Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BLACK SABBATH - Master Of Reality [1971]
Wydawca: Warner Bros / WEA / MSI Music Corp. / Sanctuary / Castle Music / Earmark
/ Creative Sounds / Universal / Phantom Sound & Vision

  1. Sweat Leaf
  2. After Forever
  3. Embryo
  4. Children Of The Grave
  5. Orchid
  6. Lord Of This World
  7. Solitude
  8. Into The Void
Master Of Reality

Skład: Ozzy Osbourne - śpiew, harmonijka ; Tony Iommi - gitary, instrumenty klawiszowe; Geezer Butler - gitara basowa; Bill Ward - perkusja

Produkcja: Rodger Bain

Grupa Black Sabbath w roku 1971 była już prawdziwą gwiazdą, głównie dzięki drugiej płycie Paranoid, która stworzyła pewne kanony nazwane później heavy metalem. Rozpisywanie się nad fenomenem Black Sabbath nie ma tutaj sensu, gdyż o tym można poczytać w licznych biografiach i wywiadach udzielanych nie tylko przez członków Czarnej Mszy. Skoncentrujmy się zatem na trzecim wydawnictwie zespołu, o ironicznym tytule Master Of Reality...

Patrzę na okładkę albumu, gdzie falisty układ liter daje wrażenie, jakby ktoś się przed podjęciem zaprojektowania okładki porządnie naćpał. Władca Rzeczywistości? Dobre, dobre. W dodatku pierwszy numer Sweat Leaf zaczyna się od... kaszlu. Ten zsamplowany odgłos kaszlu należy do Tony'ego Iommi, który zaciągnął się w studio jointem. Nic dodać, nic ująć.Sweat Leaf oparty jest na charakterystycznym prostym riffie, który wszedł na stałe do kanonu rocka. Na tym opiera się w zasadzie cały kawałek. Przenikliwy wysoki głos Ozzy'ego nadaje numerowi charakteru, no i to jest właśnie klasyczne Black Sabbath w całej krasie. Dla mnie osobiście najlepiej w kawałku wypada sekcja rytmiczna, która po prostu naprawdę potrafi przywalić, a pamiętajmy, że był dopiero 1971 rok i do thrashu jeszcze daleko. O ile Sweat Leaf utrzymany jest w średnio wolnym tempie, o tylei After Forever jest bardziej żywe i szybsze. Właściwie mamy tutaj do czynienia z klasycznym heavy metalem, który w pewnym momencie (za sprawą gitary basowej i ciekawych harmonii) przechodzi w granie, jakie znamy z później wydanych płyt Iron Maiden. Nie da się ukryć, że jeśli ktoś wówczas grał heavy meta,l to było to Black Sabbath. Odnośnie tekstu jest też pewna historia, otóż Sabbath od samego początku atakowani byli za domniemany satanizm. Więc przy okazji Master Of Reality Geezer Butler (odpowiedzialny za teksty zespołu) postanowił napisać coś pozytywnego na temat wiary... "Czy mógłbyś obawiać się, co powiedzą znajomi, jeśli dowiedzą się, że wierzysz w Boga, powinni zdać sobie sprawę, zanim skrytykują, że Bóg jest jedyną drogą do miłości". Piękne? W każdym razie zespołowi się dostało i za to, bowiem uznano że tym razem robią sobie kpiny z wiary. Ozzy wielokrotnie poźniej przyznawał się, że oczywiście wierzy w Boga, chociaż nie praktykuje wiary. To tak na marginesie, bowiem trzeba zdać sobie sprawę z tego, w jakiej atmosferze powstawały te płyty. Atmosferze przesiąkniętej wódą i narkotykami. After Forever to naturalnie klasyka metalu i pozycja ponadczasowa. Embryo to pół minuty celtyckich dźwięków. Tony Iommi był przez krótki czas członkiem Jethro Tull, może to go skłoniło do podania takiej miniaturki. Tak czy owak brzmi ona bardzo intrygująco. No i czas na potężny metalowy numer. Takie kawałki jak Children Of The Grave leżały u podstaw thrash metalu i w ogóle metalu w całej swojej rozciągłości. Numer, że aż ciarki przechodzą. Średnie tempa i riffy z piekła rodem ...taaa Black Sabbath. Więcej w tym czadu niż w Led Zeppelin i Deep Purple razem wziętych. Tak się już wtedy grało. Tak przynajmniej grało Black Sabbath. Pamiętam, że jak słuchałem tego numeru z jakiegoś bootlegu Sabbath z 1975 roku, brzmiało to jak Slayer na South Of Heaven. Nie ma w tym cienia przesady. Oczywiście produkcyjnie ten album nie ma tego kopa, co płyty z lat '80, ale i tak go ma i to serio kopie dupsko. Kolejny numer to półtoraminutowa miniaturka akustyczna. Bardzo spokojna stonowana, ma w sobie wiele uroku i barokowego ciepła. Lord Of This World opowiada o pewnym panie z rogami ;) Niezależnie od tego jak interpretujemy sobie ten tekst, wychodzi jednak na to, że jest on opisaniem pewnych faktów niż satanistyczną prowokacją. Zresztą to nie ma znaczenia, bowiem kawałek jest świetny. Oparty na mocnym hard rockowym riffie, który zresztą później obrobiła sobie Metallica, ale kto z tego nie czerpał? Muszę dodać, że solowe wstawki są tutaj absolutnie fantastyczne i daleko wybiegają w przyszłość. Zresztą to samo tyczy się gitary basowej. Fani Iron Maiden, którzy jeszcze nie znają tej płyty, to Wasz najbliższy zakup ;). Solitude pokazuje, że Black Sabbath potrafi zagrać balladę. Jest to numer czysto folkowy, z tym że to mniej żywiołowy folk od tego znanego z płyt Jethro Tull. Tutaj jest to bardzo stonowane, co stanowi kontrast dla reszty, bardzo ostrej przecież. Ot taka ciekawoska, której przyjemnie się słucha. Lubię brytyjski folk i mnie w uszy nie kole, a jeśli kogoś kole... to na koniec ma czysty metal w postaci numeru Into The Void. To kawałek bardzo typowy dla ówczesnych Sabbathów. Wolny, z konkretnym złowrogo brzmiącym riffem. Połowa płyt Overkill się na tym oparła, więc wielki ukłon dla klasyki metalu w naprawdę najlepszym wydaniu. Ozzy jakby trochę stonował z wokalem, co nie oznacza, że śpiewa słabo. Po prostu nie nadużywa wysokich rejestrów, chociaż w dalszym ciągu trzyma się "góry". W pewnym momencie numer przyspiesza, ale jedynie na chwilkę. I tym też kawałkiem kończy się Master Of Reality.

8 utwórów, 35 minut muzyki, żadnej ściemy, żadnych fillerów. Po prostu jest to, co powinno być. Zwróćcie zresztą uwagę, że wiele późniejszych płyt metalowych też zawierało po 8 numerów, że tylko Master Of Puppets i The Number Of The Beast wspomnę. Ten album to po prostu hard rockowa i zarazem heavy metalowa klasyka, ile jeszcze płyt znacie, które zasługują na obie nazwy jednoczesnie? Napewno nie tak wiele.

Oficjalna strona zespołu: www.blacksabbath.com

LSDisease
styczeń 2008