|
Skład: Jon Bon Jovi - śpiew, harmonijka, gitara akustyczna; Richie Sambora - gitary elektryczne i akustyczne, mandolina; Alec John Such - gitara basowa; Tico "The Hit Man" Torres - perkusja; David Bryan - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Bruce Fairbairn
Po ogromnym sukcesie płyty Slippery When Wet grupa Bon Jovi zbytnio nie eksperymentowała i zdecydowała się zatrudnić tę samą ekipę, co poprzednio. Nie zmienił się ani producent, ani inżynier dźwięku, współkompozytorem części materiału nadal pozostał Desmond Child. Album jest nawet lepszy pod wieloma względami od swego poprzednika i większość fanów zgodnie twierdzi, że jest to najlepsze wydawnictwo w dyskografii zespołu.
Wbrew pozorom, materiał na New Jersey różni się od Slippery When Wet. Przede wszystkim większy udział w komponowaniu utworów wziął tym razem Richie Sambora, przez co instrumentem dominującym stała się gitara, podczas gdy na "Slippery..." ogromną rolę odgrywały instrumenty klawiszowe. Nawet sam wokalista sięgnął po gitary akustyczne, by dopełnić brzmienia całości. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że całość brzmi jakby bardziej żywo, zdecydowanie bardziej spontanicznie. Słychać, że podczas nagrywania krążka muzycy doskonale się bawili i nagrywali swoje partie bez niepotrzebnego kombinowania. Płyta jest wręcz najeżona różnymi gitarowymi sztuczkami Richiego Sambory, dużo jest tu podciągnięć strun, szucznych flażoletów i wszelkiej innej pirotechniki. Gardło Jona daje z siebie wszystko, a co najważniejsze, bogactwo artykulacyjne idealnie dopasowane jest do wymagań poszczególnych kompozycji. Cały materiał jest dość jednorodny, przez co ciężko jest wyróżnić jakieś piosenki. Niemniej jednak do moich faworytów należy Born To Be My Baby, typowa "desmondówka" z tempem nieco szybszym niż średnie, klawiszami a'la Runaway i nieśmiertelnym "na na na". Bardzo podoba mi się spokojniejsze Living In Sin z rewelacyjnym refrenem i nie gorszą zwrotką oraz Wild Is The Wind, o którym można powiedzieć dokładnie to samo, przy czym sam kawałek jest zdecydowanie szybszy (znakomite solo Richiego w środku). Uwielbiam I'll Be There For You, bluesującą balladę z cudownym wstępem. Ciekawy efekt osiągnięto w Ride Cowboy Ride, bowiem brzmi ten króciutki utworek jakby został puszczony ze starej, lekko podniszczonej płyty analogowej. Słychać odgłos opuszczania igły i trzaski charakterystyczne dla zakurzonego winylu... To już chyba bezpośredni przedsmak pierwszej solowej płyty Jona. Potem następuje Stick To Your Guns, piosenka którą również bardzo lubię.
Ilekroć słucham tego krążka, tęsknię za takim graniem w czasach obecnych. Niewiele pojawia się tak dobrych wydawnictw, a i samo Bon Jovi gra dziś jakoś nieszczególnie. Na szczęście zawsze można zarzucić sobie na "cedeka" coś ze wspaniałej epoki hair metalu lat '80 i powspominać stare dobre czasy...
Oficjalna strona zespołu: www.bonjovi.com
Guitarrizer czerwiec 2004
|