|
Skład: Pekka Ansio Heino - śpiew; Empuu Vuorinen - gitary; Jason Flinck - gitara basowa, chórki; Tompaa Nikulainen - instrumenty klawiszowe; Kalle Torniainen - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Tompaa Nikulainen i Empuu Vuorinen
Czasami żałuję, że nie urodziłem się gdzieś w Skandynawii. Zespołów, które z sukcesami i z dumą obnoszą się ze swoją melodyjnością jest tam coraz więcej i jest to coś, czego my Polacy naprawdę możemy pozazdrościć. Europa się przebudziła i nawet gdyby tendencja ta miała być krótkotrwała, to i tak dla fanów tego rodzaju muzyki stanowi to niezłą gratkę. Mieszkańcy północy zaskakują na każdym kroku choć, przyznam szczerze, że zanim na rynku pojawił się debiut Brother Firetribe, nigdy nie przypuszczałbym, że Emppu Vuorinen - gitarzysta znanego na całym świecie gotyckiego Nightwish również zapragnie sprawdzić się w tym jakże "niegodnym" repertuarze.
Być może muzyk ten w głębi duszy chciał, aby grana przez niego muzyka była melodyjna i przebojowa. Być może był zmęczony klimatem twórczości jego najsłynniejszej kapeli i zapragnął pewnej odmiany. Brother Firetribe zdecydowanie jest taką odmianą. Na False Metal spotykamy się z dużymi, ogromnymi wręcz ilościami przebojowych chórków, z łatwo wyczuwalnymi melodiami oraz potężnymi partiami klawiszy. Nie licząc klawiszy, nie ma tu praktycznie niczego, co mogłoby się kojarzyć z klimatem twórczości wspomnianego Nigtwish i jest to, jak na melodyjne skandynawskie granie przystało, muzyka radosna. Zdawać, by się też mogło, że Brother Firetribe będą czerpać inspirację z takich AORowych legend jak chociażby TNT, Treat, czy też Stage Dolls. Okazało się jednak, że Finowie poszli w innym kierunku. Zamiast typowego dla Skandynawii AORu zagrali oni trochę ostrzej, tworząc hybrydę melodic metalu, hard rocka i AORu. Muzyka w takim wydaniu okazała się być, pomimo chwilami dość ostrego brzmienia, bardzo łatwa w odbiorze. Większości utworów słucha się lekko i przyjemnie i dzięki temu szybko wpadają w ucho. Jest to niewątpliwie atut wydawnictwa, gdyż False Metal można pokochać już od pierwszego przesłuchania. Takie "przystępne" płyty charakteryzują się często tym, że dość łatwo się nudzą. Finom udało się uniknąć tego problemu, choć muszę przyznać, że podzieliłem sobie wydawnictwo na utwory, które lubię bardziej i na takie które lubię mniej oraz, że wraz z upływem czasu płytę zacząłem słuchać bardziej wybiórczo. Na False Metal znalazło miejsce kilka rewelacyjnych kawałków, które proszą się o to, żeby do nich wracać. Pierwszym moim faworytem jest przebojowe Valerie. Utwór został napisany z myślą o miłośnikach klawiszy i o fanach przebojowości w starym stylu. Na uwagę zwraca również śpiew znanego z Leverage wokalisty, czyli Pekki Ansio Heino. śpiewa on bardzo świeżo i zarazem trochę inaczej, niż można by się spodziewać po takiej kompozycji. Na szczęście bardzo łatwo jest się przyzwyczaić się do jego barwy głosu i nie ma tutaj żadnego problemu. Partie gitary mogą trochę przypominać ostatnie Grand Illusion. Drugim killerem jest trzeci kawałek na płycie, czyli I'm On Fire. Zespół wybrał go na singla promującego album i wybór ten należy oczywiście pochwalić. Nie będę pisał o klawiszach, czy też o latach '80, bo ileż można pisać o tym samym? Wspomnę tylko o niesamowitych refrenach, gdyż brak o nich wzmianki byłby sporym błędem. Mój trzeci faworyt to Devils Daugher. Od reszty wydawnictwa odróżnia go inna melodia, którą można usłyszeć już w samym intrze do tego numeru. Jest ona znakiem rozpoznawczym tej kompozycji i w połączeniu ze świetnym śpiewem wokalisty i (jakżeby inaczej?) przebojowością, może poprawić humor niejednemu fanowi melodyjnego hardu. Cechą charakterystyczną tego kawałka jest bijąca od niego moc. One Single Breath to najmocniejsza kompozycja na False Metal, która niszczy wszystko co do tej pory usłyszeliśmy. Oczywiście, jest czwartym wymienianym przeze mnie killerem, stoi jednak powyżej nad swoimi poprzednikami. Numer ten podziała na wyobraźnię każdego fana, który lubuje się w tego rodzaju muzyce i można go umieszczać w gronie AORowych hymnów. Kto by pomyślał, że jednym z jego twórców takiego klasyka będzie facet, który zazwyczaj nie pisze takiej muzyki, a który w wolnym czasie zadaje się z wampirzycami? Finowie wybrali ten kawałek na swój pierwszy singiel i wybór ten uważam za strzał w dziesiątkę. Szybkie podsumowanie zawartości płyty daje niezły wynik czterech killerów na 10 utworów. Ten rezultat, zważywszy na to, że reszta płyty jest również dobra, na prawdę coś oznacza. Zapominając na chwilę o wspomnianych wymiataczach przejdźmy do utworów, które są "tylko" dobre lub bardzo dobre. Otwierający krążek Break Out jest zdaniem wielu jednym z faworytów z krążka, jednak moim zdaniem brzmi trochę zbyt pompatycznie i że gdyby nie świetny chórek, to nie zawędrowałby tak wysoko. Jest dobry, ale łatwo o nim zapomnieć wsłuchując się w resztę materiału. Midnight Queen przypomina mi trochę twórczość Joe Lynn Turnera i jego Talismanu. To pewnie przez ten chórek z początku utworu. Finowie ponownie zagrali znośnie, choć oczekiwałbym od nich czegoś więcej. Podobać się może Lover Tonight, a to za sprawą mocnych wejść instrumentów i fortunowym (dzisiaj należało by powiedzieć raczej harlan-cagowym) klimacie. Na koniec pozostaje porównać dwie znajdujące się na płycie ballady. Pierwsza z nich - Love Goes Down jest bardziej oryginalna, niż to mogło by się w pierwszej chwili zdawać. Potrzebuje po prostu trochę czasu na rozpędzenie i jak na ballade, ma dość ostre gitary. Spanish Eyes walczy o uznanie za pomocą tworzenia odpowiedniego nastroju i w tym drzemie siła tej kompozycji. Spodoba się ona pewnie fanom Fair Warning. Jedynym zapełniaczem na płycie jest kończący ją Kill City Kid i zazwyczaj, gdy płyta dobiega do tego kawałka, zamiast go słuchać uruchamiam ją od początku. Chciałbym jeszcze wspomnieć o bonusie, który znajduje się na singlowym wydaniu One Single Breath i na niektórych wydaniach albumu. Mighty Wings, czyli cover znanego na całym świecie Cheap Trick brzmi tak bardzo firetribsowo, że można zapomnieć o tym, że jest on przeróbką. Może to przez "Top Guna", ale uwielbiam ten kawałek i jego fińska wersja bardzo mi się spodobała. Pokazuje jak wielkie możliwości tkwią w zespole, a przebojowości jest tu niemal w nadmiarze. Tych, których interesuje geneza nazwy albumu, zaciekawi fakt, że False Metal jest ironicznym odwołaniem do płyty Manowar o nazwie Death To False Metal oraz, że miano to początkowo miało być nie tylko nazwą albumu, ale też całej kapeli.
Tytułem podsumowania, opisywane przeze mnie wydawnictwo zgarnęło mnóstwo pochwał i przez wielu zostało okrzyknięte płytą 2006 roku. To czy Brother Firetribe wspięli się na sam szczyt, czy tylko o niego się otarli jest zapewne kwestią otwartą. Niezaprzeczalnym pozostaje jednak fakt, że płyta jest bardzo mocna i że przesłuchanie jej jest czymś obowiązkowym. 4-5 kawałków wrzuciłem do swojego samochodowego katalogu z perełkami i jestem pewny, że szybko mi się nie znudzą. Finowie wystawili do boju załogę, która może się zmierzyć z Crashdïet i która moim zdaniem pokonała z łatwością The Poodles i Wig Wam.
Oficjalna strona zespołu: www.brotherfiretribe.com
Guciomir maj 2008
|