|
Skład: Leif Edling - gitara basowa; Mats Björkman - gitara rytmiczna; Mats Ekström - perkusja; Johan Längqvist - śpiew; Klas Bergwall - gitara prowadząca
Gościnnie: Cille Svenson - dodatkowe partie śpiewu w [6]
Produkcja: Candlemass i Ragne Wahlquist
Szwedzkie Candlemass powstało na gruzach grupy Nemesis, którą dowodził Leif Edling i ten właśnie człowiek odpowiada za styl i kompozycje zespołu od samego zarania, kiedy w 1985 roku zaświtała mu myśl stworzenia nowoczesnego klona Black Sabbath. Nie da się ukryć, że udało się Edlingowi idealnie połączyć stare z nowym, gdyż w połowie lat '80 brzmienie Candlemass nie odstawało od ówcześnie panujących trendów. Natomiast stylistycznie czuć wyraźne wpływy przede wszystkim Black Sabbath, ale różnież Iron Maiden i Mercyful Fate.
Epicus Doomicus Metallicus otwiera katalog wydawnictw zespołu i od razu daje do zrozumienia, że będzie mrocznie, tajemniczo ale i dostojnie. Solitude rozpoczyna króciutki fragment akustyczny, po czym wchodzą ciężkie gitary. Kawałek wolny, a jego marszowe tempo nadaje muzyce powagi. Nie brzmi to parodostycznie jak nagrania Saint Vitus, a i jest lepsze jakościowo. Mimo śmiertelnej powagi wylewającej się z każdego dźwięku mamy do czynienia z profesjonalizmem conajmniej na skalę Iron Maiden, a przy tym iście niemiecką precyzję godną Helloween. Jedyna różnica między Candlemass a tamtymi formacjami jest taka, że Candlemass grają wolniej. Mój kolega stwierdził kiedyś po przesłuchaniu płyty Tales Of Creation, że Candlemass to takie Iron Maiden na zwolnionych obrotach. I coś w tym jest. Na "Doomicus..." nie śpiewa jeszcze fenomenalny wokalista Messiah Marcolin, bowiem posadę gardłowego miał wtedy Johan Längqvist. W porównaniu z wybitnym następcą nie jest może szczególnie charakterystycznym wokalistą, a i jego głos wydaje się słabszy niż Marcolina. Ale śpiewa dobrze, trzymając się specyfiki albumu. Na pozycji numer 2, Demons Gate, utrzymany w podobnej stylistyce, ale prawie dwa razy dłuższy. Kawałek ma łatwo zapamiętywalny motyw główny, przy czym małą wadą jest to, że trwa tak długo, gdyż nic szczególnego się tutaj nie dzieje. Te minuty mogły zostać lepiej spożytkowane w innym utworze z płyty, ale o tym później. Mimo to Demons Gate to jeden ze sztandarowych kawałków Candlemass w całej ich karierze, chętnie wykonywany na żywo. Crystal Ball to numer z pierwszego dema pt. Witchcraft, oczywiście tutaj profesjonalnie nagrany. Kompozycję traktowano trochę po macoszemu nie umieszczając jej na świetnej płycie Candlemass Live (za to można posłuchać jej w wykonaniu Marcolina z bonusowego dysku Epicus Doomicus Metallicus). Wolne tempo tegoż kawałka idealnie uwypukla tajemniczość muzyki Szwedów. Solidny kawał doom metalu, okraszony popisowymi solówkami. Może to jeszcze nie to, co pokazał Lars Johansson, ale Klas Bergwall udawadnia, że potrafi zaczarować dźwiękami. To jego najlepszy popis na płycie. Dodam też, że z Crystal Ball na moment robi się power metal, lecz na szczęscie tylko na moment. Black Stone Wielder nie zwracał szczególnie mojej uwagi na początku, ale teraz mam o nim lepsze zdanie. Utwór wydaje się być protoplastą Bewitched z Nightfall, przynajmniej w pewnych fragmentach. Tempo średnie i wolne, demoniczna otoczka, niski wokal. Niektóre rozwiązania gitarowe mogą kojarzyć się z późniejszym krążkiem King Diamond Conspiracy, co mnie bardzo cieszy. Chyba najbardziej posępny utwór na wydawnictwie. Gdzieś w środku wpleciono żałobną, prawie dysonansową melodię, co pogłębia grobową ponurość tej muzyki. Under The Oak pierwotnie zamieszczony na demówce Tales Of Creation (nie mylić z albumem z 1989 roku, gdzie ponownie zarejestrowano te utwory, w tym także Under The Oak). Jak dla mnie to jeden z lepszych kawałków Candlemass i podoba mi się zarówno ta wersja jak i wersja z 1989 roku. Różnica między nimi jest taka, że Johan śpiewa nisko, kiedy Marcolin wzbija się na wyżyny wokalne i udawadnia, że ma po prostu większą rozpiętość w oktawach. Johan mimo pewnych braków w skali potrafi jednak dać temu nagraniu demoniczny charakter i sprawić, że ta złowieszcza, wolna kompozycja brzmi jak soundtrack na sąd ostateczny. Nie brak tutaj melodyjnych partii gitar i akustycznej, miłej dla ucha wstawki. Na koniec drugi z demówki Witchcraft kawałek Sorcerer's Pledge. Oczywiście w porównaniu z demem ta wersja jest pełniejsza, bogatsza brzmieniowo i dłuższa. Początek akustyczny jak w Solitude, tyle że trwa dłużej. Później wyjątkowo udany motyw w średnim tempie (jak na Candlemass jest ono szybkie), który trwa sobie trochę, ale nie nuży, gdyż mamy wrażenie, że opowiadana jest tutaj jakaś historia. I tak jest w rzeczywistości. Utwór składa się z 3 części i ma wyraźnie konceptualny charakter. Wokalista wznosi się na wyżyny swoich umiejętności i pokazuje, że może doskonale kreować nastrój. Po tym fragmencie następuje ostatni, najbardziej podniosły i tajemniczy. Użyto delikatnego dźwięku syntezatora zastępując nim gitarową solówkę. Melodia przezeń wygrywana brzmi niesamowicie ekscytująco i oryginalnie. W samej końcówce tej opowieści mamy do czynienia ze wspaniałym "maidenowym" motywem, na ktorego tle pojawiają się damskie wokalizy. Coś cudownego. Najlepsza scieżka na płycie, a być może w całej dyskografii Candlemass. Tak opisałem ten utwór, że ma się wrażenie, że trwa conajmniej 15 minut. Niestetety. Jego jedyną wadą jest to, że trwa zbyt krótko, bo 8 minut z okładem to stanowczo za mało. Obcięto przede wszystkim koniec, który mógł spokojnie trwać jeszcze 2 minuty i nie nudziłby. Dlatego polecam również zapoznanie się z wersją z Candlemass Live, gdzie pomyślano i wydłużono końcówkę tego utworu. Niestety bez damskich wokaliz. Jak widać, nie można mieć wszystkiego, chociaż Marcolin Wystarczy i za Längqvista i za Cille Svenson, która użyczyła głosu w wersji oryginalnej. Wszystkie kawałki na Epicus Doomicus Metallicus skomponował Leif Edling, ale to nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, bo w Candlemass nikt inny nie komponował przez całą karierę tego zespołu (z naprawdę małymi wyjątkami). Edling-dyktator stworzył wielki zespół. Ikonę doom metalu.
Komu polecić płytę? Przede wszystkim fanom Black Sabbath, oni znajdą tutaj najwięcej dla siebie. Po album mogą też sięgnąć fani Ironów, Helloween i w ogóle klasycznego metalu, jeśli będą oni w stanie zaakceptować tak wolne tempa. W końcu po krążek mogą sięgnąć także i fani Bathory, jeśli lubią płyty Hammerheart i Twilight Of The Gods. To muzyka w podobnych klimatach. Mimo że wolę poźniejsze 3 krążki, to i "Epicus" zaliczam do dzieł wybitnych. Po prostu kanon. Płyta bardzo ważna w dziejach muzyki rockowej, chociaż może nie zawsze traktowana z należytą uwagą.
Oficjalna strona zespołu: www.candlemass.se
LSDisease sierpień 2009
|