|
Skład: Urban Breed - śpiew; Tomas Olsson - gitara; Henrik Olsson - gitara; Johan Sohlberg - gitara basowa; Pelle Åkerlind - perkusja; Fredrik Bergh - instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Bloodbound
O szwedzkim Bloodbound można napisać, że to dzieciaki na metalowym rynku. Zespół istniejący niecałe pięć lat zdążył już nagrać dwa duże wydawnictwa (Nosferatu i Book Of The Dead), ale przeszły one właściwie bez echa. Na szczęście dla Bloodbound w szeregach zespołu potencjał zauważyli szefowie dużego Blistering Records i tym samym kapela nagrała nowy album pt. Tabula Rasa.
41 minut premierowego materiału wypełniają kilkuminutowe kompozycje będące zestawieniem najbardziej chwytliwych środków z heavy metalu i power metalu. Jakkolwiek miałem też i wątpliwości, czy nie oskarżyć tej formacji o inspiracje thrash metalem, wszak słuchając soczystych momentów z Sweet Dreams Of Madness, Take One, czy Twisted Kind Of Fate na myśl przychodziły mi najlepsze czasy Exodus. Bez wątpienia największa w tym zasługa świetnych technicznie Olssonów - Tomasa i Henrika wymiatających na wiosłach we wszelakie strony. Zresztą któryś z Olssonów (a może na zmianę obaj?) z miesięstych riffów potrafią zejść na pierwszorzędne solówki, które w różnych formach pojawiają się przy większości numerów. Są i długie, takie trochę wpadające pod motywy Dyer’s Eve Metalliki, jak ta przy tytułowym Tabula Rasa, a są i krótkie strzały w stylu solówki z Dominion 5, czy Twisted Kind Of Fate (ta ostatnia = miazga!). Podobają mi się też mniej komfortowe w opisie, ale świetne w odsłuchu wtrącenia wychodzące spod klawiszy Bergha. Muzyk ten trochę swoich pomysłów przemycił do Tabula Rasa, bo jest słyszalny w wielu utworach, ze wskazaniem na Sweet Dreams Of Madness i balladowe Night Touches You. Najmniej pokazał się basista Sohlberg, ale za to miał swój wiodący moment przy Twisted Kind Of Fate. Jak wspomniałem dwa akapity wcześniej, album wypełniają raczej krótkie utwory, charakterystyczne dla klasycznych zespołów heavy metalowych. Dobre na koncerty petardy, które szybko wpadają w ucho dzięki swojej nieskomplikowanej konstrukcji. Gdyby tak Bloodbound wypromował się szerzej, to niewykluczone, że zamiast wersów The Trooper czy Be Quick Or Be Dead fani będą recytować fragmenty Take One, mrocznego (do pewnego momentu) Plague Doctor lub Master Of My Dreams. Myślę jednak, że zanim ta piękna wizja nadejdzie, Szwedzi powinni zastanowić się nad pewną sprawą, gdyż niestety po całości nowemu wydawnictwu Bloodbound nie mogę posłodzić, bo do granic możliwości drażni mnie w Tabula Rasa rzecz, która pojawia się nieustannie - wokale. Te, wydobywane ze strun głosowych Urbana Breeda, to już klasyczna power metalowa maniera. Pamiętacie te wysokie zaciągnięcia Joacima Cansa? No, to Urban Breed jest jego podobną wersją. Nie osiąga tak często tych wysokich dźwięków, jak robi to bardziej znany singer Hammerfall, ale i tak czyni to w sposób denerwujący, nadając temu materiałowi odcień bardziej power niż heavy (z oczywistą krzywdą dla zespołu).
Szkoda mi tego materiału, bo oddać trzeba heavy metalowcom Olssonom, pomysłowemu Berghowi, basiście Sohlbergowi i wirtuozerskiej perkusji Akerlinda, że Tabula Rasa oddycha pełnią nowoczesnego heavy/thrash metalu, ale krążek cieniem okrywa ta napompowana otoczka długich, gumowych wokali Breeda. Dla edycji bez wokalu, albo z brudnym głosem Breeda (bo ma takie możliwości) będę podchodził z najwyższym uznaniem. Tymczasem... Werdykt: 7/10
Oficjalna strona artysty: www.bloodbound.se
Robert Bronson lipiec 2009
arktyka.wordpress.com
|