzyk wyjeżdza z wulgarnym Eyes Out Poppin'. Chris czasami przeraża mnie słowami, ale co tam, w podobnym klimacie utrzymany był
Pure. Ważne, że kawałek broni się instrumentalnie. I nie, nie znaczy to, że umieszczono w nim godne uwagi aranżacje, po prostu fajnie wypadają gitary. One Kiss Tonight otwiera drugą połowę krążka i zwiastuje znaczne zmiany. Przede wszystkim utwór brzmi lekko, melodyjnie, niemalże jakby grali muzycy z Def Leppard. Pomysł moim zdaniem w dziesiątkę, gdyż twórczość Laneya tak szybko nie będzie się nudzić. Gotta Run ma w sobie nadal coś leppardowego, trochę lixowego, choć tym razem wszystko podane jest w mocniejszej, agresywniejszej formie. Na następnym miejscu umieszczone jest Playing With Fire, jeden z lepszych kawałków na płycie. Zachwycają aranżacje, czegoś bardzo podobnego używali z lubością chłopaki z Crazy Lixx, a sam numer to ukłon w stronę hair metalu. Crush to kolejny dowód na to, że muzyk się rozpędza i że ma w sobie coraz więcej luzu. Jest dynamicznie, melodyjnie, trochę ciężej, aż przyjemnie się słucha. I Had Enough nie zachwyca mnie już tak bardzo, gdyż brzmi jakby było nagrane na siłę. Ostatnie nagranie na płycie ponownie nie trafia w moje gusta, choć wyraźnie słychać, że człowiek orkiestra próbował czegoś nowego.
Ostateczny werdykt jest taki, że płyta mogłaby być lepsza. Gdyby okroić ją z dwóch pierwszych i dwóch ostatnich kawałków i na ich miejsce wrzucić parę kompozycji rodem z Pure to byłby to krążek pierwszorzędny. A tak otrzymujemy płytę jedynie dobrą, którą co prawda warto przesłuchać, warto kupić, ale jednak nie jest to obowiązek. Z pewnością fani Laneya krążek posiadają już w swojej płytotece, pozostałym radzę zapoznać się najpierw z "jedynką" muzyka. Z drugiej strony na Only Come Out At Night znalazło się kilka killerów i myślę, że będę do nich wracał.
Oficjalna strona zespołu: http://chrislaney.com
Guciomir lipiec 2010
|