|
Skład: Tommy Paris - śpiew, gitary; Michael Kelly Smith - gitara prowadząca, chórki; Johnny Dee - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Billy Childs - gitara basowa, chórki
Gościnnie: Zakk Wylde - gitara w [1]; Rikki Rocket - instrumenty perkusyjne w [10]
Produkcja: John Purdell i Duane Baron
Britny Fox zadebiutowali w okresie największej popularności hair metalu i nie grzeszyli oryginalnością. Ciężko dopatrzeć się było jakiegoś osobistego rysu, własnego wkładu w ten gatunek. Po częśći brzmiało to jak ówczesne Guns N' Roses, no i oczywiście Cinderella, która była wówczas gwiazdą i pomogła chłopakom z Britny Fox zdobyć kontrakt. W dodatku jednym z muzyków w zespole został były gitarzysta Cinderelli - Michael Kelly Smith.
Płyta Bite Down Hard to trzeci album w dorobku formacji z Filadelfii i tym samym ich szczytowe osiągnięcie. Mamy tu do czynienia z materiałem nieco ostrzejszym niż na poprzednich dwóch płytach, w dodatku nastąpiła zmiana na stanowisku wokalisty. To w zasadzie jest niezauważalne, gdyż Tommy Paris dokładnie wpisuje się w styl, w jakim poruszał się Dizzy Davidson. Płytę rozpoczyna Six Guns Loaded, numer kojarzący się ze Skid Row z ich debiutu. Nie musi to być minus, o ile nawiązuje do dobrych momentów tego krążka. Jest rock and rollowo, trochę sleazowo. Nie ma się do czego przyczepić. Drugi numer jednak udawadnia, że Britny Fox nie chcieli się powtarzać i zagrali nieco inaczej. Od razu zwraca uwagę masywny riff i ma się wrażenie, że obniżono strój gitary, choć pewien nie jestem. Bardzo podoba mi się jednak ten produkcyjny zabieg, bo słychać większą zadziorność. W zasadzie tak definuję sobie sleaze rock, żadne tam Guns N' Roses. Dla mnie to między innymi takie kawałki jak Louder pokazywały ciemnieszą stronę hair metalu. Liar też nieźle daje w kość, chociaż nie jest tak mocny jak poprzednik. Wciąż słychać, że grupa nie chce dosładzać i to napewno duży plus dla kogoś, kto po prostu oczekuje od takiej stylistyki turbo doładowania. Closer To The Heart to chyba najbardziej przebojowy moment płyty. Tak sobie myślę, że gdyby Poison mieli jajka, tak by mogli grać. Gdybanie... nie byłem nigdy wielkim fanem tego typu hard rocka, ale Britny Fox udawadnia, że glam niekoniecznie musi oznaczać kicz i mizdrzenie się do panienek (vide Bret Michaels za swoich najlepszych czasów). Over And Out to programowa ballada, którą kupią fani zespołu Cinderella. Pech chciał, że nie jestem fanem Cinderelli, więc przemilczę ten numer, bo i rozwodzić nie ma się nad czym. Shot From My Gun to niezła dawka metalu. No tak właśnie wypada ten numer. Jest oparty na prostym solidnym riffie i bardzo łatwym do zapamiętania refrenie. Refren ten jest oczywiście uniwersalnym szablonem, przy tej prostocie wykorzystało go zapewne setki kapel, ja słyszałem takie zabiegi w Accept czy Judas Priest, ale to taki typowy schemat. Słucha się dobrze. Black And White również pokazuje nam Britny Fox od strony metalowej. Niektórzy pewnie powiedzą, że szybko wyrzucane sylaby tekstu mają imitować styl Axla Rose, ale nie przeceniałbym aż tak jego zespołu. Kawałek prezentuje się nieźle. Nie ma w nim kombinowania, bo kombinowanie nie jest domeną Britny Fox. Dla mnie to jeden z najlepszych utworów na tej płycie. Look My Way to powrót do lżejszych brzmień. Ma to też pewien urok, bo to numer mega hiciarski, podobnie jak Closer To Your Love. Mnie najbardziej kojarzy się z grupą Warrant z okresu Cherry Pie. Uważam, że mimo braku oryginalności panowie z Britny Fox napisali tym razem po prostu dobre numery. Lonely Too Long wyróżnia się riffem zerżniętym z Overdose AC/DC, ale to mi nie przeszkadza. Kawałek z pogranicza hard rocka i heavy metalu. Co prawda stylistyka jest w 100% hard rockowa, ale mocne bardzo proste riffy podrasowywują kompozycję. Tym razem panowie serio grają hard, bo na poprzednich płytach było z tym różnie. Midnight Moses to rasowy metal, najcięższy obok Louder kawałek na płycie. Tu już serio nie ma żartów i pomyśleć, że takie Skid Row w owym czasie musiało sięgać do punka, żeby wzmocnić swoje kawałki. Panowie mogli po prostu posłuchać swoich kolegów po fachu.
W zasadzie można swierdzić, że Bite Down Hard to album pozbawiony słabych kawałków, ale przede wszystkim bardziej urozmanicony niż poprzednie. Owszem, nie ma się spodziewać niewiadomo czego, bo to raczej proste granie i wielu ciekawostek nie znajdziemy, ale obok ciężkich numerów znalazło się też parę łagodniejszych. Mnie się ten album bardzo podoba, bo pokazuje, że zespół hołdujący stylistyce glam rockowej potrafił przywalić ostro między oczy. A okładka też niczego sobie, bowiem to jabłko i ta dama przywołują mi na myśl płytę Saxon Innocence Is No Excuse. Zresztą w dość prosty sposób udało się panom z Britny Fox nawiązać do biblijnej Księgi Rodzaju, taka mała prowokacja ;) I taka mała prośba, odłóżcie już tych Motleyów i innych Axlów na półkę, bo ileż można;). Dajcie szansę Britny Fox. Proponuję właśnie ten album.
Oficjalna strona zespołu: www.britnyfox.com
Oficjalna strona na MySpace: www.myspace.com/britnyfoxband
LSDisease styczeń 2008
|