Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BRUCE DICKINSON - Skunkworks [1996]
Wydawca: Castle Communications / Sanctuary Records

  1. Space Race
  2. Back From The Edge
  3. Inertia
  4. Faith
  5. Solar Confinement
  6. Dreamstate
  7. I Will Not Accept The Truth
  8. Inside The Machine
  9. Headswitch
  10. Meltdown
  11. Octavia
  12. Innerspace
  13. Strange Death In Paradise
Skunkworks

Skład: Bruce Dickinson - śpiew; Alex Dickson - gitara; Chris Dale - gitara basowa; Alessandro Elena - perkusja

Produkcja: Jack Endino

Skunkworks to trzeci solowy album Bruce'a Dickinsona, a drugi po odejściu z Iron Maiden. Muzyka tu zawarta różni się zasadniczo od tego, co Bruce nagrywał wcześniej, wokalista wpadł nawet na pomysł, by nazwać swój nowy zespół Skunkworks, co też uczynił, niemniej jednak wytwórnia nie zgodziła się, by album nie był firmowany nazwiskiem Dickinsona. Takie posunięcie oczywiście jest w pełni uzasadnione, bo Bruce Dickinson to uznana marka i trudno, żeby przez fanaberie lidera płyta Skunkworks miała się gorzej sprzedać.

Skład w porównaniu z Balls To Picasso uległ drastycznej zmianie, bo Dickinson zatrudnił nowych, zupełnie nieznanych muzyków, w dodatku spoza świata metalu. Kiedy ukazał się ten krążek, nabyłem go drogą kupna i długo wpatrywałem się w interesującą okładkę doszukując się ciekawych detali, jakie ponoć zostały w tym obrazku ukryte. Z głośników płynęła muzyka, która specjalnie mnie nie zaskoczyła. Owszem, nie jest to granie w jakikolwiek sposób przypominające Iron Maiden, ale Bruce Dickinson to wciąż ten sam Bruce i jego charakterystyczny wokal w naturalny sposób sprawia, że nawet najdziwniejszego fragmentu słucha się całkiem przyjemnie. W Space Race gitarzysta Alex Dickson w ciekawy sposób podszedł do konstruowania riffów, które gdzieś tam kojarzą się z Rush i chociaż to jednak nie ten level, uważam, że takie ambicje warte są pochwały. Muzyka, co by nie powiedzieć, nie metalowa, ale jest rock i to stosunkowo ostry oraz jednoznacznie odcinający się od bardzo popularnego w owym czasie na Wyspach britpopu. Udanym utworem jest także Inertia. Nie dość że udany, to jeszcze ze sporym potencjałem na przebój i trochę dziwi, iż nie postanowiono promować tego wydawnictwa tym krótkim w końcu kawałkiem. Trochę hard rocka wkrada się do Faith i podobne patenty zastosowała grupa Queensryche na swoim albumie Hear In The Now Frontier wydanym rok po Skunkworks. Bardzo fajnie podrasowano solo 'kaczuszką'( czy jak kto woli, pedałem wah wah), a lubię takie zabiegi, bo dodają zadziorności muzyce. Solar Confinement, podobnie jak Inertia, to też materiał na przebój. Jest to jednak kawałek w innym stylu. O ile Inertia była pełna dramatyzmu, tutaj mamy po prostu agresywny rock z rytmiką punkową w refrenie. Nie jest to oczywiście jakieś nachalne, a bogate brzmienie gitary sugeruje, że wiosłowy przyłożył się do swojego fachu, tyle że nie ciśnie tutaj jakichś skomplikowanych solówek i pokręconych riffów. Co by nie mówić, uwielbiam ten utwór. Jeśli już wskazujemy przebojowe momenty krążka, warto wymienić również Inside The Machine, mojego prywatnego faworyta. Interesująca rytmika i podejście gitarzysty do zagospodarowania przestrzeni (gra na strunach wiolinowych jak przy solówce, tyle że przez całą zwrotkę), w dodatku od strony wokalnej Bruce przechodzi samego siebie. Tu już nie chodzi o to, żeby wyć jak syrena alarmowa, a przekazać w możliwie najbardziej sugestywny sposób tekst. Refren naturalnie killerski i zapamiętacie go już po pierwszym odsłuchu. Inne arcyciekawe i przebojowe utwory na krążku to Octavia i Innerspace. Ten ostatni mógłby w sumie zamykać cały krążek, jednak po nim następuje jeszcze jedno nagranie. A w Octavia gitarzysta czaruje. Bardzo dobre wyczucie i podejście do instrumentu. Nie przeszkadza Dickinsonowi, kiedy ten potrzebuje zaśpiewać spokojniej, z kolei tam gdzie Bruce się rozkręca, gra ostrzej nadając odpowiedniej dynamiki utworowi. Super solówka i świetne użycie harmonizera. Innerspace to już jakby podsumowanie krążka i kariery Bruce'a Dickinsona. Tekst może nie bezpośrednio ale jednak skierowany w kierunku Steve'a Harrisa. "Odrzuciłem swoje wizerunki, to teraz coś bardzo odległego, kiedyś odkrywanie było czymś obcym, więc teraz niech zagości w moim domu. Jakiekolwiek demony będą mnie gnębić, pokocham je jak przyjaciela, nic nie jest wieczne, poza oczywistością zmiany". Ta ostatnia linijka to niczym u Neila Pearta (Circumstances). To agresywny utwór inny niż Octavia, aczkolwiek Alex Dickson skorzystał z tego samego patentu co w tamym utworze (delikatniej w zwrotce, ostrzej w refrenie zgodnie z wokalizami Bruce'a). Na albumie jest jeszcze parę kawałków, których nie wymieniłem, co nie oznacza że są one złe, no może poza I Will Not Accept The Truth, za tym nigdy jakoś nie przepadałem. Przypomina ostrzej zagrany rock alternatywny, nic specjalnego. Ciekawie natomiast wypada balladka Dreamstate oraz heavy rockowe Meltdown. Generalnie album mimo spójności brzmieniowej i podobnych środków zastosowanych we wszystkich kompozycjach jest raczej eklektyczny i kompozycje nie zlewają się tutaj w jedną masę. Trochę przebojowych motywów, trochę nastrojowego muzykowania, trochę agresywnych rytmów, krótkie utwory. Mnie to zadowala, chociaż dla większości fanów Iron Maiden takie oblicze wokalisty tego zespołu będzie całkowcie nie do zaakceptowania.

Nie wiem, jak sprzedał się Skunkworks, ale wiem, że na trasie promującej go Dickinson miał komplet na każdym koncercie, więc widać fani darowali mu ten wyskok, a mnie krążek podoba się znacznie bardziej niż zupełnie pozbawiony zamysłu Balls To Picasso. Co prawda rok później Bruce wrócił do grania metalu, ale ten jednorazowy wyskok to taka perełka w jego dyskografii. W 2005 roku ukazała się reedycja poszerzona o dodatkowy dysk, o którym się już rozpisywał nie będę. Trochę żartów się tam znalazło, a i koncertowe wersje trzech utworów z tej płyty i nawet jeden Iron Maiden. W każdym razie ludziom bez uprzedzeń album jak najbardziej polecam. Doskonale zaaranżowana i zagrana muzyka rockowa.
PS. ukrytej twarzy zwierzęcia na okładce po dziś dzień nie dostrzegłem.

Oficjalna strona artysty: www.screamforme.com

LSDisease
luty 2011