Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BLACK SABBATH - Black Sabbath [1970]
Wydawca: Vertigo / Warner / Teich / JVC Japan / Sanctuary

  1. Black Sabbath
  2. The Wizard
  3. Behind The Wall Of Sleep
  4. N.I.B.
  5. Evil Woman
  6. Sleeping Village
  7. The Warning
  8. Wicked World [bonus track]
Black Sabbath

Skład: John "Ozzy" Osbourne - śpiew; Frank Anthony "Tony" Iommi - gitara; Terrence Michael "Geezer" Butler - gitara basowa; William Thomas Ward - perkusja

Produkcja: Roger Bain

Jeśli mowa o korzeniach hard rocka i gatunków pokrewnych, pierwszym zespołem, który przychodzi mi na myśl, jest oczywiście Black Sabbath w najsłynniejszym, pierwszym składzie z panem Ozzym Osbournem (w pierwszym wydaniu albumu napisano "Ossie") w roli wokalisty. Rok 1970 i ich pierwszy album, Black Sabbath, pojawiający się na półkach sklepów muzycznych w Wielkiej Brytanii. Nazwa grupy nie mówiła wiele nikomu, za to zaciekawienie budziła okładka krążka. Właściwie to ona skłaniała do zakupu albumu nikomu nieznanego składu. Black Sabbath okazał się wydawnictwem niezwykłym. Początkowo krytykowany i spychany na margines, wzniósł się na skrzydłach oryginalności, rozpoczął rewolucję na scenie muzycznej lat '70 i karierę zespołu, który dziś jest już legendą.

Wysiłek podjęty podczas licznych prób wydania albumu opłacił się. Album nagrano w ciągu trzech dni za sume 600 dolarów i wydano w piątek, 13-go, w lutym 1970 roku. Producentem krążka został Roger Bain, ten sam, który później podpisał się pod pierwszą płytą Judas Priest. Większość zawartych na Black Sabbath utworów weszło na stałe do repertuaru koncertowego i stało się znakami rozpoznawczymi zespołu. Trudno odmówić miana hitu takim kompozycjom jak Black Sabbath, N.I.B., czy The Wizard. Wydawnictwo dzieliło listę najlepszych z takimi pozycjami jak Live At Leeds The Who, czy Let It Be The Beatles. Pierwszy, tytułowy kawałek rozpoczyna się od dźwięków dudniącego deszczu i niepokojących nawoływań dzwonu kościelnego, dobiegających z oddali. Trudno wyobrazić sobie lepszą scenerie dla Czarnej Mszy. Dopełnieniem demonicznego krajobrazu są mroczne tony wyduszane z gitary przez Tony'ego Iommi oraz tekst piosenki ubrany w tajemniczość głosu Ozzy'ego Osbourne'a. Utwór sprawdza się znakomicie jako wprowadzenie do twórczości czterech panów z Birmingham. Charakteryzuje go niemożność przewidzenia, co usłyszy się za chwilę. Black Sabbath nie jest oparty na żadnym schemacie obowiązującym w świecie muzyki. Ma własną, oryginalną kompozycję, co chyba wolno mi zinterpretować jako zapowiedź kontynuowania takiego stylu na kolejnych albumach, bo fakt faktem, każde z późniejszych wydawnictw pokazuje zespół w innym świetle. Kolejny numer na płycie to The Wizard. Dźwięk harmonijki stylizowany na sygnał odjeżdżającego pociągu każe usiąść i obserwować jak pojazd z Czarodziejem na pokładzie nierównomiernie zwiększa prędkość. Nuta goni nutę po przeplatanych niepowtarzalnym głosem wokalisty pięcioliniach, wprowadzając Za ścianę snu. Utwór rozpoczyna się bardzo melodycznie, bo nagle zamienić się w dyskusję Osbourne'a z gitarą Iommiego. Krytycy nazwali to "prymitywizacją muzyki rockowej", ale jak na zaprzeczenia takiemu sformułowaniu, bardzo szybko pojawia się część instrumentalna Behind The Wall Of Sleep zawierająca dłuższą partię gitarową składającą się z dwu części: tzw. solówki oraz rytmicznego, melodycznego riffu, wprowadzającego do kolejnej partii wokalnej. Następna pozycja na płycie to już gigant wśród klasyków gatunku. Przerabiany, maltretowany i powtarzany w kółko przez dziesiątki zespołów od ponad 30 lat, w moim mniemaniu, emanuje największym czarem w wersji oryginalnej. Opatrzony hipnotyzującym głosem Księcia Ciemności wspaniale współgrającym z niepowtarzalnymi zagrywkami gitarzysty ze srebrnym krzyżem na piersi, N.I.B. stał się niemal hymnem w rozszerzającym się świecie rocka i ze swym "My name is Lucifer, please take my hand", iskrą zapalną do tworzenia podobnych sobie tekstów. Pojmowany jako pochwała satanizmu i okultystycznych zapędów, kawałek opowiada o Lucyferze, który zakochawszy się w istocie ludzkiej staje się dobrą osobą. Sam tytuł N.I.B., nie ma nic wspólnego z różnego rodzaju próbami jego rozszyfrowania. Pochodzi po prostu od krótkiego angielskiego słowa "nib" (stalówka). Pewnego dnia panowie Osbourne, Iommi i Butler zrobili swojemu perkusiście złośliwą uwagę na temat jego brody, stwierdzając, że wygląda jak stalówka od pióra (pen nib). Wystarczy teraz dodać trzy kropeczki i oto mamy tytuł dla jednego z największych hitów hard rocka. Mniej znaną kompozycją z Black Sabbath jest Evil Woman. Oryginalnie wykonywany przez grupę o nazwie Crow, oparty na powtarzającym się riffie gitary basowej kawałek posiada bardzo "chwytliwy" refren i jedną ciekawostkę. Przy słowach "Well you know the evil deeds you seen", Ozzy Osbourne stara się (dość nieudolnie) podciągnąć głos o oktawę wyżej. Pomimo mojego skrupulatnego śledzenia kariery tegoż zacnego wokalisty, nie udało mi się zauważyć więcej takich "popisów". Sleeping Village, następujący zaraz po Złej Kobiecie, zapowiada się jak jedna spośród niewielu w historii zespołu spokojnych melodii, ale nic bardziej mylnego. Ta wioska wcale nie śpi, ale jest miejscem hucznych zabaw zastępu instrumentów spod znaku Czarnej Mszy. Główną rolę w utworze odgrywają partie instrumentalne, z początku przeplatające się na planie schematu ABAB, by po wyciszeniu przejść do kolejnej pozycji na albumie, zatytułowanej The Warning, autorstwa składu Ansley Dunbar's Retaliation. Ponad dziesięć minut w towarzystwie tego kawałka pozostawia bardzo przyjemne wrażenia. Utwór można uznać za spokojny w kontekście całego wydawnictwa, jednak nie jest nudny, pomimo dość apatycznego tonu głosu wokalisty. Sam w sobie nawiązuje raczej do tradycji bluesowych, które, bądź co bądź zostały w nim mocno "podrasowane", choćby przez dodanie ciekawych, gitarowych popisów Tonego Iommi. Zamykającą pierwszy krążek Black Sabbath kompozycją jest Wicked World, która znowu otwiera pole do popisu dla słynnego gitarzysty, a na margines spycha rolę ludzkiego głosu. Zwariowany świat ukazany w piosence pełen jest sprzeczności (jak widać aktualne i dziś). Z dość żywej części, jakby bez powodu, ni stąd ni zowąd powstaje smętna, mglista melodia, która jak szybko się pojawiła, tak szybko ustępuje miejsca swojej poprzedniczce. Dynamiczne tempo zmian linii melodycznej świetnie oddaje postrzeloną przestrzeń życiową, którą wszyscy, czy chcemy czy nie, reprezentujemy.

Album, który został wydany, z nieukrywaną obawą co do jego losów, zrobił oszałamiającą karierę i zapoczątkował widoczne dziś zmiany na scenie muzycznej. Przyznam się, że pomimo szczerych chęci, nie potrafię oceniać go obiektywnie, zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszyscy podchodzą do niego z takim entuzjazmem. Polecić mogę go koneserom i wielbicielom samego zespołu, gdyż nie należy do albumów, w których można się zakochać po pierwszym przesłuchaniu. Wymaga sporo zrozumienia i specyficznego podejścia. Bynajmniej nie oznacza to, że chcę zniechęcić do zapoznania się z nim tych, którzy Black Sabbath nie darzą szczególnym szacunkiem, ale rozpoczęcie przygody z tym zespołem, zdecydowanie polecam od późniejszych albumów. Wydawnictwo roku 1970 to bez wątpienia klasyk i to należący do tej grupy, przed którą zawsze chylić będę czoła.

Oficjalna strona zespołu: www.blacksabbath.com

Nienor
sierpień 2004