|
Skład: Zakk Wylde - śpiew, gitary, gitara basowa; Craig Nunenmaher - perkusja
Produkcja: Zakk Wylde
Kto chce się przekonać czy 2003 rok był dla Black Label Society owocny?... Serdecznie zapraszam. Poza swoim pierwszym, niezwykle obfitującym we wszelakie materiały DVD Bruised, Boozed & Broken Boned: Live With Detroit Charter, Zakk uraczył nas czwartym studyjnym albumem - The Blessed Hellride. W ogólnej konwencji brzmieniowej album nie odchodzi od dotychczasowych dokonań Black Label. Mamy więc sporą dawkę soczystego hevy/thrash/hardrockowego grania, wdzięcznie przetykanego delikatnymi (lub mniej delikatnymi) balladami.
Początek płyty wita nas najmocniejszym w tym albumie utworem, czyli Stoned And Drunk. Uprzedzam, wrażliwcy niech lepiej oszczędzą sobie słuchania go ;). Jest to najszybszy, najbardziej brutalny kawałek na płycie. Osobiście bardzo żałuję, że to właśnie on nie promuje albumu, gdyż moim zdaniem takie brzmienie to kwintesencja Black Label: szybkość (ale taka, za którą możesz nadążyć), agresywne, zdecydowane brzmienie bębnów połączone z mroczną, bezlitosną szarpaniną strun w wylde'wskich Gibsonach (oczywiście nie brak wspaniałej solówki, o zagraniu której większość może tylko marzyć, zresztą to dotyczy większości solówek Zakka :D). Bezdyskusyjnie - najlepszy utwór na płycie. Następny w kolejności czeka nas Doomsday Jesus. Cóż, być może się mylę, ale osobiście uważam, że utwór ten jest lekko przekombinowany. Dlaczego? Otóż w tym kawałku brak płynności, zgodności rytmów. Brzmi trochę jak zbiór przypadkowych riffów wciśniętych byle jak między mocno niezdecydowaną perkusję. Na szczęście niewiele jest na tej płycie słabych utworów. Na pozycji trzeciej piosenka promująca płytę, zaśpiewana w duecie: Zakk - Ozzy Osbourne, z teledyskiem autorstwa Roba Zombie. W zasadzie rola Osbourne'a sprowadza się tu tylko do dodatkowego głosu w tle, co nie zmienia faktu, że jest doskonale rozpoznawalny. Utwór może nie wybitny, ale na pewno godny uwagi. Suffering Overdue rozpoczyna bardzo wolne, nieco toporne brzmienie.Gitary odrobinę monotonne, ale po drugiej minucie zmiana klimatu - niespodziewanie pojawia się wolna wstawka oparta na kilku delikatnych dźwiękach, a potem Zakk rusza z kopyta - ożywcze przyśpieszenie plus typowo wyldeowska solówka. Kto już poznał trochę twórczość pana Wylde'a, ten wie, że nie jest dla niego problemem po mrożąco krew w żyłach brutalnym kawałku zagrać ciepłą, nastrojową balladę. Taka właśnie jest piosenka tytułowa - The Blessed Hellride. Oczywiście nie tego się spodziewaliśmy po takim "piekielnym" tytule, ale takie kontrasty to jeden z ulubionych chwytów Wylde'a. A skoro już jesteśmy przy balladach z gatunku tych podobnych stylem do tytułowej, mamy jeszcze ostatnią w kolejności na płycie Dead Meadow. Wyjątkowo piękny utwór, bardzo delikatna, wysmakowana perkusja, takież brzmienie gitar, całość wzbogacona pianinem. Wokal niski, ciepły, wszystko doprawione odrobiną melancholii rodem z Book Of Shadows. Polecam! Mamy też balladę z nieco innej beczki, Blackened Waters. Nie jest już to delikatna pioseneczka do kolacji przy świecach ;). Raczej ciężko brzmiąca, niezwykle ponura kompozycja - z pewnością nie najlepsza w dorobku Zakka. Odrobinę tylko bardziej ożywiony i bez klimatu ciężkiej depresji jest utwór We Live No More. To ten gatunek piosenek, który trudno sklasyfikować - trochę ballada, a trochę nie ;). Destruction Overdrive, Final Solution oraz Funeral Bell wrzucę do jednego worka, ale absolutnie nie dlatego, że są kiepskie. Rzecz się ma dokładnie na odwrót. Są to zupełnie porządne, rytmiczne, bogate w solówki kawałki, nad którymi nie ma sensu się przesadnie roztkliwiać ;). Po prostu klasyczne BLS i już ;).
I tak oto, po krótce, przedstawia się Blessed Hellride. Zakk daje nam dokładnie to, czego możemy się spodziewać po Black Label - żadnych innowacji. Dla jednych będzie to dobra wiadomość, dla tych bardziej wymagających powód do rozczarowania. Z pewnością jest to bardzo dobra płyta i niesprawiedliwe byłoby stwierdzenie jakoby Zakk się nie postarał. Polecane fanom ciężkich brzmień...
Oficjalne strony Zakka Wylde'a: www.zakk-wylde.net
www.zakkwylde.com
Burn czerwiec 2004
|