Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BLACK RIVER - Black'N'Roll [2009]
Wydawca: Mystic Production

  1. Barf Bag
  2. Isabel
  3. Lucky In Hell
  4. Black'N'Roll
  5. Breaking The Wall
  6. Jumping Quenny Flash
  7. Too Far Away
  8. Loaded Weapon
  9. Morphine
  10. Like A Bitch
  11. Young'N'Drunk
Black'N'Roll

Skład: Maciej Taff - śpiew; Piotr "Kay" Wtulich - gitara; Artur "Art" Kempa - gitara; Tomasz "Orion" Wróblewski - gitara basowa; Dariusz "Daray" Brzozowski - perkusja

Produkcja: Black River

Jednym z nielicznych zespołów, który próbuje nadać wyrazistości takiemu pojęciu jak “polski rock‘n’roll” jest Black River. Zresztą czy na trzeźwo można mówić o jakiejkolwiek rodzimej wyrazistości w tym temacie? W Polsce rock'n’roll de facto nie istnieje i nie chodzi mi tylko o nietolerancję mediów skierowaną w cięższe brzmienia, a o autentyczne zjawisko nieustającej stagnacji jeśli idzie o tego typu granie. Black River próbuje ten stan zmieniać i wychodzi im to całkiem nieźle.

Już w 2008 roku, kiedy debiutowali na scenie, ich niezatytułowany krążek został z każdej strony dobrze przyjęty. Black River okazał się być światełkiem w czarnym tunelu polskiego rock’n'rolla. Nawet pomimo tego, że tak naprawdę pierwsze LP zespołu trudno określić debiutanckim, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w skład Black River wchodzi pięciu doświadczonych muzyków. Pytanie na dzisiaj brzmi: w jakiej formie jest Black River? Wszelkie odpowiedzi udziela nowy krążek pt. Black’N'Roll. Już singlowy Too Far Away zapowiadał, że album będzie gorący. Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o skomplikowane konstrukcje, ale o wskrzeszanie prostych ideałów, które w tym wypadku potwierdzają starą maksymę, że piękno tkwi w prostocie. Black River na singlu zagrali szybko i ciężko. Gdzieś tam swoje kwestie ambicjonalne próbowali pokazać gitarzyści, ale ogólny koncept utworu polegał na dobrej zabawie. Wyszło świetnie. Black’N'Roll ma też to do siebie, że świetnie się zaczyna. Chodzi mi tutaj o krótki riff, wokalną pętlę najbardziej wyeksploatowanego rockowego wokalisty w kraju i odpowiednią porcję czadu już przy samym starcie. Jeśli zespół chce rzeczywiście grywać w zadymionych klubach i wyrywać pijane laski od zazdrosnych chłopaków, to taka muzyka idealnie do tego pasuje. Po co kombinować z brzmieniem? Po co sięgać po instrumenty z kosmosu? To jest rock’n'roll. Wystarczy, by się dobrze bawić na koncertach! W tej sytuacji kompletnie nie zaskakują kolejne utwory. Black River miewa momenty, że naprawdę mocno dokłada do pieca biczując bez rozgrzewki szybkimi i ciężkimi riffami (Isabel, Jumping Queeny Flash, Loaded Weapon czy Like A Bitch), w czym największa zasługa gitarzystów Kaya i Arta, którzy tu i ówdzie próbują wypuścić się z AC/DC”owskimi solówkami (tak jak przy singlu). Szokująco, na tle nowego Huntera z tego roku, brzmi perkusja Daray’a. Po dawce takiego czadu naprawdę nie wiem, czy ten drummer lepiej brzmi w lirycznym Hunterze czy w rozkręconym na wskroś Black River (o bogatej przeszłości nie wspominam...). Krążek nie jest też pozbawiony fragmentów, w którym zespół eksponuje przede wszystkim ciężkość. Nie brakuje przy nich czadu, bo generalnie cały album jest strasznie szybki, ale na pewno nie są to takie petardy, jak tytuły wymienione powyżej. Właśnie przy utworach nie wymagających totalnego powera dobrze odnajdują się basy Oriona (Lucky In Hell, Breaking The Wall czy Young’N'Drunk). I więcej nie trzeba pisać.

Ludzie, którzy od zespołu oczekują jedynie tego, aby dał im dobrej zabawy na koncertach, będą zachwyceni Black’N'Roll. Nie ma na tym albumie ani trochę kompozycyjnej finezji, ale właściwie każdy kawałek mógłby stanowić za koncertowego demona. Bawić się, pieprzyć pod sceną, uchlać ryja... to wszystko idealnie pasuje w rytm nowego Black River. Black’N'Roll to rock’n'rollowe rzemiosło, które ma wszelkie predyspozycje, by zakręcić polską sceną rockową. Tyle, że jeśli nie pójdę na koncert, to nie będę o nich zbyt długo pamiętał. Z kolei z drugiej strony jeśli pójdę, to popamiętam na zawsze :). Czad.

Oficjalna strona zespołu: www.blackriver.pl
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/blackriverpl

Robert Bronson
październik 2009

arktyka.wordpress.com