|
Skład: Zakk Wylde - śpiew; gitara prowadząca i rytmiczna, pianino; Nick Catanese - gitara rytmiczna; John DeServio - gitara basowa; Will Hunt - perkusja
Produkcja: Zakk Wylde
Cztery lata przyszło czekać fanom i sympatykom brodatego Zakka na nowy studyjny album jego solowego projektu Black Label Society. W tym czasie zdążyło ukazać sie DVD Tour Edition, będące 3 płytowym wydawnictwem, zawierającym w sobie dwa poprzednie krążki DVD, czyli odpowiednio Boozed, Broozed & Broken-Boned, które miało swoją premierę w roku 2003 oraz dwupłytywe The European Invasion: Doom Troopin z roku 2006. Rok potem ukazała się składanka typu "Best of" zatytułowana Skullage. A jakby tego było mało, Zakk zdążył wylecieć z hukiem z wytwórni Roadrunner Records, która była wydawcą albumu Shot To Hell, majacego premierę w roku 2006.
Nasz brodacz musiał szukać sobie nowego wydawcy, a jakby tego było mało, jego niegdysiejszy szef, Ozzy Osbourne nie pozwolił mu zagrać na swoim nowym krążku, wybierając innego wioślarza na miejsce dzierżone do tej pory niepodzielnie przez "Szalonego Zachariasza". Sam Ozzy komentował to jako "odświeżenie formuły", ale w kuluarach mówiło się, że to sam Zakk winien był temu, bo za dużo pił. A Osbourne jako abstynent nie chciał pracować z wiecznie opitym gitarzystą. Tak więc Zakk miał co robić i nad czym myśleć komponując materiał na nowy krążek BLS. No więc w końcu jest. Długo wyczekiwany album Black Label Society rozpoczyna się miło zatytułowanym Crazy Horse, który jest tym wszystkim, do czego nas Zakk przyzwyczaił. Bardzo dobry riff (jak zwykle) i gdzieś tam w tle odległe echa Pride & Glory. To napełniło moje serce otuchą, bo wciąż miałem w pamięci niezbyt udany poprzedni wypiek. Sam utwór spokojnie mógłby się znaleźć na takim The Blessed Hellride, a to już coś. Zabawa wah-wah rozpoczyna kolejny udany kawałek, zatytułowany Overlord. A ja nabieram nadziei. A nuż to będzie dobry album? Nadal jesteśmy w okolicach przywoływanej "TBH". Głowa się kiwa, a noga wystukuje rytm, jest dobrze. Singlowy i pilotujący album Parade Of The Dead oczywiście bardzo dobry, znałem go już dużo wcześniej i to za jego sprawą mniemałem, że ten krążek może przywrócić mi wiarę w Zakka. Ballada Darkest Days oczywiście bardzo ładna, ale już się skrzywiłem. Dlaczego w zwrotkach nie zaśpiewał tu Ozzy? To jest wymarzony dla niego kawałek. Refreny mogliby zaśpiewać razem we dwójkę i byłoby dużo lepiej. Bez tego mamy przeciętny numer i pierwszą taką trochę mieliznę na tym LP. Rzecz jasna i to nagranie może się podobać. Zakk to Zakk, ale czy naprawdę Black Sunday musi rozpoczynać się solowym popisem? Przecież nawet to nie ratuje tej scieżki, która stylistycznie pasuje na Shot To Hell... A już zdążyły mi wyrosnąć skrzydełka... Niby wszystko jest na miejscu, ale cholera to nie jest to, na co czekałem. Przy Southern Dissolution już sie wpieniłem i chciałem ten krążek wyłączyć. Ja rozumiem wszystko, ale Southern Metal to nie jest to, w czym Zakk się do tej pory specjalizował. Pewne elementy były, fakt. Ale żeby tak bezczelnie rżnać od Soundgarden? Osłuchany fan od razu wyłapie podobieństwa. Bridge w środku bardzo dobry, potem też jest fajnie, pytam tylko: po co to wszystko? Time Waits For No One to kolejna ballada, a moje zniecierpliwienie rośnie. Przepraszam bardzo, czy to Hangover Music Vol. VI? Czas nie czeka na nikogo, to prawda, ale ile można czekać na coś porządnego pod banderą BLS? Ja wiecznie czekać nie będę. Godspeed Hell Bound - o tak, czegoś takiego to ja mogę słuchać. Znów wracamy do "TBH", ten kawałek na pewno by tam pasował. Trochę nudny, ale niech będzie, zwolnienie wypadło interesująco. I ta perkusja prawie jak w Raining Blood Slayera. War Of Heaven i oooooooooo, co za wstęp! To jest coś, na co czekam od początku tego LP. Właśnie takich kawałków oczekuję od Zakka. Wspaniale brzmią tu echa niektórych utworów z 1919 Eternal. Duże brawa. Shallow Grave to znów ballada, trzecia już. No panie Wylde, co za dużo to niezdrowo. I jak mi sie wydaje Zakk do tej pory nie przebolał śmierci Dimebaga i to chyba dedykowany Jemu kawałek. No niech będzie, ale po to było In This River... Chupacabra to popis gry na akustyku, czy też gitarze klasycznej i to pomijm wzruszeniem ramion. Riders Of The Damned - chociaż nic tej kompozycji nie brakuje, to nie przekonuje mnie ona, jest zwyczajnie nudna i nie cieszą mnie nawet echa Refuse To Bow Down. January to znów ballada. No szlag mnie zaraz trafi, ileż można? Temu facetowi naprawdę chyba zaczyna brakować pomysłów. Posłuchałem sobie tego albumu kilka ładnych razy i wnioski mam raczej niewesołe. Choć na początku ten LP w miarę może się podobać, to jest doskonałym przykładem albumu, który z każdym kolejnym przesłuchaniem sporo traci. Kawałki są banalne, przewidywalne do bólu i niestety w większości dość nudne. O ile przy pierwszym odsłuchu nie jest to dyskwalifikujący zarzut, to niestety z czasem, coraz częściej pojawia się pytanie "na cholerę tego słuchać, skoro zupełnie mnie to nie rusza?" Przykro mi to mówić, ale ocena nie będzie większa niż 6/10. Szkoda, bo jest ona zarezerwowana dla legionu szarej heavy metalowej masy drepczącej w przedpokoju Hall of Fame. Nie jest to żaden wstyd i każdy może w tym przedpokoju się znaleźć. Z jednym ale: nie jest to żadna ujma, jeśli jest się młodym, niedoświadczonym i wspiera go nie potężna machina produkcyjna i marketingowa, a jedynie entuzjazm i wiara w sukces. Ten przedpokój powinien być jednak zamknięty dla Gwiazd i Sław. Zespoły, czy jak wolicie projekty takie jak Black Label Society, nagrywając płyty jak ta powinni być wyprowadzani tylnym wyjściem. Niechaj idą, gonić ich nie będę.
Trudno jest takim grupom jak formacja Zakka nagrać coś na mniej niż 6/10, z tym że to co dla jednych jest radością, że zostali dostrzeżeni i w pewnym stopniu docenieni, dla BLS jest niestety kompromitacją. Od zawsze i zawsze broniłem tej formacji nawet wtedy gdy zdarzały się mielizny tu i ówdzie. Tym razem tego nie zrobię. Prać takimi płytami nie mam czasu ani chęci. Niech idą tylnym wyjściem i może kiedyś jeszcze po czerwonym dywanie wkroczą znów do Hall of Fame. Nie tym razem i obym się mylił... Ale z taką koncepcją grania być może nie stanie się to już nigdy. Zakk Wylde w tej chwili zaczyna wszystko od początku. Nowa wytwórnia, nowa płyta. Mam nadzieję, że uda mu się odnaleźć w tym wszystkim. Sceptycznym jednak pozostanę, bo liczyłem na więcej. Przeliczyłem się...
Oficjalne strony Zakka Wylde'a: www.zakk-wylde.net
www.zakkwylde.com
Vincent sierpień 2010
|